Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zagroził irackim Kurdom zablokowaniem tureckich transportów z jedzeniem i wstrzymaniem dostaw ropy. Ostrzegł, że Turcja sięgnie po wszystkie środki wojskowe i gospodarcze, w związku z tym, że wczoraj na terenach północnego Iraku, zamieszkanych przez Kurdów, odbyło się referendum niepodległościowe.


Kurdowie odpowiadali na pytanie, czy chcą, by Kurdystan był niepodległym państwem. Wynik plebiscytu nie jest wiążący, ale da mandat Masudowi Barzaniemu, liderowi Demokratycznej Partii Kurdystanu, która rządzi w tym regionie, do podjęcia kroków zmierzających do wyłączenia Kurdystanu spod struktur administracyjnych Iraku, a także do negocjacji z sąsiednimi państwami. Głosowanie odrzuca Irak.
Krytycznie do plebiscytu odnosi się także Turcja. "Sprawa się skończy, kiedy odetniemy dostawy ropy, wszystkie ich dochody znikną. Nie będą w stanie pozyskać jedzenia, kiedy nasze ciężarówki przestaną docierać do północnego Iraku" - powiedział prezydent Erdogan w telewizyjnym wystąpieniu. Turecki polityk oskarżył też Masuda Barzaniego o zdradę. Podkreślał, że decyzja o rozpisaniu plebiscytu została podjęta przez niego bez żadnych konsultacji.
W związku z referendum premier Iraku Hajdar al - Abadi zarządził zwiększenie środków bezpieczeństwa w rejonie zamieszkanym przez Kurdów, by - jak powiedział - "zapewnić ochronę zastraszanej ludności", która według niego jest zmuszana do głosowania za niepodległością Kurdystanu. Wojska Iraku i Turcji rozpoczęły na swojej granicy manewry na dużą skalę.
Zgodnie z iracką konstytucją, Region Kurdystanu jest jednostką federalną uznawaną przez rząd centralny w Iraku. Według danych kurdyjskiego rządu, Kurdowie stanowią znaczącą mniejszość narodową w Turcji (około 15 mln), w Iranie (do ok. 8 mln i Iraku (ok 5 mln). Spora diaspora kurdyjska rozsiana jest po świecie, większe skupiska znajdują się w Niemczech, Francji, Szwecji i USA.
IAR/vey/nyg




























































