Środa - dzień złotego; a co w czwartek?
Wczoraj siła naszej złotówki mierzona poziomem kursu koszyka walut (złożonego po połowie z dolara i euro) wzrosła i było to do przewidzenia. To pośrednio skutek wtorkowej obniżki stóp procentowych w USA. W ten sposób bowiem zwiększyła się atrakcyjność naszych papierów skarbowych. A to jak wiemy, często przekłada się od razu na wzmożony popyt na złotego. Wszystko byłoby ładnie i pięknie, gdyby nie wczorajsze słabe wyniki przetargu na 10-letnie obligacje o stałej stopie procentowej (patrz Komentarz Pieniężny ). Tak słabego popytu na obligacje dawno nie było. To stawia pod znakiem zapytania możliwość napływu nowych kapitałów na nasz rynek walutowy z zagranicy. Jednak jeszcze wczoraj zloty zyskiwał na wartości na fali trendu trwającego już wiele miesięcy. A trendy mają to do siebie, że raz utrwalone nie zmieniają się tak z dnia na dzień. W moich oczach powoli zaczyna jednak brakować paliwa do dalszego umacniania naszej waluty. Być może teraz czekać nas będzie oscylowanie na obecnym poziomie i budowanie bazy przed zmianą trendu. To może potrwać nawet kilka miesięcy (vide: kurs dolara do złotego).
Na skutek splotu dwóch wydarzeń wzmocnienia złotego względem koszyka oraz wzmocnieniem euro względem dolara (euro zdrożało wczoraj o ponad jednego centa) właśnie kurs dolara na naszym rynku ucierpiał najbardziej. W wyniku tego nastąpił spadek kursu poniżej poziomu 4 złotych i to aż o prawie 3 grosze.
Poza tymi dwoma warzeniami nie ma nic bardziej istotnego. Zakończę więc komentarz słowami: Drodzy importerzy, nie zapomnijcie ubezpieczyć swoich przyszłych płatności walutowych przed nagłą deprecjacją złotego. Warto kupować opcje kupna na dolara i euro teraz, póki ich cena jest jeszcze na bardzo niskim poziomie. (JM)
































































