[Aktualizacja, 09.04.17, godz. 17:15] W piątek po południu uprowadzona wcześniej ciężarówka wjechała w tłum na głównej handlowej ulicy Sztokholmu, Drottninggatan, a następnie uderzyła w dom towarowy. Zginęły cztery osoby, a 15 zostało rannych.
Szwedzkie władze aresztowały drugą osobę w ramach śledztwa w sprawie piątkowego zamachu w centrum Sztokholmu z użyciem ciężarówki.
W komunikacie prokuratury napisano, że występuje stopień podejrzenia uzasadniający aresztowanie w związku z zarzutami czynów terrorystycznych.
Nie sprecyzowano, jakie są powiązania tej osoby z pozostającym w rękach władz 39-letnim Uzbekiem, który jest domniemanym sprawcą zamachu i był dotąd jedyną osobą aresztowaną.

Wśród czterech ofiar śmiertelnych piątkowego zamachu terrorystycznego w Sztokholmie są obywatel Belgii oraz obywatel Wielkiej Brytanii. Pozostałe dwie osoby to Szwedzi - podała policja na niedzielnej konferencji prasowej. Spośród 15 osób rannych, w szpitalu pozostaje jeszcze 10 osób, w tym dwie na intensywnej terapii.
Mężczyzna zatrzymany po piątkowym ataku w centrum Sztokholmu jest podejrzany o terroryzm i zabójstwa - poinformowała w sobotę nad ranem rzeczniczka prokuratury Karin Rosander.
Szwedzka policja podała w sobotę, że ma coraz więcej pewności, że zatrzymany 39-letni Uzbek jest sprawcą piątkowego zamachu terrorystycznego z użyciem ciężarówki w centrum Sztokholmu, w którym zginęły cztery osoby, a 15 zostało rannych.
Policja nie wyklucza, że sprawca ataku miał wspólników.
"Nic nie wskazuje na to, że mamy niewłaściwą osobę. Przeciwnie, nasze podejrzenia rosną w miarę postępów w śledztwie" - powiedział szef szwedzkiej policji Dan Eliasson na konferencji prasowej. Nie podał nazwiska zatrzymanego.
"Wciąż nie możemy wykluczyć, że zamieszanych w to było więcej osób" - dodał Eliasson.
Potwierdził wcześniejsze doniesienia mediów, że w kabinie ciężarówki znaleziono urządzenie, które jest obecnie badane.
"Znaleźliśmy coś w ciężarówce, na siedzeniu kierowcy, techniczne urządzenie, którego nie powinno tam być. Nie mogę powiedzieć na tym etapie, czy jest to bomba, czy jakiś rodzaj materiału łatwopalnego" - powiedział Eliasson.
Szef szwedzkiego kontrwywiadu SAPO Anders Thornberg przekazał, że sprawca ataku był znany podległym mu służbom, ale nie podał szczegółów. "Otrzymaliśmy informację wywiadowczą w ub. roku, ale nie widzieliśmy żadnych związków z kręgami ekstremistycznymi" - powiedział.
Mężczyzna został zatrzymany w piątek wieczorem w miejscowości Marsta na północ od Sztokholmu, znajdującej się w granicach stołecznej aglomeracji.
Szpital Karolinska w Sztokholmie poinformował w sobotę, że sześć poszkodowanych w ataku osób zwolniono do domu, a w klinice pozostało jeszcze ośmioro dorosłych i jedno dziecko.
Świadkowie opowiadali, że po ataku zapanowały chaos i panika; ludzie w popłochu opuszczali rejon Drottninggatan.
"Hałas był taki sam, jakby eksplodowała bomba, i z głównego wejścia domu Ahlens zaczął wydobywać się dym" - powiedział dziennikowi "Aftonbladet" jeden ze świadków.
Funkcjonariusze otoczyli i zamknęli okolice ulicy Drottninggatan i nakazali rozejście się ludziom, którzy telefonami komórkowymi filmowali miejsce zdarzenia. Policja zaleciła mieszkańcom unikanie centrum szwedzkiej stolicy. Nad śródmieściem zaczęły krążyć policyjne śmigłowce. Na miejscu służby ratunkowe udzielały pomocy potrzebującym.
Sztokholmskie metro czasowo zostało zamknięte; ewakuowano także główny dworzec kolejowy w stolicy i wstrzymano tam do końca dnia ruch pociągów. W centrum Sztokholmu nie kursują autobusy ani tramwaje. W całym kraju wzmocniono patrole policji.
Szwedzkie media po ataku
Redakcja gazety "Svenska Dagbladet" pisze, że piątkowych atak terrorystyczny pokazuję zarówno słabość jak i siłę, szwedzkiego społeczeństwa. Nowe czasy wymagają nowej mentalności. "Zamach w Sztokholmie, przypomina Szwedom, że Szwecja znajduję się na mapie świata, a świat jest również częścią Szwecji" - czytamy.
Dziennikarka Eva Franchell pisze, na łamach gazety "Aftonbladet", że Sztokholmem rządzi od wczoraj żałoba, po wszystkich ofiarach i rannych jak i po tym, że Sztokholm już nigdy nie będzie taki sam jak przed zamachem.
W centrum Sztokholmu do zamachu doszło już w 2010 roku
W 2010 roku na ulicy Drottninggatan, w centrum Sztokholmu, czyli w tym samym miejscu, gdzie w piątek ciężarówka wjechała w tłum ludzi, doszło już do ataku terrorystycznego.
Szwed irackiego pochodzenia Taimur Abdulwahab zginął 11 grudnia 2010 roku w - samobójczym zamachu bombowym, którego dokonał w centrum Sztokholmu. Udało mu się zdetonować tylko jedną z przygotowanych siedmiu bomb rurowych, dzięki czemu nie zginął nikt postronny. Dwaj przechodnie zostali lekko ranni.
W swoim testamencie Abdulwahab napisał, że działał za namową dżihadystów.
Według opublikowanego w marcu raportu szwedzkich służb specjalnych SAPO jednym z największych zagrożeń dla Szwecji jest obecnie terroryzm.
Jak napisano, najtrudniejsza do wykrycia dla służb specjalnych jest osoba działająca w pojedynkę, pozostająca pod wpływem radykalnej religii czy ideologii. Często osoba ta jest "sterowana" z zagranicy - stwierdzono w raporcie.
Wzmocnienie kontroli granicznych w następstwie zamachu
Szwecja wzmocniła kontrole graniczne w następstwie piątkowego zamachu na zatłoczonej ulicy handlowej w centrum Sztokholmu, w którym zginęły cztery osoby, a 15 zostało rannych - ogłosił wieczorem premier Stefan Loefven.
"Postanowiłem wzmocnić kontrole graniczne" - powiedział Loefven na konferencji prasowej w siedzibie rządu.
Powiedział także, że cały naród jest zjednoczony w "żalu i gniewie" po ataku, ale podkreślił, że nienawiść nie wygra z wartościami wyznawanymi przez szwedzki naród.
"Tego rodzaju działania nigdy się nie powiodą - powiedział. - Nasze przesłanie jest zawsze jednoznaczne: nie pokonacie nas, nie będziecie nami rządzić, nigdy, przenigdy nie wygracie".
PAP/ IAR/



























































