Trudne pożegnanie z monopolem
TELEKOMUNIKACJA POLSKA OPÓŹNIA JAK MOŻE LIBERALIZACJĘ RYNKU
Z początkiem sierpnia br. rozpoczął świadczenie usług drugi z niezależnych operatorów międzystrefowych spółka Netia 1. Telekomunikacji Polskiej przybywa konkurentów, jednak monopoliście niełatwo rozstawać się z dotychczasową pozycją.
Mimo, że przetarg na świadczenie telekomunikacyjnych usług międzystrefowych rozpisano przeszło półtora roku temu, spółka Niezależny Operator Międzystrefowy, pierwszy z realnych konkurentów Telekomunikacji Polskiej SA, pojawił się na rynku dopiero na początku lipca tego roku. Gdy dwanaście miesięcy temu przetarg został rozstrzygnięty, Ministerstwo Łączności zapewniało Polaków, że będą mogli rozpocząć korzystanie z usług niezależnych operatorów międzystrefowych w ciągu kilku miesięcy.
Zapewnienia te przez długi czas okazywały się płonne, ponieważ mijały miesiące, a żadna z trzech firm, które uzyskały koncesje, nie mogła rozpocząć działalności. W zgodnej opinii zawiniło i Ministerstwo Łączności, które nie stworzyło na czas odpowiedniego otoczenia prawnego dla nowych podmiotów, i Telekomunikacja Polska SA, która tą sytuację skwapliwie wykorzystała do obrony swoich interesów.
Niestety sytuacja ta nie tylko, że nie uległa zmianie z chwilą wejścia na rynek operatorów niezależnych, ale nawet uległa nasileniu.
Jednym z punktów zapalnych na styku: nowi operatorzy - Telekomunikacja Polska, są nie osławione punkty styku, czy inne problemy techniczne (o czym dalej), ale sposób prowadzenia rozliczeń między samymi operatorami oraz między operatorami, a abonentami. TP SA decyzjami ministra łączności i prezesa Urzędu Regulacji Telekomunikacji zobowiązana została do pośrednictwa w rozliczeniach między operatorami a ich klientami. Telekomunikacja ma obowiązek wyszczególniania na wystawianych przez nią rachunkach usług niezależnych operatorów.
Z takiego rozwiązania skorzystał, czy raczej chciał skorzystać Niezależny Operator Międzystrefowy. Kłopot NOM-u polega na tym, że według TP SA, abonent prowadzący firmę nie będzie mógł odliczyć VAT-U za usługę NOM widniejącą na fakturze wystawionej przez TP SA, gdyż usługa ta nie została wykonana (sprzedana) przez wystawcę faktury. Nie będzie mógł wliczyć w koszty ceny netto za tę usługę. Telekomunikacja twierdzi, że zgodnie z przepisami podatkowymi, faktury mogą być wystawiane tylko przez tego, który sprzedał towar lub wykonał usługę, powołując się na wyjaśnienia otrzymane z urzędu skarbowego.
W piśmie z 23 lipca br. do szefa NOM prezes TP SA Paweł Rzepka zasygnalizował, że we współpracy obu firm mogą wystąpić problemy spowodowane względami podatkowymi. Szef TP SA zwraca uwagę, by nie udzielać informacji użytkownikom NOM, iż nie występują tu problemy podatkowe. Według NOM-u takich problemów nie ma. NOM zwrócił się do Urzędu Skarbowego z prośbą o interpretację podatkową. Na szczegółowe zapytanie właściwy Urząd odpowiedział, że fakturowanie przez TP SA w opisanym przez NOM modelu prawnym ujętym we wcześniejsze decyzje ministra łączności oraz szefa Urzędu Regulacji Telekomunikacji jest możliwe i zgodne z prawem. Chodzi o decyzję ministra łączności z 15 grudnia 2000 roku oraz prezesa URT z 14 maja br, które w sposób wiążący ustaliły warunki współpracy TP SA i NOM-u. Według członków zarządu NOM mając taką podstawę prawną spółka nie przewiduje żadnych niepoważnych zachowań ze strony monopolisty. NOM sygnalizuje, jednak, że gdyby TP SA miała zamiar interpretować w sposób wybiórczy przepisy zawarte w decyzji szefa URT, to NOM posiada środki na kontynuowanie działalności, natomiast karne odsetki jakie ewentualnie miałaby zapłacić TP SA będą w stanie zastąpić każdą nawet najlepszą inwestycję.
Tymczasem Telekomunikacja Polska SA twardo stoi na stanowisku, że nie może rozliczać na swojej fakturze usług innych operatorów, w tym także oferującego od 1 lipca br. połączenia międzystrefowe Niezależnego Operatora Międzystrefowego, bo narusza to przepisy podatkowe. Na fakturach za lipiec abonenci TP SA mają zatem otrzymać rozliczenie za usługi świadczone tylko przez TP SA. Piotr Gawron, rzecznik prasowy TP SA mówi, że nie widzi możliwości, by abonenci nie zostali rozliczeni za usługi z ktorych korzystali, jednak przedstawiciele obu firm powinni spotkać się w celu rozwiązania problemu wspólnych rozliczeń. Musimy spotkać się z NOM-em i ustalić sposób w jaki abonenci zostaną rozliczeni - dodaje Piotr Gawron. Zatem niemal na pewno NOM-u nie będzie na fakturach TP SA i mają to być zupełnie odrębne faktury. Kwestią ustalenia między TP SA i NOM-em pozostaje natomiast to kto je wystawi. Według ministerstwa finansów rozporządzenie ministra łączności w sprawie warunków świadczenia usług telekomunikacyjnych nie jest wiążące dla rozliczeń podatkowych. Grażyna Piotrowska-Oliwa, dyrektor departamentu współpracy z regulatorem TP SA uważa, że minister łaczności wydając rozporządzenie na którym m.in. opiera swe racje NOM, i narzucając tym samym TP SA obowiązek umieszczania na fakturach VAT usług innych operatorów, naruszył kompetencje ministra finansów. I w końcu nie wiadomo, czy to minister finansów zmienił zdanie, czy to szef resortu łączności nie uwzględnił ewentualnych uwag, naniesionych przez ministra finansów w trakcie konsultacji międzyresortowych.
TP S.A. zdaje sobie sprawę, że niedostosowanie się do decyzji Urzędu Regulacji Telekomunikacji o wystawianiu faktur może skutkować karą do 3 procent przychodu, tj. około 500 milionów złotych. Największa polska firma telekomunikacyjna odwołała się jednak od tej decyzji.
Niezależny Operator Międzystrefowy twierdzi, że jego eksperci podatkowi są zdania, że problem, o którym mówi TP S.A. nie istnieje.
Netia 1, drugi z niezależnych operatorów międzystrefowych, który rozpoczął świadczenie usług 1 sierpnia nie musi korzystać z faktur TP SA, ponieważ posiada własny system fakturowania i billingowania. Trzeci z międzystrefowych operatorów niezależnych, spółka Energis, podpisał wczoraj umowę z TP SA o wzajemnych rozliczeniach na zasadach podobnych do Netii.
NOM świadczy usługi w całym kraju, tymczasowym wyjątkiem są tylko rejony obsługiwane przez centrale Telekomunikacji Polskiej SA starego typu. Po pierwszym miesiącu operator zdobył ok. 7-9 proc. rynku połączeń międzystrefowych obsługując 2 mln połączeń dziennie. W opinii pracowników NOM-u, spółka mogłaby obsługiwać jeszcze więcej połączeń, gdyby nie to, że TP SA udostępniła jej łącza o zbyt małej przepustowości. W naszej opinii moglibyśmy obsługiwać jeszcze więcej połączeń, gdyby Telekomunikacja udostępniła nam więcej swojej infrastruktury. Od początku domagamy się, by zbyt wąskie punkty styku zostały rozszerzone, jednak TP SA robi to zbyt wolno, a w niektórych rejonach kraju, jak np. w Gdańsku, Poznaniu i Szczecinie w ogóle. W tych ostatnich miastach dzieje się tak dlatego, że TP SA nie przygotowała się do wejścia konkurencji w sposób odpowiedni - mówi Włodzimierz Strzemiński, prezes NOM i dodaje:
My żądamy rozszerzenia punktów styku do wielkości zapisanej w rozporządzeniu Urzędu Regulacji Telekomunikacji. Obecna przepustowość łączy jest 3-4 razy mniejsza od postulowanej.
