Były prezydent Brazylii Jair Bolsonaro skrytykował niedzielny atak kilku tysięcy swoich zwolenników, którzy wkroczyli na teren obiektów najwyższych organów władz państwowych przedzierając się przez policyjne kordony i demolując m.in. siedzibę Sądu Najwyższego. Uznał je za niedemokratyczne.


Funkcjonariusze służb bezpieczeństwa Brazylii
ujęli w niedzielę 170 osób, które wdarły się do głównych urzędów
państwowych w stolicy kraju Brasilii. Wśród intruzów dominowali
radykalni zwolennicy byłego prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro.
W opublikowanych na Twitterze postach Bolsonaro stwierdził, że nie popiera tego rodzaju działań, gdyż są one niewłaściwe w warunkach demokracji.
“Pokojowe manifestacje, w formie zgodnej z prawem, stanowią część demokracji. Jednak wtargnięcia do budynków publicznych, jakie miały miejsce dzisiaj, a także były praktykowane przez lewicę w 2013 r. i 2017 r., wymykają się tej regule” – napisał Bolsonaro.
Były szef państwa napisał też, że odrzuca “oskarżenia bez dowodów”, jakie w niedzielę wysunął prezydent Lula, zarzucając mu, że przyczynił się do inwazji na urzędy państwowe w Brasilii.
“Przez cały okres mojej kadencji zawsze przestrzegałem Konstytucji, szanując i broniąc praw, demokracji, przejrzystości i naszej świętej wolności” - podkreślił Bolsonaro.

Były prezydent nie wziął udziału w zaprzysiężeniu swojego konkurenta w październikowych wyborach Luiza Inacio Luli da Silva, który objął urząd 1 stycznia br. Prawicowy polityk od 30 grudnia przebywa w USA, dokąd udał się wraz z żoną i ze swoimi najbliższymi współpracownikami. Zadeklarował, że “niebawem wróci do kraju”.
Część brazylijskich komentatorów twierdzi, że dyskrecja z jaką Bolsonaro zaplanował swój wyjazd z kraju może świadczyć o tym, że obawia się, iż po objęciu władzy przez administrację Luli stanie się celem prześladowań środowiska nowego, lewicowego prezydenta Brazylii.
3 listopada Bolsonaro uznał swoją porażkę w wyborach prezydenckich, a także wezwał swoich zwolenników do zaniechania masowych blokad na drogach w całym kraju. Część zwolenników prawicowego polityka jednak w dalszym ciągu organizuje protesty, twierdząc, że wygrana Luli niewielką przewagą to efekt oszustwa popełnionego podczas wyborów.
Funkcjonariusze służb bezpieczeństwa Brazylii ujęli w niedzielę 170 osób, które wdarły się do głównych urzędów państwowych w stolicy kraju Brasilii. Wśród intruzów dominowali radykalni zwolennicy byłego prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro.
Jak podała policja federalna (PCDF), w niedzielę wieczorem wszczęto procedury w celu postawienia zarzutów autorom inwazji na główne organy państwowe.
Władze policji federalnej nie potwierdziły doniesień gubernatora stanu federalnego Ibaneisa Rochy, który w wieczornym komunikacie podał, że podczas zamieszek w Brasilii zatrzymano 400 osób.
Według stołecznych mediów wśród zatrzymanych są osoby, które zostały ujęte przez członków oddziałów szturmowych żandarmerii wojskowej Brazylii.
Przy ich wsparciu udało się zatrzymać m.in. 30 intruzów, którzy wdarli się w niedzielne popołudnie do sali plenarnej Senatu, wyższej izby brazylijskiego parlamentu, czyli Kongresu Narodowego.
Z doniesień stołecznych mediów wynika, że większość uczestników szturmu na urzędy państwowe, po interwencji służb, wycofało się z rejonu Placu Trzech Władz (Praca dos Tres Poderes), gdzie znajduje się parlament, Sąd Najwyższy i siedziba prezydenta, a następnie rozpierzchła po ulicach Brasilii.
Biden o "ataku na demokrację" w Brazylii
Prezydent USA Joe Biden skrytykował w niedzielę na Twitterze "atak na demokrację i pokojowe przekazanie władzy w Brazylii" i dodał, że oczekuje na współpracę z nowym prezydentem tego kraju Luizem Inacio Lulą da Silvą.
"Potępiam atak na demokrację i na pokojowe przekazanie władzy w Brazylii. Brazylijskie instytucje demokratyczne mają nasze pełne poparcie a wola narodu brazylijskiego nie może być kwestionowana" - napisał Biden na Twitterze.
Wcześniej Biden określił sytuację w Brazylii jako "odrażającą".
Prezydent USA udaje się do stolicy Meksyku, gdzie weźmie udział w rozpoczynającym się w poniedziałek szczycie państw Ameryki Północnej.
