REKLAMA

Spowiedź frankowca: Byłem lemingiem

Michał Kisiel2013-07-26 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2013-07-26 06:00
Spowiedź frankowca: Byłem lemingiem
Spowiedź frankowca: Byłem lemingiem
fot. iStockphoto / / Thinkstock

Kredyty we frankach spłaca kilkaset tysięcy Polaków. Dla części z nich decyzja o zaciągnięciu zobowiązania okazała się istotnym punktem na drodze życiowej. Wpłynęła nie tylko na domowe finanse, ale również na losy rodzinne oraz dalsze i bliższe plany. O tym, co wniósł ze sobą „franek”, rozmawiamy z jednym z kredytobiorców z pechowego, burzliwego 2008 roku.

Gustaw jest trzydziestoparoletnim żonatym przedsiębiorcą, ojcem kilkuletniej córki. W 2008 roku kupił 80-metrowe mieszkanie w jednej z zielonych dzielnic Wrocławia. Transakcja miała miejsce w bardzo specyficznym momencie – na szczycie nieruchomościowego boomu, napędzanego tanim kredytem we frankach, który wywindował ceny mieszkań do niespotykanego wcześniej poziomu.

Z frankiem żyjecie już ładnych kilka lat. Kiedy zaciągnęliście kredyt?

W czerwcu 2008 r., a dokładniej w tym miesiącu go wypłacaliśmy.

Jaki był wtedy kurs franka?

1,92 zł – taki był kurs wypłaty, jeśli odliczyć marżę banku. Myślę, że był to najniższy kurs w historii. Ewentualnie dzień później lub wcześniej mógł być niższy.

Dlaczego wybraliście franka? Czy ktoś was namawiał, czy może to był oczywisty wybór w tym czasie?

»Zmagasz się z kredytem w CHF? Opowiedz nam o tym i ciesz się z wygranej!

Nawet nie było pytania, czy bierzemy inny kredyt, ponieważ zarabialiśmy wystarczająco dobrze, żeby mieć zdolność na franka. Zresztą kto wtedy nie miał zdolności na franki? Prędzej miało się zdolność na franki niż na złote. Oczywiście stopy były niskie, rata po przeliczeniu wychodziła na poziomie około 2000 zł. No i tak naprawdę wszyscy doradcy byli szczęśliwi.

Czy to była pierwsza opcja, którą wam podsuwano?

To nie jest tak, że doradca - korzystaliśmy z Expandera - podsunął nam taki kredyt jako pierwszą opcję. Po prostu analogiczny kredyt w złotówkach czy euro był ewidentnie nieopłacalny. Jeśli patrzyło się na wysokość raty, to nie było szans, żeby ktoś przy zdrowych zmysłach wybrał kredyt w innej walucie.

Dostaliśmy oferty bodajże czterech banków. Na krótkiej liście znalazły się tylko mBank i Nordea. Cieszę się, że wybraliśmy Nordeę, inaczej to już w ogóle byłoby źle. Kolega brał w tym czasie kredyt w mBanku i jest jednym z tzw. nabitych w mBank. Wtedy, kiedy ja zacząłem jakoś tam oddychać z ulgą, bo Szwajcaria zaczęła bardzo mocno obniżać stopy, jemu zarząd mBanku powiedział, że generalnie nie interesują ich stopy. (śmiech)

Braliście kredyt na całość ceny mieszkania czy mieliście wkład własny?

Mniej więcej na 90%. Był jakiś wkład własny, ale nie było to dużo.

Co się działo potem? Był rok 2008 i jesienią pojawił się moment, kiedy zaczęło się robić nieciekawie…

Ten moment pojawił się natychmiast - miesiąc po wypłacie kredytu.

Nie zdążyliście jeszcze zacząć remontu, a raty już poszybowały w górę?

Tak, prowadziłem sobie zapiski wysokości raty w złotówkach. One szły w górę co miesiąc o 300 złotych. Tylko że nie przyszło mi nawet do głowy, aby myśleć o przewalutowaniu natychmiast, ad hoc, bo nikt nie sądził, że to pójdzie tak wysoko. To jest tak, że zakładałeś poziom, powiedzmy 2,50 czy 3 zł i z każdym kolejnym miesiącem wydawało się, że to już koniec. Że wyżej pójść nie może.

Czyli na początku wydawało się, że ten drożejący frank to stan przejściowy, tak?

Kiedy pojawiła się dyskusja na temat kryzysu, wtedy dało to myślenia – zapewne nie tylko mnie. Natomiast dla nas przewalutowanie w każdym momencie było równoznaczne ze stratą. My, wraz ze wzrostem kursu franka, dojeżdżaliśmy do poziomu raty, którą płacilibyśmy z kredytem złotówkowym. I do dzisiaj, można powiedzieć, ta rata jest porównywalna. Oprócz tego, że olbrzymia część raty to kapitał, a bardzo niewielka to odsetki. Gdybyśmy mieli kredyt złotówkowy, ten kapitał byłby mniejszy, a odsetki większe.

