Stany Zjednoczone wkraczają w decydującą fazę konfrontacji z Teheranem, grożąc obróceniem Iranu w gruzy w ciągu zaledwie jednej nocy. Podczas gdy Donald Trump stawia ultimatum upływające w nocy z wtorku na środę i deklaruje gotowość do przejęcia kontroli nad opłatami tranzytowymi w cieśninie Ormuz, Pentagon uruchamia bezprecedensową falę nalotów. To ostatnie godziny na dyplomatyczne wyjście z kryzysu, w którym amerykańska administracja stawia sprawę jasno: czas na ustępstwa dobiega końca.


Prezydent USA Donald Trump oświadczył w poniedziałek, że Iran może zostać zniszczony w jedną noc i zagroził, że może to być noc z wtorku na środę. We wtorek wieczorem upływa wyznaczone przez niego ultimatum dla władz w Teheranie.
- Cały kraj może być zniszczony w jedną noc, a ta noc może być jutro - oświadczył Trump podczas konferencji prasowej w Białym Domu. Przypomniał, że ultimatum dla Iranu upływa we wtorek o godz. 20 czasu wschodnioamerykańskiego (godz. 2 w nocy w Polsce). Jeśli Iran nie zawrze porozumienia, nie będzie miał elektrowni, mostów i powróci do epoki kamienia - zagroził prezydent USA. Zaznaczył, że Amerykanie mogą zniszczyć wszystkie irańskie mosty i elektrownie w ciągu czterech godzin, czyli do północy (czasu wschodnioamerykańskiego) z wtorku na środę.
Zapewnił jednocześnie, że wolałby tego nie robić i podkreślił, że rozmowy z Iranem trwają. Dodał też, że ma nadzieję, iż Irańczycy negocjują w dobrej wierze.
USA i władze w Teheranie odrzucają 45-dniowe zawieszenie broni
Iran przekazał Pakistanowi odpowiedź na amerykańską propozycję zakończenia wojny, ale odrzucił w niej pomysł zawieszenia broni i podkreślił konieczność trwałego zakończenia konfliktu – poinformowała w poniedziałek oficjalna irańska agencja informacyjna IRNA.
Według agencji odpowiedź Iranu składa się z 10 punktów, obejmujących m.in. postulat zakończenia konfliktów w regionie Bliskiego Wschodu, protokół dotyczący bezpiecznego przepływu przez cieśninę Ormuz, a także zapisy odnoszące się do potrzeby zniesienia sankcji nałożonych na Teheran i odbudowy kraju.
Wcześniej stacja CNN podała, powołując się na przedstawiciela Białego Domu, że również prezydent USA Donald Trump nie zgodził się na 45-dniowe zawieszenie broni.
Propozycja zakładająca 45-dniowy rozejm i otwarcie cieśniny Ormuz została przygotowana przez mediatorów. Plan przesłano w niedzielę wieczorem szefowi MSZ Iranu Abbasowi Aragcziemu i wysłannikowi USA Steve'owi Witkoffowi. Autorzy tej koncepcji mieli nadzieję na to, że 45-dniowy rozejm pozwoliłby na negocjacje w sprawie zakończenia wojny.
Rolę mediatorów w konflikcie pełnią Pakistan, Egipt i Turcja, jednak rozmowy pokojowe utknęły w ubiegłym tygodniu w martwym punkcie.
Trump: To my możemy naliczać opłaty za wykorzystywanie cieśniny Ormuz
Trump zaznaczył, że częścią porozumienia z Iranem musi być gwarancja swobodnego przepływu ropy. Podkreślił, że otwarcie cieśniny Ormuz jest „dużym priorytetem”. Oświadczył, że Amerykanie wygrali wojnę, dlatego to oni, a nie Irańczycy mogą w przyszłości naliczać opłaty za wykorzystywanie tego szlaku wodnego przez statki.

Prezydent ujawnił podczas konferencji prasowej szczegóły operacji poszukiwawczo-ratunkowej, dotyczącej załogi myśliwca F-15, strąconego nad Iranem. Poinformował m.in., że w operacji, mającej uratować drugiego członka załogi, uczestniczyło 155 samolotów.
- W dużej mierze to był podstęp. Chcieliśmy, żeby myśleli, że (ten żołnierz) jest w innym miejscu, bo mieli tam ogromne siły zbrojne. Tysiące ludzi (go) szukały - relacjonował prezydent.
Trump poinformował, że podczas misji wojsko USA wysadziło w powietrze własne samoloty, zamiast pozostawić je w Iranie. Siły zbrojne użyły dwóch „dość starych” samolotów do przetransportowania sprzętu, ale maszyny utknęły w mokrym piasku - przekazał Trump. Oficera przetransportowano z Iranu na pokładzie śmigłowca. Przywódca zapewnił, że podczas operacji ratunkowej nie ucierpiał żaden amerykański żołnierz.
Prezydent wyraził też przekonanie, że Bóg popiera amerykańskie działania przeciwko Iranowi.
Media: podczas misji poszukiwawczej w Iranie bombowce B-1 zrzuciły sto bomb
Amerykańskie bombowce B-1 zrzuciły około stu 900-kilogramowych bomb podczas misji, która miała na celu uratowanie drugiego członka załogi myśliwca F-15, strąconego nad Iranem - poinformował w poniedziałek dziennik „Wall Street Journal”, powołując się na przedstawicieli władz amerykańskich.
Ładunki zrzucono na drogi, a także personel i garnizony Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), by zapewnić sukces misji - przekazało jedno ze źródeł.
USA skoncentrowały się na zniszczeniu dróg w pobliżu miejsca prowadzenia operacji ratunkowej, by nie dopuścić Irańczyków do amerykańskich sił i samolotów. Niektóre wgłębienia w drogach widać na zdjęciach satelitarnych.
Irańska agencja FARS podała w poniedziałek, że poprzedniego dnia czterech oficerów irańskich sił lądowych zginęło w operacji obronnej przeciwko amerykańskiemu lotnictwu w prowincji Isfahan.
Trump: Putin nie boi się NATO, tylko USA
Na konferencji wystąpił również szef Pentagonu Pete Hegseth, który z kolei zapowiedział, że w poniedziałek amerykańskie siły przeprowadzą największą liczbę ataków na Iran od 28 lutego, czyli od początku operacji.
- Dziś będzie największa liczba ataków od pierwszego dnia tej operacji, a jutro będzie ich jeszcze więcej niż dzisiaj - zagroził Hegseth. - Iran będzie miał wybór. Wybierzcie mądrze, bo ten prezydent (Donald Trump - PAP) sobie nie żartuje - powiedział minister obrony (wojny).
Trump powtórzył, że jest rozczarowany NATO i ponownie wyraził opinię, że Sojusz jest papierowym tygrysem. Skarżył się też na Australię, Japonię i Koreę Południową, że „nie pomogły” USA w wojnie z Iranem.
Jednocześnie pochwalił kraje regionu Zatoki Perskiej: Arabię Saudyjską, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Kuwejt. Pozytywnie wypowiedział się również o sekretarzu generalnym Sojuszu Marku Rutte, z którym ma spotkać się w środę w Waszyngtonie.
Przywódca Rosji Władimir) Putin nie boi się NATO. Boi się nas, bardzo się nas boi. Tłumaczył mi to wiele razy - dodał Trump.
- Jeśli chcecie znać prawdę, to wszystko zaczęło się od Grenlandii. Chcemy Grenlandii. Oni nie chcą nam jej dać. I powiedziałem: papa - w ten sposób prezydent Stanów Zjednoczonych zakończył konferencję prasową.
Modżtaba Chamenei: Zamachy na dowódców i urzędników nie zmienią naszego kursu
Najwyższy przywódca Iranu Modżtaba Chamenei oświadczył w niedzielę, że zamachy na irańskich dowódców i urzędników nie zmienią kursu polityki kraju. W jego ocenie działania te są odzwierciedleniem powtarzających się niepowodzeń Stanów Zjednoczonych i Izraela.
W oświadczeniu opublikowanym za pośrednictwem komunikatora Telegram i wydanym w związku ze śmiercią dowódcy wywiadu Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, Madżida Chademiego, Chamenei zapewnił, że jego śmierć nie wpłynie na „zwarty szyk” irańskich sił zbrojnych.
Chamenei określił ataki Stanów Zjednoczonych i Izraela jako „zbrodnie przeciwko ludzkości” i oskarżył te kraje o łamanie prawa międzynarodowego. Skrytykował też światowe instytucje za milczenie, „a w niektórych przypadkach za współudział w podsycaniu konfliktu”.
Modżtaba Chamenei objął stanowisko najwyższego przywódcy duchowo-politycznego Iranu, zastępując w tej roli swojego ojca, Alego Chameneiego, który zginął 28 lutego, w pierwszym dniu amerykańsko-izraelskich ataków na Iran. Od czasu wyboru, 8 marca, Modżtaba Chamenei ani razu nie pokazał się publicznie.
„Prostacka i arogancka retoryka, a także bezpodstawne groźby obłąkanego prezydenta USA, który tkwi w ślepej uliczce i usprawiedliwia kolejne porażki armii USA, nie mają wpływu na kontynuację ofensywy i pomyślne operacje irańskiej armii” – powiedział rzecznik dowództwa irańskich sił zbrojnych, cytowany przez państwowe radio i telewizję.
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ rtt/





























