Prezydent Lula skrytykował pasywność żandarmerii w Brasilii i zagroził ukaraniem funkcjonariuszy
Prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva skrytykował w niedzielę wieczorem podczas przemówienia żandarmerię wojskową za pasywność, w efekcie której w niedzielne popołudnie tysiące radykalnych zwolenników byłego prezydenta Jaira Bolsonaro wdarło się w stolicy kraju Brasilii do głównych urzędów państwowych.
“Żandarmeria wojskowa stanu federalnego niestety nie wypełniła swoich obowiązków (…). To nie zdarza się z ich strony po raz pierwszy”, stwierdził Lula.
Prezydent wskazał, że pod koniec grudnia widział relacje z protestów przeciwko swojemu zaprzysiężeniu, podczas których - jak powiedział – żandarmi “również zachowywali się w sposób bierny”.
“Ci funkcjonariusze nie mogą pozostać bezkarni” - powiedział Lula da Silva ogłaszając, że w niedzielę wieczorem wróci z Sao Paulo do Brasilii.
Lula wyraził też nadzieję, że wszyscy ci, którzy przypuścili w niedzielę szturm na państwowe budynki w stolicy kraju zostaną "przykładnie ukarani".
Ameryka Łacińska i Europa o ataku na demokratyczne instytucje w stolicy Brazylii
Opisywany szczegółowo atak przeciwników nowego, lewicowego szefa państwa Inacio Luli da Silvy na siedziby głównych instytucji demokratycznych, w tym na pałac prezydencki w stolicy Brazylii - wyparł w niedzielę wszystkie inne tematy w mediach elektronicznych Ameryki Łacińskiej.
„Grupy nacjonalistów ze skrajnej prawicy, złożonej z cywilów i byłych wojskowych, nawołujące po porażce wyborczej dotychczasowego prezydenta Jaira Bolsonaro do przewrotu w Brazylii, wzywały do zamachu stanu” – skomentował wydarzenia w swym wieczornym niedzielnym wydaniu elektronicznym wpływowy dziennik argentyńskich konserwatystów „La Nacion”.
Charakteryzuje on uczestników tych wydarzeń, którzy „nieśli transparenty z wezwaniami do zamachu stanu” jako „byłych wojskowych i prawicowych ekstremistów”, którzy od czasu porażki wyborczej dotychczasowego prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro „domagają się nieuznawania wyników wyborów i nawołują do zamachu stanu”.
„La Nacion”, podobnie jak inne latynoamerykańskie media opisuje szczegółowo przebieg wydarzeń w stolicy Brazylii, m.in. zdecydowaną akcję, którą podjęła brazylijska żandarmeria aby usunąć demonstrantów z pałacu prezydenckiego Planalto. Według dziennika został on „poważnie zdewastowany z wyjątkiem gabinetu prezydenta””.
Brazylijska prasa elektroniczna. m.in. poczytny dziennik „Correio Braziliense”, zamieściła po opanowaniu sytuacji przez wojsko, komunikat prokuratora generalnego republiki, Augusto Arasa, o „niezwłocznym wszczęciu dochodzenia w sprawie „antydemokratycznych działań , do których doszło w stolicy”.
Będą one dotyczyły m.in. „zdewastowania przez ich uczestników wnętrza pałacu prezydenckiego Planalto”. Sprawcy zniszczyli wiele dzieł sztuki i mieli oszczędzić jedynie gabinet, w którym urzędował były prezydent Bolsonaro.
Z większości stolic krajów Ameryki Łacińskiej i - m.in. – z Europy napływają od szefów państw skierowane do prezydenta Luli da Silvy depesze z wyrazami solidarności z narodem brazylijskim i potępienia sprawców niedzielnych wydarzeń.
Wśród licznych depesz z wyrazami solidarności jakie napływają z całego świata do prezydenta Luli da Silvy nadeszła w niedzielę wieczorem depesza od prezydent Francji Emmanuela Macrona, który planuje w ciągu najbliższych tygodni wizytę w Brazylii” z zamiarem zacieśnienia stosunków z tym krajem”.
Brazylia i Francja, po okresie głębokiego kryzysu w stosunkach dwustronnych w okresie prezydentury Jaira Bolsonaro, zamierzają intensywnie pracować nad ich zacieśnieniem, jak pisały w ostatnich dniach media obu krajów.
Przewodniczący Rady Europejskiej UE Charles Michel wyraził w niedzielę wieczorem „absolutne potępienie zamachu na instytucje demokratyczne Brazylii”’.
Lewicowy prezydent Kolumbii, Gustavo Petro wezwał, w związku z niedzielnymi zamieszkami w Brasilii, do pilnego zwołania posiedzenia Organizacji Państw Amerykańskich (OPA). (PAP)
ik/ jm/



























































