[Aktualizacja 09:28] Dziś w Hamburgu początek dwudniowego szczytu G20 z udziałem przywódców najważniejszych gospodarek świata. Dyskusja ma dotyczyć między innymi konfliktów na świecie i polityki klimatycznej. Liderzy Unii Europejskiej i Japonii polecieli na ten szczyt z uzgodnioną wczoraj umową handlową.


Bruksela i Tokio przyspieszyły negocjacje, by jeszcze przed szczytem G20 ogłosić porozumienie w sprawie zbliżenia obu gospodarek. "Unia Europejska i Japonia jadą z przesłaniem wolnego handlu wbrew protekcjonistycznym tendencjom - powiedział premier Japonii Shinzo Abe. To aluzja do działań prezydenta Donalda Trumpa, który jest przeciwny liberalizacji w handlu.
"Zamykanie się nie jest dobre ani dla biznesu, ani dla światowej gospodarki, ani dla pracowników - komentował szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, który zapowiedział, że Unia i Japonia przedstawią takie stanowisko w Hamburgu.
Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk mówił, że na szczycie spyta amerykańskiego prezydenta o stanowisko w sprawie przemytu ludzi do Europy z Libii. "Europa zaproponuje ostre sankcje ONZ wobec wszystkich, którzy mają związek z przemytem nielegalnych migrantów na terenie Libii - powiedział szef Rady.
Chiny i Rosja już poinformowały, że będą przeciwne, Stany Zjednoczone - jak mówił szef Rady - na razie milczą.

"Welcome to Hell", czyli demonstracje w Hamburgu
Policja zatrzymała w czwartek w Hamburgu liczący 12 tys. osób pochód przeciwników szczytu G20. Część demonstrantów - tzw. czarny blok - miała zasłonięte twarze, co było niezgodne z przepisami. Doszło do starć. Są ranni.
Część uczestników demonstracji zorganizowanej pod hasłem "Welcome to Hell" (Witamy w piekle) zaatakowała policjantów, obrzucając ich kamieniami, butelkami i petardami. Funkcjonariusze użyli armatek wodnych i gazu łzawiącego.
W tłum pokojowych demonstrantów wmieszali się skrajnie lewicowi działacze "czarnego bloku", nazywani tak z powodu czarnych strojów i czarnych masek na twarzach. Do starć doszło podczas próby usunięcia ich z pochodu. Są ranni. Nad ulicą, gdzie doszło do zamieszek, unoszą się kłęby dymu.
Rzecznik hamburskiej policji Timo Zill powiedział, że policja nie będzie tolerowała zamaskowanych demonstrantów.
Demonstracja rozpoczęła się o godz. 16 od wiecu na placu Fischmarkt. Uczestnicy pochodu mieli następnie przejść w pobliże Centrum Targów, gdzie jutro rozpocznie się szczyt G20.
W kilku punktach Hamburga w piątek rano znów doszło do ekscesów sprowokowanych przez agresywnych demonstrantów usiłujących przedostać się w okolice Centrum Targowego, gdzie będą obradować przywódcy G20. Dotychczas 111 funkcjonariuszy zostało rannych.
W okolicach dworca kolejowego Altona zniszczone zostały trzy policyjne samochody - poinformowała policja. Napastnicy wybili szyby w radiowozach i oblali je czarną farbą. Jeden z pojazdów usiłowano podpalić.
Straż pożarna informuje o dwóch spalonych samochodach osobowych oraz podpalonych oponach i koszach na śmieci. Nad miastem unosi się chmura dymu.
Rzecznik hamburskiej policji Tima Zill powiedział, że w kierunku hal targowych przemieszcza się w kilku większych grupach kilkaset osób należących do środowisk skrajnie lewicowych. "Jesteśmy przygotowani" - zapewnił w wywiadzie dla telewizji ZDF.
Jedna z grup - "Block G20 - Colour the red zone" - zapowiedziała, że jej celem jest zakłócenie przebiegu szczytu. "Nasza akcja jest uzasadnionym przejawem obywatelskiego nieposłuszeństwa" - oświadczyli organizatorzy protestu.
Jak pisze agencja dpa, w kilku miejscach doszło do starć z policją, która użyła pałek.
W Hamburgu doszło też do pierwszych blokad ulic. Przeciwnicy szczytu G20 siadają na jezdni blokując ruch i starając się w ten sposób sparaliżować miasto i nie dopuścić do przejazdu kolumn z uczestnikami spotkania.
IAR/PAP



























































