Amerykanie mają ograniczone możliwości zmuszenia Iranu do negocjacji, więc zwiększają presję ekonomiczną, by osiągnąć cele dyplomatyczne – oceniła dla PAP Julia Sochacka z PISM, komentując wypowiedzenie Iranowi „wojny gospodarczej” przez prezydenta USA Donalda Trumpa.


Trump ogłosił w środę „wojnę gospodarczą” przeciwko Iranowi. Zapowiedział, że każdy kraj, który pozwala na pomoc Teheranowi, poniesie konsekwencje gospodarcze. Wezwał także sojuszników, by dołączyli do USA w izolacji Teheranu.
Iran od 1979 r. funkcjonuje pod amerykańskimi sankcjami, które ewoluowały od zamrożenia aktywów i embarga handlowego po odcięcie kraju od międzynarodowych rynków finansowych i ograniczenie dochodów z eksportu ropy.
Zdaniem Sochackiej zwiększenie presji ekonomicznej na Iran „będzie miało zapewne postać przede wszystkim uszczelnienia stosowanych do tej pory środków – być może Amerykanie będą tego oczekiwać również od swoich sojuszników”.
Może to oznaczać bliższe przyjrzenie się eksportom irańskiej ropy i całkowite zablokowanie jej transportu przez cieśninę Ormuz, co było do tej pory jednym z istotnych czynników podtrzymujących irańską gospodarkę.
Trump zagroził również konsekwencjami państwom i firmom, które będą gospodarczo wspierać Iran. Pytanie, czy Waszyngton jest w stanie doprowadzić do gospodarczej izolacji Iranu bez poważnego konfliktu z jego partnerami, przede wszystkim z Chinami, dzięki którym do tej pory udawało się Teheranowi przetrwać pomimo sankcji ekonomicznych i konfliktu zbrojnego.

To właśnie działania wymierzone w Chiny Iran odczułby najbardziej, ale wydaje się, że administracja Trumpa obecnie wolałaby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z przywódcą Chin Xi Jinpingiem – uważa ekspertka.
Może to zmienić potrzeba szybkiego przełamania impasu w Zatoce Perskiej, ponieważ przedłużający się konflikt działa na niekorzyść USA. „Amerykanie mają ograniczone środki zmuszenia Irańczyków do negocjacji, więc możliwe, że wykorzystają te, które są dostępne – nawet jeśli będzie się to wiązało z problemami w dalszej perspektywie. Na pewno zwiększy się też presja na sojuszników i państwa neutralne, by możliwie maksymalnie uszczelnić irańską izolację” – podkreśla Sochacka.
Ekspertka wyjaśnia, że „USA do tej pory wykorzystywało taktykę zwiększania presji militarnej, by osiągnąć cele dyplomatyczne i wydaje się, że »wojna ekonomiczna« ma podobny cel”.
„Poważny kryzys gospodarczy zdecydowanie może zagrozić władzom Islamskiej Republiki – tak jak stało się to ostatniej zimy (podczas masowych protestów wywołanych kryzysem ekonomicznym - PAP). Może to się przyczynić do jej upadku za kilka bądź kilkanaście lat, ale nie jest to to, na co obecnie liczą Amerykanie. Zmiana reżimu przestała być już priorytetem USA, które na obecnym etapie skupiają się na znalezieniu wyjścia z tej trudnej sytuacji i zagaszenia bieżących pożarów, przede wszystkim problemu cieśniny Ormuz” – zaznacza Sochacka.
Trump we wtorek opublikował w swojej sieci społecznościowej Truth Social grafikę przedstawiającą cieśninę Ormuz z podpisem: „nowe terytorium USA”. Wcześniej sugerował, że może ogłosić ten szlak wodny częścią terytorium Stanów Zjednoczonych.
Jak przekonuje ekspertka, takie komunikaty są wymierzone zarówno w Iran, jak i w Oman, do którego należy część wód w cieśninie. „Trump kilkukrotnie wyrażał frustrację Omanem, który – ze względu na swoją strategiczną neutralność – postrzegał jako niewystarczająco proamerykański” – ocenia.
Sochacka nie widzi jednak obecnie możliwości włączenia cieśniny do terytorium amerykańskiego. W jej ocenie zarówno status prawny takiego terytorium, a także legalność procesu przejęcia cieśniny są problematyczne.
„Wątpliwy jest też sens tej operacji – Amerykanie wtedy byliby odpowiedzialni za utrzymanie bezpieczeństwa i drożności szlaku, co byłoby kosztochłonne (szczególnie biorąc pod uwagę wrogi Iran od północy) i uwiązałoby USA w regionie, a mamy przecież sygnały, że Stany Zjednoczone nie będą już odgrywać tak dużej roli w Zatoce” – twierdzi ekspertka. (PAP)
baj/ kj/































































