To nie polskie fundusze wywołały tę hossę
Kilka tygodni temu wspominałem, iż od pewnego czasu zarządzający aktywami funduszy DWS (DWS I i DWS III ) systematycznie zwiększają udział akcji w swych portfelach. Moje szacunki wskazywały iż krzywa pokazująca dynamicznie zmieniający się udział akcji rośnie od marca bieżącego roku, kiedy to WIG osiągnął wartość około 14 000 punktów. Bardzo podobnie zachowywał się fundusz inwestycyjny Pioneer-Akcyjny . Natomiast największy z funduszy inwestycyjnych (Pioneer-Zrównoważony cały czas udział akcji w portfelu utrzymywał na poziomie około 52,5%. Właściwie to nie sam bezwzględna wartość tego wskaźnika jest ważna, lecz tendencja utrzymywana na przestrzeni miesięcy. Tak się składa, że akurat fundusze DWS mają znacznie niższy udział akcji w swym portfelu niż fundusz Pioneer. Mimo to, to właśnie DWS lepiej przewidział nadchodzącą falę wzrostową na rynku akcji. Dlaczego tak twierdze? Dlatego, iż w ciągu tych kilku miesięcy spadkowych na giełdzie fundusze te prawie dwukrotnie zwiększyły wagę akcji w portfelach, podczas gdy Pioneer przez cały czas wagę tą utrzymywał na prawie jednakowym poziomie.
Często zastanawiałem się, dlaczego jednostki uczestnictwa funduszy DWS zmieniają się w tak małym zakresie, co sugeruje właśnie dużo niższy udział akcji w portfelu, niż u konkurencyjnych funduszy. Jedyna logiczna odpowiedź jaka mi się nasuwa, to znaczące pakiety akcji nie notowanych na Giełdzie będących w posiadaniu tych funduszy. Wtedy to bez zmieniającej się z dnia na dzień wyceny tej części portfela akcji zmniejsza się amplituda wahań wartości całego portfela. Mniejsza amplituda wahań przy dużych wahaniach indeksów giełdowych oznacza moim zdaniem właśnie taki wniosek - duży udział akcji nie notowanych na GPW. Oczywiście może być tak, że po zsumowaniu wszystkich akcji - i tych notowanych na GPW i tych poza obrotem giełdowym - udział akcji w portfelach DWS może być porównywalny z udziałem akcji w portfelach Pioneera.
Ale nie o tym miał być ten komentarz. Zastanawiałem się nad ty, kto stoi za tak silnymi wzrostami cen akcji w ostatnich dniach. To, że DWS przygotowywał się do tego wydarzenia od wielu miesięcy już wiemy. Ale czy fundusz ten wywołał swymi zleceniami kupna ostry wzrost indeksów giełdowych? Czy może to inne fundusze inwestycyjne położyły nagle wielki popyt na rynku? A może to fundusze emerytalne? Dość dużo opinii na ten temat się pojawiło w ostatnich dniach w prasie. Większość analityków giełdowych wskazywała, iż głównym sprawcą tego rajdu na giełdzie były nasze fundusze emerytalne. Muszę zmartwić wszystkich, którzy tak właśnie sądzą. To nie nasze krajowe fundusze wywołały tę hossę. Po pierwsze dlatego, iż tuż przed oraz w trakcie trwania wzrostów, ich jednostki uczestnictwa zmieniały się w podobny sposób względem indeksu WIG. A to oznacza, że i przed i w trakcie fali wzrostowej udział akcji w portfelu był prawie taki sam. Tak więc według moich szacunków nie można stwierdzić, iż to TFI oraz OFE skokowo zwiększyły swe zaangażowanie na rynku akcji. Wiemy, jaki udział akcji w portfelach OFE zanotowano na koniec września . Jeśli spojrzymy na moje szacunki według stanu z końcówki października (Commercial Union około 28%, Nationale Nederlanden około 30%, AIG około 18%, PZU Złota Jesień około 32% udział akcji w portfelu - średnia ważona z tych czterech OFE około 30%), to zauważymy, iż wzrost tego wskaźnika w ciągu ponad trzech tygodni był proporcjonalny do wzrostu indeksów giełdowych. A to oznacza, iż waga akcji w portfelach wzrosła na skutek drożejących akcji (w ten sposób wartość akcji w portfelu rośnie szybciej niż wartość papierów dłużnych i doprowadza to do zwiększenia udziału akcji kosztem papierów dłużnych). Chyba jedynie OFE AIG szybko starał się odkupić sprzedane niedawno akcji. Na koniec września fundusz ten posiadał nieco ponad 12% akcji w portfelu. Teraz ten udział wynosi około 18%. Oznacza to wzrost o 50%. Indeks WIG wzrósł w tym czasie o około 10%, czyli tutaj mieliśmy faktycznie do czynienia z panicznym kupowaniem akcji. Ale o takim scenariuszu wspominałem już poprzednim razem...
Po drugie do funduszy emerytalnych w ciągu ostatnich dni nie przypłynęły żadne oszałamiające kwoty z ZUS . Były to przeciętne wartości przelewów. Do dnia 24 października do kas OFE wpłynęło nieco ponad 403 miliona złotych. Taka kwota nie mogła znacząco wpłynąć na notowania cen akcji. Nawet gdyby wszystkie te pieniądze zostały przeznaczone przez fundusze na kupno akcji, to starczyłoby to tylko na jedną-dwie sesję wzrostu. A sesji wzrostowych mieliśmy kilka i to z dużo większym obrotem.
Któż więc stoi za tą hossą? Fundusze zagraniczne. Jestem przekonany (szczególnie patrząc na zachowanie rynku walutowego oraz międzybankowego rynku obligacji), iż do Polski zawitał bardzo agresywny kapitał spekulacyjny. Dawno takiego nie widziałem na naszym rynku. To kapitał tego typu, który wchodzi na rynek bez względu na ceny instrumentów i wychodzi z niego z takim samym zapałem. Należy więc zachować dużą ostrożność przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych w ostatnich dniach. To może się w każdej chwili gwałtownie skończyć. Ta fala wzrostowa powstała praktycznie bez okresu akumulacji. Zupełnie inaczej było w przypadku rynku walutowego na początku lipca. Warto się nad tym zastanowić.
Jeśli spojrzymy na wykres indeksu IFE-10 , to zauważymy, że wartość tego indeksu gwałtownie wzrosła i przekroczyła historyczne maksima z marca 2000 roku oraz lutego 2001. Tak więc od ponad półtorej roku indeks ten poruszał się w trendzie horyzontalnym oscylując pomiędzy 1100 a 1200 punktów, by teraz dojść aż do 1250 punktów. Jeśli obecna fala wzrostowa na rynku akcji przeciągnie się do końca roku, to jest szansa na dodatnią dwuletnią średnią stopę zwrotu dla wszystkich OFE, którą wyliczy UNFE. Gorzej może być na koniec marca 2002, gdyż porównane zostaną ze sobą ceny jednostek uczestnictwa z końca marca 2000 i końca marca 2002. Będzie to więc porównanie ze szczytem hossy (marzec 2000) i jest spora szansa by średnia ważona stopa zwrotu z dwóch lat osiągnęła wartość ujemną. Ciekawe jaka będzie wtedy minimalna wymagana stopa zwrotu? Trzeba by raczej zmienić wtedy nazwę na "maksymalna dopuszczalna strata".... .
Jacek Maliszewski





























































