REKLAMA

Tanie nocowanie

Malwina Wrotniak2011-05-05 10:49redaktor naczelna Bankier.pl
publikacja
2011-05-05 10:49
Chociaż ostatnio turyści chętnie uskuteczniają tzw. wypady beznoclegowe, są takie destynacje i takie podróże, podczas których bez kwatery się nie obędzie. Nie jest dziś sztuką nocleg znaleźć, sztuką jest zrobić to za naprawdę niewielkie pieniądze.

Międzynarodowa wyszukiwarka noclegów hotels.com, na bazie dokonywanych codziennie w serwisie rezerwacji, co roku publikuje ranking najdroższych dla turystów miast na świecie. W 2010 taką łatkę przypięto m.in. stolicom Kataru i Omanu, Monte Carlo, Nowemu Jorkowi, Genewie czy Moskwie. Nocowanie w tych miastach jest po wielokroć droższe, niż gdziekolwiek indziej.

To, że w czołówce rankingu nie znalazły się Rzym, Londyn czy Barcelona nie oznacza, że tam sypia się za grosze. Ceny w branży turystycznej niezmiennie utrzymują się na wysokim (i coraz wyższym – rys.) poziomie, a wysokość rachunku ostatecznie zależy nie tyle od miasta, co terminu rezerwacji, bliskości centrum czy standardu lokum.

Jest gdzie drogo spać



Na hotels.com, jak i na setkach innych, podobnych serwisów, rozlało się morze ofert noclegu, z opcją rezerwacji 24h/dobę, przez 7 dni w tygodniu, w pobliżu lotniska, z dala od lotniska - z dowolnego miejsca na świecie i w dowolnym miejscu na świecie. To powoduje, że znalezienie lokum nie jest dzisiaj problemem. Kłopotliwe może być jeszcze uczynienie tego po zadowalającej cenie.

Rys. Zmiany średnich cen noclegów (rok 2010 do 2009)
Źródło: hotels.com

Z nurtem podwyżek uparcie nie chcą płynąć zwolennicy taniego podróżowania. Biegu rzeki raczej nie zawrócą, ale wciąż z powodzeniem, niczym na wędkę, łowią tanie noclegowe okazje w czasach turystycznej drożyzny. Co radzą?

W tanich hostelach bywa drogo


Im więcej granic się otwiera, tym bardziej podróżowanie staje się sportem międzynarodowym. W pogoni za spełnionymi marzeniami (powracających – jak ma się nadzieję) turystów, branża nie dopuszcza, by noclegowa oferta okazała się dziurawa. Tym sposobem różnego standardu hotelowym pokojom towarzyszą tzw. condo hotele, prywatne kwatery, apartamenty, mieszkania i domy do wynajęcia, pensjonaty, uzdrowiska, dworki, motele, domy wczasowe, obiekty agroturystyczne, akademiki, młodzieżowe schroniska i hostele.

Te ostatnie przyjęło się uważać za synonim taniego wypoczywania. Różnica pomiędzy hostelem a hotelem wykracza bowiem w istocie poza zakres tej jednej litery w alfabecie. Hostele mają być z założenia tańszymi braćmi hoteli. Możliwe to, dzięki ofercie noclegów w pokojach wieloosobowych, co gotowym do współdzielenia przestrzeni pozwala skutecznie obniżyć koszty. Im więcej osób , 8-10, tym niższa cena za łóżko dla każdego z nich. Propozycja rozsądna zwłaszcza przy wakacjach w stylu „w drodze”, gdzie każdy dzień, to inny przystanek. Hostele rodziły się na Zachodzie, ale zadomowiły się też nad Wisłą. Chociaż wyposażenie nie rzuca tam na kolana, to jednak niska cena, a zwykle i bardzo dobra lokalizacja wciąż przysparza im klientów.

Swoistą rekompensatą za konieczność współdzielenia miejsca z innymi jest często niebanalna stylizacja wnętrz – z pomysłem i charakterem, najczęściej celowo odmiennym w każdym z pokoi. Niepokoi jednak fakt, że to co jeszcze jest rekompensatą w jednych miejscach, w innych jest już znamieniem podwyższonego standardu, za który przychodzi więcej zapłacić. I oto miejsce, w którym teoria na temat tanich hostelowych pokoi rozmija się z rynkową praktyką. Nie ulega wątpliwości, że wiele hostelowych obiektów faktycznie deklasuje konkurentów niską ceną. Opłaca się jednak przed każdą poczynioną w ciemno rezerwacją miejsca w hostelu upewnić, jak wiele będzie kosztować tamtejsza niska cena.

