

Ustawa mająca dać kredytobiorcom walutowym możliwość uniknięcia ryzyka kursowego skręciła w boczny tor i chyba pozostanie tam już na zawsze. Oznacza to, że po 9 miesiącach od styczniowego czarnego czwartku nadal nie ma żadnej nowej propozycji dla frankowców, poza doraźnym pakietem zaoferowanym przez Związek Banków Polskich. Zaproponowane przez Ministerstwo Finansów rozwiązanie reklamuje się jako pomoc dla kredytobiorców, także walutowych. To w dużej mierze "powtórka z rozrywki", projekt powtarzający ustawę z 2009 r. o pomocy dla kredytobiorców mieszkaniowych, którzy utracili pracę.
Pomoc, zgodnie z założeniami, trafi do osób, które można określić jako "potencjalnie zagrożone". Ze wsparcia nie skorzystają np. kredytobiorcy, którzy mają poważne i trwające już od dłuższego czasu kłopoty ze spłatą zobowiązania. Rozpoczęcie czynności egzekucyjnych jest jedną z przesłanek zaprzestania wypłat dodatkowego świadczenia, podobnie jak wypowiedzenie umowy kredytu. Wątpliwości może także budzić fakt, że do otrzymania zwrotnej pomocy wystarczy sam fakt, iż wartość nieruchomości jest niższa niż wartość długu - zdecydowanie nie jest to równoznaczne z popadaniem w kłopoty finansowe. Można obawiać się, czy z nowych możliwości skorzystają rzeczywiście najbardziej potrzebujący. W najgorszym razie środki trafią do osób, które wykorzystają nadarzającą się okazję darmowego kredytu do chwilowej poprawy sytuacji finansowej, a za kilka lat, gdy pomoc trzeba będzie zwrócić, popadną w rzeczywiste kłopoty.
Ten tekst stanowi komentarz do artykułu pt. "Wszystkie kluby za Funduszem Wsparcia Kredytobiorców".

































































