REKLAMA

Surowcowa hossa między boomem a inflacją

Krzysztof Kolany2021-05-11 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2021-05-11 06:00
Surowcowa hossa między boomem a inflacją
Surowcowa hossa między boomem a inflacją
fot. Roman Mikhailiuk / / Shutterstock

Od roku trwa boom w sektorze surowcowym. Drożeje praktycznie wszystko: drewno, woda, powietrze, żywność, miedź czy ruda żelaza. Otwarte pozostaje pytanie, na ile jest to przejaw odrodzenia gospodarki po koronakryzysie, a na ile tylko emanacja monetarnej inflacji.

Tylko od początku 2021 roku notowania amerykańskich kontraktów na drewno budowlane wzrosły o 133%. Wprowadzone w grudniu na giełdzie Nasdaq kontrakty na wodę podrożały o blisko 90%. Półtusze wieprzowe notowane na nowojorskiej giełdzie poszły w górę o 60%. Pozwolenia na emisję dwutlenku węgla (czyli w praktyce prawo do korzystania z powietrza w Unii Europejskiej) zdrożały o 54%.

Miedź w Londynie kosztuje już ponad 10 000 dolarów za tonę, bijąc poprzedni rekord sprzed 10 lat. Ropa naftowa (Brent) jest o 133% droższa niż rok temu, a ceny benzyny na giełdzie nowojorskiej w tym samym czasie wzrosły o 128%. Bardzo szybko w górę idą ceny płodów rolnych. Olej sojowy i kukurydza od początku roku podrożały po ok. 50%, a pszenica o 16%. Indeks cen żywności FAO był w marcu o niemal o jedną czwartą wyższy niż rok temu i rósł najszybciej od lata 2011 roku.

Surowcowy indeks CRB podwoił się względem historycznego dołka z marca 2020 roku i tylko od początku roku zyskał ponad 23%. Surowcowa hossa jest już niekwestionowanym faktem. Spór dotyczy tylko tego, jak trwałe jest to zjawisko i jak mocno ceny wzrosną w najbliższej przyszłości. Abstrahując od ryzyka jakiejś lokalnej korekty na mocno rozgrzanym rynku, to patrząc w dłuższej perspektywie, warto odnotować, że ceny surowców jako całości są wciąż bardzo odległe od rekordów sprzed 10 lat.

Co więcej, w porównaniu do cen akcji sektor surowcowy wciąż wydaje się być względnie tani. A to dlatego, że ceny commodities odbijają z wielodekadowych minimów, podczas gdy Wall Street od lat poprawia historyczne rekordy. W rezultacie relacja cen surowców mierzona indeksem S&P GSCI TR względem indeksu S&P500 pozostaje blisko historycznie niskich poziomów.

Początek surowcowego supercyklu?

Poprzedni dołek cyklu surowcowego wypadł 20 lat temu podczas szczytu pierwszej bańki internetowej. Relatywny szczyt obserwowaliśmy latem 2008 r., gdy trwał wielki kryzys finansowy, a ropa naftowa kosztowała blisko 150 USD za baryłkę. Po 2011 roku ceny surowców generalnie podążały w dół, podczas gdy na rozwiniętych (a zwłaszcza amerykańskich) rynkach akcji szalała hossa, przerywana jedynie krótkotrwałymi (aczkolwiek niekiedy ostrymi) korektami. W efekcie w ciągu ostatnich 50 lat surowce nigdy nie były tak tanie w stosunku do akcji jak wiosną 2020 r.

Mamy więc za sobą pomad 9 lat bessy w sektorze surowcowym. Przez poprzednią dekadę ich ceny spadały. Świat wolał tworzyć i konsumować usługi – zwłaszcza w sferze wirtualnej. Węgla, ropy czy miedzi było za dużo w stosunku do zapotrzebowania. Producenci zamykali nierentowne kopalnie, ograniczali inwestycje w nowe złoża i na potęgę obcinali budżety na eksplorację. Efekty tej „surowcowej zimy” właśnie widzimy. Gdy po porzuceniu polityki lockdownów w USA i Azji na świecie pojawił się zwiększony popyt na surowce, nie dało się zwiększyć dostaw. To doprowadziło do poważnych zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw. Producenci ankietowani w badaniach ISM/PMI od kilku miesięcy raportują niedobory komponentów i galopującą inflację kosztową.

Wiele wskazuje na to, że taka sytuacja nie jest tylko stanem przejściowym. Owszem, w rynkowych komentarzach analitycy wskazują na bezprecedensowe ożywienie popytu tłumionego wielomiesięcznym lockdownem (zwłaszcza w Europie). Równocześnie w ciągu poprzednich 12 miesięcy zaszły zmiany, które każą na sprawę spojrzeć w znacznie szerszym kontekście.

Cztery silniki surowcowej hossy

Po pierwsze, surowce przez poprzednią dekadę pozostawały jedyną klasą aktywów, której nie objęła „drukowana hossa” drugiej dekady XXI wieku. Są więc praktycznie jedynym „niewygrzanym” obszarem inwestycyjnym. Na to nałożyła się eksplozja popytu na dobra przemysłowe trafiająca na sztywne ograniczenia podażowe – wydobycia miedzi czy dostaw drewna nie da się zwiększyć z dnia na dzień.

Po drugie, mamy za sobą okres bezprecedensowej stymulacji fiskalnej i monetarnej na świecie. Po marcu 2020 roku banki centralne i rządy wpompowały w gospodarkę biliony dolarów i euro. To monetarne tsunami wywołało na rynkach finansowych lęk przed trwałym wzrostem inflacji. Oczekiwania inflacyjne estymowane z różnicy w rentowności obligacji 5-letnich o stałej i zmiennej stopie procentowej (TIPS) na początku maja wzrosły do 2,65% i są na najwyższym poziomie od lipca 2008 roku. Oznacza to, że inwestorzy spodziewają się długotrwałego wzrostu inflacji w Stanach Zjednoczonych wyraźnie przekraczającego 2-procentowy cel Rezerwy Federalnej. Zresztą sam Fed oficjalnie przyznaje, że gotowy jest tolerować „umiarkowanie wyższą” inflację przez jakiś czas.

Równocześnie ci sami bankierzy centralni jak mantrę powtarzają, że nie mają zamiaru podnosić stóp procentowych zarówno w tym, jak i przyszłym roku. A to oznacza, że posiadacze kapitału zmuszeni są do przetrwania nadchodzącej inflacji w środowisku zerowych (lub wręcz ujemnych) stóp procentowych. Jedna z dróg ucieczki przed tą finansową represją jest zajęcie długiej pozycji na rynku surowcowym, co jest dodatkowym czynnikiem napędzającym wzrost cen.

Po trzecie, w ramach odpowiedzi na covidową recesję diametralnie zmieniła się polityka rządów. W ramach ogłaszanych od Pekinu i Waszyngtonu po Berlin i Warszawę wszelakich „nowych ładów” główny nacisk kładzie się na tzw. transformację energetyczną i rozbudowę (lub odbudowę) infrastruktury: dróg, linii kolejowych, sieci energetycznych, portów etc. Czyli tego wszystkiego, do czego potrzeba milionów ton wszelkiego rodzaju surowców – w tym zwłaszcza miedzi. To istotna zmiana względem poprzedniej 10-latki, gdy w odpowiedzi na globalny kryzys finansowy nowo kreowane pieniądze trafiały przede wszystkim do sektora bankowego. Teraz mają one trafić do realnej gospodarki.

- Politycznie napędzany popyt napędzi cykl inwestycyjny większy niż BRICS na początku XXI wieku, choć nie tak duży jak w latach 70. XX wieku. Mówimy jednak o tym rodzaju hossy na rynkach surowcowych – powiedział pod koniec ubiegłego roku Jeffrey Currie, szef działu analiz surowcowych w banku Goldman Sachs.

I wreszcie po czwarte, na ten w pewnej mierze motywowany politycznie surowcowy supercykl nakłada się średnioterminowy cykl dolarowy. Po zerwaniu z wymienialnością dolara na złoto (w sierpniu w 1971 r.) i okresie turbulencji z lat 70. możemy wyodrębnić pięć wieloletnich cykli dolara. Pierwszy rozpoczął się tuż przed rozpoczęciem rządów Ronalda Reagana na początku lat 80., a zakończył międzyrządowym porozumieniem (Plaza Accord) we wrześniu 1985 r. Przez następne około 6 lat dolar tracił względem innych walut, aż trend ten się odwrócił po upadku ZSRR. Następnie „zielony” umacniał się przez blisko 7 lat aż do apogeum bańki internetowej pod koniec XX wieku. Kolejne lata stały pod znakiem ponownej deprecjacji amerykańskiej waluty. Upadek banku Lehman Brothers wyznaczył kolejny punkt zwrotny i po okresie walutowej zawieruchy od 2011 r. dolar znów był na fali wznoszącej. Cykl ten najprawdopodobniej osiągnął swą kulminację w marcu 2020.

Jeżeli potwierdzą się teorie zakładające początek kilkuletniego okresu słabości dolara, to zmianie mogą też ulec inne trendy obserwowane w mijającej dekadzie. Jedną z ofiar mocnego dolara był sektor surowcowy. Jeśli „zielony” będzie w najbliższych latach tracił, byłby to jeszcze jeden z czynników wspierających wyższe ceny surowców notowanych przecież w USD.

Reasumując, najprawdopodobniej mamy do czynienia z kilkoma nakładającymi się na siebie globalnymi supertrendami. Końska dawka fiskalno-monetarnych stymulantów uderzyła w wymęczony długotrwałą bessą i niedoinwestowany sektor surowcowy, który pozostawał w stagnacji podczas wieloletniej hossy na rynkach finansowych. Na to nałożyło się „przełożenie wajchy” zarówno na szczeblu rządowym (typu transformacja energetyczna), jak i konsumenckim, gdzie lockdowny wymusiły przesunięcie wydatków z usług na dobra materialne.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Kredyt dla firm do 350 tys. na dowolny cel z decyzją online nawet w 10 minut

Kredyt dla firm do 350 tys. na dowolny cel z decyzją online nawet w 10 minut

Advertisement

Komentarze (8)

dodaj komentarz
obiektywny_komentator
Sprawa jest prosta. Elity polityczne, tak wystraszyły się, że w wyniku zawieruchy covidowej stracą władzę, że zasypały świat pustym pieniądzem. Z całym tego "dobrodziejstwem". Ciekawe kto te produkty wytworzone z tak drogich surowców będzie kupował i za co.
jas2
"zasypały świat pustym pieniądzem."
"kto te produkty wytworzone z tak drogich surowców będzie kupował i za co."

Czytaj co piszesz.
obiektywny_komentator odpowiada jas2
Jeżeli myślisz, że jak drukujemy kasę to wszyscy obywatele w związku z tym ją mają (bo drukujemy) i będą kupować nawet bardzo drogie towary - to tak to równanie nie działa. Pieniądze wydadzą na potrzeby podstawowe, a ograniczą pozostałe. Czyli zbiednieją
vacarlus
antyinflacyjna spółka xtb wypłaca 10% dywidendy - ponad inflacje
traderfr
Nudny już jesteś z tym XTB, rozumiem jeden dwa posty ale klepać pod każdym artykułem to przesada.
tomaszektoma odpowiada traderfr
pewnie załadowany po 22zł
miało być ferrari
są straty
piotr76
Na surowcach i materiałach można zarobić dużo więcej niż na instrumentach finansowych. Zwłaszcza jeśli chodzi o niszowe materiały, gdzie trzeba mieć też trochę wiedzy technicznej.
stachsgh
Widać, że surowce idą mocno w górę, ale cóż.
Ten surowiec i tak będzie schodził ciągle. I jest na niego zapotrzebowanie.
https://www.youtube.com/watch?v=oVrdIXQ2g30

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki