Marka, która jeszcze kilkanaście lat temu była synonimem polskiej wsi, obecnie powoli wstaje z kolan po fatalnym początku przygody z transformacją ustrojową. Ursus, bo o nim mowa, odżył dzięki kontraktowi w dalekiej Etiopii, teraz powoli odbudowywuje swoją pozycję w Polsce.


Po rekordowym 2014 roku Ursus kontynuuje dobrą passę. W weekend spółka zaprezentowała bardzo dobry raport za pierwszy kwartał 2015 roku. O finansach spółki, afrykańskich planach i autobusach elektrycznych, w rozmowie z Bankier.pl opowiada Karol Zarajczyk, prezes zarządu Ursus SA.
Adam Torchała, Bankier.pl: Ursus podał wyniki za pierwszy kwartał. Czy jest Pan z nich zadowolony?
Karol Zarajczyk, prezes zarządu Ursus SA: Jestem zadowolony. Pokazaliśmy mocne przychody oraz poprawiliśmy rok do roku poziom EBITDA i zysku netto. Cały czas zwiększamy udział na rynku krajowym. W samej tylko Polsce przychody wzrosły o 24%, nowych rejestracji jest z kolei rok do roku 30% więcej. Co ważne, wyniki te osiągnęliśmy przy spadkach w branży, co oznacza, że powiększyliśmy nasz udział na rynku kosztem konkurencji.
Dodatkowo decyzja o dywersyfikacji działalności na rynkach zagranicznych i rozszerzeniu oferty okazała się słuszna i pozwoliła nam osiągnąć satysfakcjonujące wyniki w roku 2014, który były dla branży wyzwaniem. Kontynuujemy dostawy na rynek afrykański, które wciąż napędzają nasze przychody i zyski. Mamy więc powody do zadowolenia i motywację do dalszej realizacji strategii.

Jeszcze przed publikacją wyników zapowiadał Pan, że drugi kwartał będzie prawdopodobnie lepszy od pierwszego. Jest szansa na pobicie rekordowych 104 mln zł z IV kwartału 2014 roku?

Obecnie jesteśmy w połowie kwartału i staramy się o jak najlepszy wynik: dostarczamy największą transzę z pierwszej połowy kontraktu etiopskiego, kończymy dostawy trolejbusów do Lublina i cały czas zwiększamy sprzedaż na rynku krajowym. W związku z tym istnieją przesłanki do pokazania przychodów na poziomie wyższym niż w pierwszym kwartale 2015 roku.
W kwietniu na konta spółki trafiła kolejna duża transza z tytułu etiopskiego kontraktu. Obecnie czekamy na wpływy po ostatniej wysyłce w ramach pierwszej fazy kontraktu.
A zyski? W ostatnim kwartale Ursus oddalił się nieco od świetnej rentowności zaprezentowanej we wspomnianym ostatnim kwartale 2014 roku. Czy jest szansa na powrót do tych rentowności już w drugim kwartale 2015 roku?
Wszystko zależy od kursu dolara. Rentowności obecnie spadły, ponieważ umocniła się złotówka. Należy pamiętać, że nasz główny kontrakt realizujemy w dolarach i na rentowność wpływa sytuacja na rynku walutowym.
Niedawno pod skrzydłami Ursusa otwarto montownię w Etiopii. Należy ją traktować jako przyczółek do dalszej ekspansji na Afrykę?
Jest to element kontraktu etiopskiego. Właścicielem montowni jest spółka METEC, z którą podpisaliśmy kontrakt, i ciągniki dostarczane w ramach tego kontraktu są montowane właśnie w tej montowni. My ze swojej strony zapewniliśmy wyposażenie, przeprowadziliśmy szkolenia, a także nadzorujemy tę linię. Montownia umożliwia więc transfer wiedzy polskich konstruktorów i inżynierów do partnerów afrykańskich.
Na jakim etapie są rozmowy z ewentualnymi nowymi klientami z Afryki?
Rozmowy cały czas trwają. Widzimy chęć współpracy ze strony potencjalnych klientów. W negocjacje angażują się także podmioty rządowe, ponieważ polskie przedsiębiorstwa oraz ich afrykańscy partnerzy są wspierane w ramach rządowego programu GO Africa. .Aby podpisać kontrakt, potrzebujemy wsparcia Ministerstwa Gospodarki, Ministerstwa Finansów, czy Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz PAIiIZ-u. To bardzo ważne dla powodzenia projektów afrykańskich, a na procedury i formalności potrzeba czasu.
Oprócz maszyn rolniczych wiele mówiło się w ostatnich tygodniach o autobusie elektrycznym Ursusa. Otrzymali Państwo homologację, współpracujecie z lubelskim MPK i tamtejszą Politechniką. Kiedy produkt opuści Lublin i zacznie jeździć po ulicach innych miast?
Wszystko zależy od przetargów, które pojawią się w ramach nowej perspektywy unijnej. Trzymamy rękę na pulsie obserwując wydarzenia nie tylko w kraju, ale i poza Polską. Mamy homologację, autobus jest cały czas testowany na ulicach Lublina, powstała także spółka Ursus Bus, którą stworzyliśmy razem z naszym partnerem – AMZ Kutno. Jesteśmy przygotowani do realizacji kontraktów dla miast, gdy tylko zostaną rozpisane przetargi.

Jak silną nogą w perspektywie np. 5 lat mają być dla Ursusa autobusy elektryczne?
Nieustannie pracujemy nad dywersyfikacją naszej oferty. W związku z koniecznością redukcji emisji CO2 oraz środkami unijnymi na wymianę taborów na pojazdy ekologiczne mamy nadzieję, że udział autobusów w sprzedaży wzrośnie do kilkudziesięciu procent.
Pojawiły się także plotki o możliwości rozszerzenia lubelskiej strefy ekonomicznej m.in. o tereny Ursusa. Jak ocenia Pan szansę na pojawienie się takiego rozwiązania?
Wszystko zależy od oferty. Strefy to skomplikowane twory podatkowe mające swoje plusy i minusy, zadecydują więc szczegóły. Jeżeli oferta będzie z naszego punktu widzenia ciekawa, to na pewno ją rozważymy.
Jakie są główne cele, które Ursus chciałby zrealizować do końca 2015 roku?
Przede wszystkim koncentrujemy się na podtrzymaniu dynamiki przychodów i wprowadzeniu do seryjnej produkcji ośmiu modeli ciągników, które zaprezentowaliśmy w Kielcach. Chcemy także zwiększyć udziały i wolumeny na rynku krajowym, ponieważ jest to solidna baza dla funkcjonowania i rozwoju kolejnych projektów. Odbudowa pozycji Ursusa w Polsce jest więc priorytetem. Chcielibyśmy także podpisać kolejny kontrakt w Afryce. Z kolei w segmencie autobusowym będziemy budowali portfel zleceń, startując w przetargach.





























