Telekomunikacja zwiększa wprawdzie przepustowość ale zamiast tych trzystu procent daje nam dwadzieścia pięć procent. TP SA rozszerza punkty styku w sposób racjonalny, jednak proporcjonalnie z punktu widzenia naszych potrzeb jest to zbyt mało.
Jak na razie takich kłopotów nie ma Netia 1, która usługi międzymiastowe świadczy na razie tylko w 15 strefach numeracyjnych (szczecińskiej, gdańskiej, olsztyńskiej, bydgoskiej, pilskiej, poznańskiej, łódzkiej, wrocławskiej, opolskiej, katowickiej, krakowskiej, rzeszowskiej, kieleckiej i warszawskiej. Kolejne strefy będą przyłączane wraz z rozbudową sieci szkieletowej Netii.
Przed 1 lipca NOM szacował, że opóźnienie w rozpoczęciu świadczenia usług kosztowało spółkę ok. 200 mln zł przychodów. W tej sytuacji Niezależny Operator Międzystrefowy zapowiedział, że wystąpi do sądu o odszkodowanie od TP SA za blokowanie jego wejścia na rynek.
Z kolei Netia 1 wystąpiła do prezesa Urzędu Regulacji Telekomunikacji z wnioskiem o zwrot opłaty koncesyjnej w wysokości 28 mln euro. Netia domaga się też od skarbu państwa odszkodowania w wysokości 183 milionów złotych z powodu opóźnień w rozpoczęciu działalności rynku międzystrefowym.
Być może już niedługo TP S.A. przestanie być przeszkodą w liberalizacji rynku telekomunikacyjnego w Polsce. Prezes Urzędu Regulacji Telekomunikacji wydał bowiem niedawno decyzję stwierdzającą, że TP S.A. ma w naszym kraju pozycję dominującą. Rzecz wydawałoby się oczywista, jednakże Telekomunikacja się od niej odwołała. Nie wiadomo więc kiedy prezes URT będzie mógł na podstawie swojej decyzji skutecznie kontrolować poczynania Telekomunikacji (m.in. zatwierdzać taryfy i opłaty abonamentowe). O wiele większe jednak znaczenie będzie miało dalsze sprywatyzowanie TP S.A., w której państwo ma wciąż 35 proc. akcji.
Jednak i nie do końca sprywatyzowana TP SA broni swych pozycji. Gdy okazało się niemożliwe dalsze opóźnianie wejścia na rynek pierwszego z operatorów niezależnych, monopolista, który jeszcze niedawno nie przewidywał szybkiego wprowadzenia zmian w swych taryfach, zaregował nader szybko.
Gdy było już wiadomo, jakie taryfy zaoferuje swym potencjalnym klientom NOM, TP SA zaproponowała nowe plany taryfowe, których koszty są łudząco podobne do taryf NOM-u, czyli o ok. 10 proc. niższe od obecnych taryf TP SA. I chociaż od 1 lipca będą one obowiązywały promocyjnie tylko na terenie kilku stref numerycznych (ale nie np. w Warszawie), to po wakacjach będą mogli z nich korzystać Polacy zamieszkali na terenie całego kraju.
Dla tej ostatniej spółki nie jest to taką bolączką, jak dla Netii 1, która chociaż mówi na razie o kliencie biznesowym, to wyraźnie ostrzy sobie zęby na rynek klientów indywidualnych. Energis ma nie konkurować na tym rynku ani z Netią, ani z TP SA. Spółka jest zainteresowana klientami biznesowymi, którym zaoferuje pakiet transmisji danych i głosu, jak również np. usługę archiwizowania danych. Będzie więc musiała i tak podisać z nimi umowy i sama się rozliczać.
Energis Polska jako ostatnia, pod koniec ubiegłego roku, odebrała koncesję na świadczenie usług telefonii międzystrefowej. Przy tym do końca nie wiadomo było, czy to w ogóle nastąpi. Trwał bowiem spór pomiędzy Netią 1 a Telekomunikacją Polską o ustalenie zasad wzajemnych rozliczeń. Ostatecznie, po wydaniu decyzji arbitrażowej przez ministra łączności, który ustalił zasady interconnectu, Energis Polska zapłaciła 23 mln euro i odebrała koncesję.
ANDRZEJ ALTMARK





























