Na kanapie najtaniej


Najlepiej byłoby mieć liczną rodzinę. Liczną i kosmopolityczną, z mocno zdywersyfikowanymi adresami w dowodach. Rodzinę albo chociaż znajomych. W powiększaniu grona tych ostatnich niezmarnowanie wspierają turystów portale społecznościowe. Od znalezienia wirtualnego przyjaciela do spania u niego w domu wciąż jednak daleka droga. Niełatwe nie znaczy jednak niemożliwe. Spanie na cudzej kanapie jest domeną wielbicieli idei coachsurfingu (dosłownie 'surfowania po kanapach').


Ci, którzy ponad jakość kwatery stawiają jakość przywiezionych wrażeń, ochoczo korzystają z turystycznych serwisów społecznościowych, gdzie „handluje się” przestrzenią własnej kanapy lub podłogi. Coachsurfing nie nosi jednak znamion prawdziwej rynkowej wymiany, bo w grę nie wchodzi zapłata za nocleg. Nie jest jednak również działalność charytatywna. Ugoszczenie w domu obcego sobie człowieka jest położeniem fundamentu pod własną przyszłą podróż w nieznane. Zasada „dzisiaj ja tobie, a ty mnie”– według oficjalnych CouchSurfing.org – urzekła już ponad 2 mln turystów z ponad 200 państw świata.

Oddaj dom za nocleg


Bywa, że spanie kątem u obcych nie działa, bo większość obcych chciałaby dostać coś w zamian. Choć w pierwszym momencie bulwersującą, to jednak sprawiedliwą zapłatą za użyczony ‘kawałek podłogi’ wydaje się użyczenie własnego, a pustego pod nieobecność właścicieli, domu. Tzw. zamiana domów (znana jako Home Exchange) to forma organizowania wakacji znana najbardziej doświadczonym turystom od dobrych kilkunastu lat.

Po trosze szczęścia wystarczy, by cała procedura zajęła nie więcej czasu, niż zabukowanie hotelu w sieci. Kluczowa jest rejestracja na jednym z dedykowanych zamianie domów portali i znalezienie dla siebie pary. Jako że bawią się w ten sposób turyści z całego świata, sfinalizowanie zamiany ma szansę pochłonąć naprawdę niewiele czasu. Co innego z nerwami, których pokłady prawdopodobnie zostaną zużyte przy pierwszej zamianie w nieco większym zakresie.


Tanie podróżowanie
Rezerwacja miejsca w hotelu, nawet w mocno oddalonej części świata, nawet z koniecznością uiszczenia opłaty z góry i nierzadko z dodatkowym kosztem w postaci kaucji, daje mimo wszystko poczucie niezależności. Rezygnacja z noclegu pozostawia najczęściej tylko finansowy ślad. Pozostawienie do dyspozycji obcej osobie swojego domu, samochodu czy psa to nie dla wszystkich bariera do przejścia. Odwaga, przez innych nazywana zresztą lekkomyślnością, może się jednak opłacić . Sparowanie swojej oferty z niewymagającym zbyt wiele, albo też oczekującym dokładnie tego, co się mu oferuje turystą, to szansa na pobyt w upragnionym miejscu za naprawdę niską cenę. Tylko te nerwy.

Ministerstwo Sportu i Turystyki w dokumencie „Kierunki rozwoju turystyki do 2015 roku” spodziewa się wśród Polaków wzrostu liczby wyjazdów długich, za które uznaje się pobyt trwający nie mniej, niż 4 noclegi. Dłuższe wyjazdy to głębszy drenaż kieszeni. No i wyzwanie - większego kalibru, bo pogodzenie długiego wypoczynku z niedużym wydatkiem rodzi przypuszczenia, że może się nie udać. Czemu jednak służą wakacje, jeśli nie podejmowaniu wyzwań.

Malwina Wrotniak, Bankier.pl
Kontakt: m.wrotniak@bankier.pl

Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Podróże

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki