Straciła przez oszustów 9 tys. zł. Bank odrzuca reklamację

analityk Bankier.pl

Opisywany przez nas przypadek klientki, która chcąc dopłacić do faktury 3 zł, straciła 9 tys. zł, nie ma szczęśliwego finału. Santander Bank Polska odrzucił jej reklamację, twierdząc, że nie doszło do włamania na konto.

SMS z prośbą o dopłatę i fałszywi znajomi z Facebooka – to dwie metody, które bezlitośnie zbierają żniwo wśród klientów banków. Kilka dni temu opisywaliśmy przypadek klientki, która dostała SMS rzekomo od firmy telekomunikacyjnej z prośbą o dopłatę do rachunku 3 zł. "Zaległość w fakturze telekomunikacyjnej. Prosimy o dopłatę 3 zł do dnia 27.01.2019 lub Twój numer zostanie zablokowany https://payu.oplaty.eu(...)".  W treści wiadomości znajdował się link kierujący na podrobioną bramkę płatniczą. Wpisała tam dane logowania do swojego banku, a złodzieje wyprowadzili z jej konta 9 tys. zł.

Banki negatywnie rozpatrują reklamacje

W odpowiedzi na złożoną reklamację bank odpisał, że nie doszło do naruszenia sieci teleinformatycznej, a klient zlecił przelew dobrowolnie. Tym samym nie ma podstaw do zwrotu pieniędzy ze strony banku. Ten sam argument pojawia się zazwyczaj przy innych, podobnych metodach oszustów. Czyli wówczas, gdy klient nie zachowa ostrożności i nabierze się na phishing lub gdy oszuści podmienią mu numery rachunków na liście zdefiniowanych odbiorców.

Traf chciał, że kilka dni po tym zdarzeniu oszuści spróbowali oszukać jej męża. Wysłali mu SMS o następującej treści: "Prosimy o natychmiastowa splate zaleglej kwoty 1,39 zl za uslugi telekomunikacyjne lub numer zostanie zablokowany" (pisownia oryginalna).

Fałszywe SMS-y z prośbą o dopłatę są w ostatnich miesiącach prawdziwą plagą. Złodzieje rozsyłają na losowo wybrane numery telefonów wiadomości, w których podszywają się pod firmy telekomunikacyjne, kurierów, a nawet znajomych. Proszą o dopłatę do rachunku albo paczki drobnych kwot. Ofiara wchodzi pod podany w treści SMS-a link, który kieruje do sfałszowanej strony. Wpisane tam dane trafiają w ręce oszustów. Oszuści szybko logują się na konto i zlecają przelew wychodzący. Ofiara dostaje SMS-a autoryzującego transakcję, ale będąc przekonana, że dopłaca do rachunku drobną kwotę, nie wczytuje się w treść wiadomości i przepisuje kod.

"Nie ma podstaw do zwrotu pieniędzy" - orzekł bank w odpowiedzi na reklamację klientki, która wskutek działania klientów straciła kilka tysięcy złotych ze swojego konta w banku
"Nie ma podstaw do zwrotu pieniędzy" - orzekł bank w odpowiedzi na reklamację klientki, która wskutek działania klientów straciła kilka tysięcy złotych ze swojego konta w banku (YAY Foto)

Prośba od przyjaciela z Facebooka

Drugi popularny przekręt polega na podszywaniu się pod znajomych na Facebooku. Złodziej włamuje się na konto ofiary w serwisie społecznościowym, a następnie zaczepia znajomych z prośbą o drobną pożyczkę. Argumentuje, że potrzebuje pieniędzy na leki i odda zaraz po wypłacie, czyli za kilka dni. By uśpić czujność ofiary, prowadzi z nią swobodną korespondencję. Znajomy udziela pożyczki i wysyła pieniądze, zazwyczaj kwotę kilkuset złotych. Pieniądze trafiają na podstawiony rachunek założony na słupa lub kupiony w internecie jako anonimowe konto. Szanse na to, że ofiara odzyska pieniądze są znikome.

„Przyjaciel z Facebooka” stosuje też inną argumentację. Przesyła ofierze link kierujący do fałszywej bramki płatniczej (do złudzenia przypominającej bramkę np. PayU lub Przelewy24) z prośbą o dopłatę kilkuset złotych do zamówienia w sklepie internetowym. Tłumaczy, że jego banku nie ma na liście płatności. Kiedy ofiara zaloguje się na podstawionej stronie, traci pieniądze. Schemat wygląda podobnie jak w przypadku opisanych wyżej fałszywych SMS-ów. Na Facebooku powstała nawet grupa oszukanych za pomocą tej metody (Oszukani 510).

Nie odzyskasz pieniędzy

W takich sytuacjach odzyskanie pieniędzy jest raczej niemożliwe. Oszuści wykorzystują naszą nieuwagę i usypiają czujność. Pieniądze wysyłamy dobrowolnie, autoryzując dyspozycję samodzielnie (nie czytamy treści SMS-ów autoryzacyjnych!). Banki odpowiadają na reklamację negatywnie – z ich punktu widzenia to my wykonaliśmy transakcję, bo oszust wykorzystał prawidłowe dane logowania. Oczywiście możliwe jest dochodzenie swoich roszczeń na drodze sądowej, ale w przypadku kwot rzędu kilkuset złotych, nie zawsze jest to opłacalne. Dlatego jeszcze raz apelujemy – za każdym razem, kiedy ktoś żąda od nas pieniędzy, zachowajmy czujność, a pożyczkę dla znajomego najlepiej potwierdźmy podczas rozmowy telefonicznej.

(Bankier.pl)

Wojciech Boczoń

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 4 websterdxb

Caly czas w TV reklamy zeby uwazac na oszustka wiec moze skoro to takie niebezpieczne a banki nie przyjmuja na siebie ryzyko to moze warto zrezygnowac z platnosci online wyciagnac pieniadze i trzymac w skarpecie

! Odpowiedz
0 0 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
7 8 po_co

"Oczywiście możliwe jest dochodzenie swoich roszczeń na drodze sądowej, ale w przypadku kwot rzędu kilkuset złotych, nie zawsze jest to opłacalne"

Ludzie złoci, za takie słowa redaktor powinien wylecieć na bruk !

Zgodził bym się z tym, że taka sprawa nie musi trafiać na wokandę i powinna zostać rozwiązana polubownie, ale w momencie kiedy trafiamy do sądu to coś takie jak "opłaca się" może być wymyślone chyba tylko w posowieckiej kolonii.
Najważniejsza sprawa to sprawiedliwość i godność, jedna mała sprawa nikogo nie wzruszy ale milion klientów domagających się zwrotu 100 zł to już 100 mln złotych !
Kolejna sprawa to idiotyczny system prawny który nie uznaje instytucji zadość uczynienia, a przecież obecność w sądzie to nie tylko walka o przytoczone 9 tys. zł ale również straty z tego wynikające, konieczność opłacenia prawnika, jazdy do sądu, szukania alternatywy dla oszczędności (super sprawa jak trzeba zapłacić rachunki), użeranie się z papierami sądowymi, stres, załóżmy że taka sprawa trwa 6 miesięcy (statystyki mówią o 5,4). Taka prosta sprawa to strata na poziomie 30-40 tys. zł (wliczając szkodę), jasne że część z tych kosztów nie istnieje na papierze ale wliczając do tego odsetki to z powodzeniem można zażądać od banku 50 tys. zl nie mówiąc ani słowa o zadość uczynieniu (w Polsce można odzyskać maksymalnie 1000 zł za utracony dochód ... to dla niektórych dzienna pensja).

Gdyby prawo pozwalało na uczciwe podejście do sprawy to bank nie babrał by się w rozprawę tylko umówił z klientką, oddał pieniądze (albo nie, bo słusznie może udowodnić jej niedbalstwo), a sąd miałby sprawę z głowy.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 13 jessy_j

Z szacunkiem dla tej Pani bo wiadomo, że to dla Niej ciężka sytuacja ale muszę przyznać, że zabrakło tu trochę rozwagi i zastanowienia. Tyle się teraz mówi o byciu ostrożnym w sieci, o tym żeby nie podawać danych do logowania.. w tym przypadku nie jest to wina banków, które i tak są dość czujne jesli chodzi o podejrzane transakcje. Pomysłowość oszustów nie zna granic i cały czas wymyślają nowe sposoby na wyłudzenie danych. Wszystkie banki stosują zabezpieczenia, informatycy i inni spece pracują nad usuwaniem czy blokowaniem fałszywych stron.
W przypadku płatności internetowych polecam BLIK - wysyłka środków przekierowywania na stronę i bez podawania danych do logowania

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
41 16 czytacz

A skąd pewność ,że bank sam nie przelał tych pieniędzy na swoje konto lub konto swego pracownika?Skoro znają numer konta to chyba prokuratura i policja może dowiedzieć się dla kogo poszły pieniądze i je odebrać?Jestem pewien,że to bank okazał się złodziejem.

! Odpowiedz
0 0 knl111

I co z tego, że wiedzą gdzie poszły pieniądze? Ich już tam nie ma, a konto otwarte w stylu "na dowód kolekcjonerski" czy na "bezdomnego" słupa.

! Odpowiedz
10 32 do_niczego

Ale chyba na jakieś inne konto musiała zostać wpłacona ta kwota,a banki chyba mają różne narzędzia i historie transakcji. Ale cóż na pomocy klientce nie zarobią,najlepiej bankom wychodzi naciąganie na wysoko oprocentowane kredyty z prowizjami odsetkami by jak najwięcej zarobić na kliencie.

! Odpowiedz
3 12 sublt2

Mogą stracić wizerunkowo, widać jednak że w ogóle się nie przejmują tym ryzykiem i nie zamierzają inwestować w w iększą ochronę. Skoro i tak ryzyko straty jest po stronie klienta, banknic nie traci.
To nie powinno być tak. Za łatwo się okrada w PL.

! Odpowiedz
5 21 konzument

Ale jak trzeba byc naiwnym i nie skumac ze cos jest nie tak. W ogole pierwsze co bym dzwonil zdenerwowany na plusa ze tak ujme delikatnie i wymagal wyjasnienia. Ale to tez swiadczy o ograniczneniu ludzi nawet z powodu czytania bzdur w necie i ogladania telewizji zamiast poczytac wiadomoci na bankierze czy innej podobnej stronie a tu co chwile sa alerty o takich sytuacjach. Zaplacila za glupote.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
33 29 londonern

Santander Polska w 2018 r. zarobil netto 2.4 mld zl. A ponizej czytam komentarze, ze to wina klientki i bank jest OK. No nie jest misie pysie. Spodziewal bym sie, ze przy takiej kasie system bankowy bedzie szczelny. Czyli przy przelewach, ktore odbiegaja od normy lub na podejrzane konta bank system zareaguje. U mnie w Lloyds Bank nie ma opcji zebym przeslal kase w ten sposob - dostaje od razu sms z banku czy potwierdzam transakcje taka i taka. Jesli strona czy link okazuje sie podejrzany (mialem raz taki przypadek) transakcja jest blokowana razem z karta platnicza.
Ktos ponizej dal przyklad z wyrwaniem torebki. Przyklad dobry, tylko miejsce zle - nie przed bankiem, ale w banku. Ta klientke obrobili w banku, a bank zamiast straznika mial goscia z renta inwalidzka, ktory nie zatrzymal zlodzieja.
Bank powinien przeprosic, oddac kase a system uszczelnic. No ale to jest Polska gdzie banki maja na to wywalone, a czesc ludzi jak widze jest zdania, ze bardzo dobrze. Do czasu az ich to spotka.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne