Władze USA zablokowały powołanie nowych członków Organu Apelacyjnego Światowej Organizacji Handlu i w efekcie sparaliżowały mechanizm rozstrzygania międzynarodowych sporów handlowych pod egidą WTO. To kolejny cios prezydenta Trumpa wymierzony w obecny ład globalny.
We wtorek zakończyła się kadencja dwóch z ostatnich trzech członków Organu Apelacyjnego Światowej Organizacji Handlu. Administracja Donalda Trumpa zablokowała powołanie ich następców, więc ciało nie będzie mogło normalnie funkcjonować, a jest kluczowym elementem mechanizmu rozstrzygania sporów handlowych między członkami WTO, czyli niemal wszystkimi krajami świata.
Jak działa ten mechanizm rozstrzygania sporów?
Członkowie WTO zobowiązują się do przestrzegania określonych reguł, ograniczających wykorzystanie narzędzi polityki handlowej. Jeśli władze któregoś z państw uznają, że partner handlowy narusza ustalone zasady, może skierować sprawę do Organizacji. Procedura rozstrzygania sporu jest trzyetapowa.
W pierwszym etapie strony sporu prowadzą konsultacje. Z analizy Niclasa Poitiers z think tanku Bruegel wynika, że na typ poziomie udaje się rozstrzygnąć aż 40 proc. sporów. Jeżeli jednak się to nie powiedzie, to sprawa trafia przed specjalny sformułowany panel (etap drugi). Ten wydaje raport wraz z orzeczeniem. W większości przypadków przegrana strona odwołuje się do Organu Apelacyjnego. Normalnie w jego skład wchodzi siedmiu członków, ale w danej sprawie orzeka trzech (etap trzeci). Decyzja Organu jest wiążąca.
Od środy Organ Apelacyjny nie może zatem rozstrzygać sporów, gdyż w jego składzie pozostał tylko jeden sędzia.
- Jest to godne pożałowania i bardzo poważne uderzenie w międzynarodowy system handlu oparty na zasadach. Unia Europejska głęboko wierzy, że WTO ze skutecznym systemem rozstrzygania sporów jest niezbędna do zapewnienia otwartego i uczciwego handlu - komentuje Phil Hogan, unijny komisarz ds. handlu. Niezadowolenie z postępowania Waszyngtonu wyrażają też m.in. Japończycy i Chińczycy. Między stolicami trwają gorączkowe poszukiwania rozwiązania, które pozwoliłoby funkcjonować organizacji, ale nie zirytowało zanadto lokatora Białego Domu.
Dlaczego Amerykanie paraliżują WTO?
W 1995 r. Światowa Organizacja Handlu zastąpiła powstały po zakończeniu II wojny światowej Układ Ogólny w sprawie Taryf Celnych i Handlu (GATT) - jeden z filarów powojennego gospodarczego ładu międzynarodowego. Jedną z wad GATT był właśnie brak mechanizmu egzekwowania przez członków przestrzegania ustalonych zasad - spory były rozstrzygane na zasadzie konsensusu, co de facto dawało przegranym prawo weta. Na problem narzekali m.in. Amerykanie. Dlatego w ramach WTO powstał "sąd", którego "wyrokom" władze państw członkowskich mają obowiązek się podporządkować.
Jednak Donald Trump i jego bliski współpracownik - Robert Lighthizer (wysoki przedstawiciel USA ds. handlu) od lat głośno krytykują samą WTO, jak i stan międzynarodowych relacji handlowych. Stany Zjednoczone rok w rok odnotowują gigantyczne deficyty w obrocie towarowym, co zdaniem Trumpa jest niekorzystne dla Amerykanów i tamtejszej gospodarki. Obecne władze USA podnoszą również kwestię ograniczenia suwerenności państwa przez instytucje (nie tylko WTO) międzynarodowe.
Kryzys WTO dalece przekracza kwestię Organu Apelacyjnego i był podnoszony m.in. przez administrację poprzednika Trumpa w gabinecie owalnym. Zespół Baracka Obamy blokował jednak powołanie do "sądu" WTO konkretnych osób, a nie jakąkolwiek wymianę składu.
Obok "zagrożenia dla suwerenności" Waszyngton stawia inne zarzuty, m.in. faktyczne stanowienie prawa przez organy WTO, a nie jego interpretowanie; przewlekłość procedur, trwających dłużej niż ustalony 90-dniowy okres czy zbyt wysokie wynagrodzenia "sędziów".
Faktycznie jednak główne argumenty dot. niekorzystnych dla Amerykanów rozstrzygnięć niektórych sporów. Trumpowi i spółce nie podoba się, że WTO ogranicza im arsenał środków (wątpliwości dot. wyliczania wysokości ceł wyrównawczych i antydumpingowych), które chcieliby wykorzystać do ochrony krajowych grup interesu przed zewnętrzną konkurencją i zredukowania deficytu handlowego. Aktualna administracja nie przepada również za wielostronnymi porozumieniami, preferując negocjacje dwustronne, w których zawsze jest wszak stroną dominującą.
Analitycy PIIE i Breugela podkreślają jednak, że Amerykanie wygrywają większość sporów, które trafiają przed WTO. Czy paraliż całego mechanizmu jest zatem odpowiednią odpowiedzią? "Rozmontowywanie całego systemu apelacyjnego jest nieproporcjonalną odpowiedzią na konkretny problem, młotem, gdy to skalpel chirurgiczny może ożywić system" - piszą eksperci PIIE.
Trump nie przepada jednak za metodą chirurgiczną, zwykł raczej sięgać po większe i mniej precyzyjne narzędzia. Paraliż Organu Apelacyjnego mógłby być pokazem siły w negocjacjach reformy ładu międzynarodowego, którego WTO jest jednym z filarów. Ale polityka handlowa Białego Domu czy publicznie prezentowane przez prezydenta USA postawy sugerują raczej, że jego celem jest całkowita reorganizacja globalnego systemu. A Światowa Organizacja Handlu tylko stoi na przeszkodzie.
Maciej Kalwasiński





























