Patrząc z perspektywy „spłacacza” to nie jest aż tak wielka różnica. Natomiast z perspektywy właściciela nieruchomości sprawa wygląda inaczej.

Czy był jakiś moment strachu? Czy w pewnym momencie poczuliście niepokój?

Były stresy, ale ponieważ kurs czasami spadał, więc trochę to uspokajało. Było tak, że zastanawialiśmy się, jak wysoko może to zajść. Później pojawiły się informacje, że Szwajcaria ma zamiar bronić kursu franka przed nadmiernym wzmocnieniem i… żyłeś z tym. Wiadomo, że już wiele więcej nie da się zrobić.

A jak zmieniała się ta rata w złotówkach?

Na początku było jeszcze dodatkowo ubezpieczenie pomostowe i płaciliśmy sporo – ponad 4000 zł. Później koszt nieco spadł, ok. 3600 zł. Jeszcze później przyszedł okres, kiedy Szwajcaria zaczęła obniżać stopy procentowe i na przełomie 2009/2010 płaciliśmy nawet 2900 zł. I to była jedyna rata poniżej 3000 zł. Później koszty poszły w górę i takim szczytem był sierpień 2011 r., kiedy zapłaciliśmy 4300 zł.

Czy ten frankowy kredyt w jakikolwiek zmienił wasze życiowe plany?

Mogę powiedzieć, że tak. To w pewien sposób ustawiło nasze plany. W tym sensie, że nie możemy wyjść z tej inwestycji w inny sposób, niż brnąc w kolejny kredyt. Nie możemy go refinansować i sprzedać tego mieszkania, bo jesteśmy w takim momencie, że nasze zadłużenie wynosi około 300 tysięcy franków. To jest milion złotych. A zaciągaliśmy kredyt na około 600 tysięcy zł, ówczesne 330 tysięcy franków. Jesteśmy ponad 300 tysięcy złotych na minusie.

Czy stosowaliście jakieś sposoby ochrony przed zmiennością raty? Odkładaliście jakieś oszczędności?

Pewnym elementem zabezpieczenia było to, że w roku 2009 miałem kontrakt w euro. Nie byliśmy aż tak zaniepokojeni, ponieważ dla mnie wzrost kursu euro i franka był korzystny – zarabiałem więcej. Tak długo, jak zarabiałem w euro, byliśmy spokojni.

Później pojawiła się możliwość spłacania kredytu bezpośrednio w walucie. Jak dzisiaj spłacacie kredyt?

Ponieważ byłem jednym z pierwszych klientów Aliora, to w autodealingu dostałem bardzo dobre warunki. Mam spread w wysokości 1%, w dwie strony. Wobec tego jestem w stanie przewalutowywać pieniądze w rozsądnych momentach…

Czyli śledzisz kursy i kupujesz franki „na zapas”?

Nie, ponieważ z reguły nie mam nadwyżki gotówkowej, która pozwalałaby na taką operację. Natomiast zdarzało mi się opóźniać spłatę raty o kilka dni, gdy widziałem, że kurs idzie w dół. Czasami celowo przeciągałem spłatę rat, żeby kupić franki taniej. Kilka groszy różnicy mogło się przy takiej kwocie opłacać.

Czy kiedykolwiek rozważaliście przewalutowanie?

Nie. Gdyby kurs spadł, powiedzmy, do 2,5 zł, to wtedy mogłoby to mieć sens, bo stopy procentowe w złotych teraz też są niższe.

Jest jeszcze pewne rozczarowanie. W umowie mieliśmy zapis, że gdy zadłużenie spadnie do 80% wartości nieruchomości, to bank dodatkowo obniży marżę. Nasza marża to teraz 1,05%. I tak jest niezła, bo to był dobry czas na rynku. Gdyby udało się obniżyć dług, to marża spadłaby o 0,25 pp. Czyli zostałoby 0,8% marży. Ten moment nie nastąpił i nie nastąpi pewnie jeszcze przez wiele lat.

Czy w związku z tym, że jesteście bankowi winni więcej niż wynosi wartość nieruchomości, mieliście kiedykolwiek do czynienia z jakimiś żądaniami ze strony banku?

Nie, nigdy. Nawet telefonu.

A obawiacie się tego?

Do czasu kryzysu nie miałem zielonego pojęcia o funkcjonowaniu finansów. Byłem klasycznym lemingiem, który akceptuje świat na poziomie tego, co dostaje na talerzu. Nie wiedziałem jeszcze, że wszystko działa na kredyt, nie widziałem jeszcze filmu „Money as debt” (śmiech). Później zacząłem się tym mocniej interesować, chciałem się zorientować, o co chodzi. Zacząłem myśleć, że w naszym przypadku, gdzie cały czas pracujemy i zarabiamy, bank mógłby sobie tylko strzelić w kolano, wymagając dodatkowych zabezpieczeń. To nie jest tak, że my na luzie spłacamy kredyt. Z tego, co zarabiam, ponad połowę przeznaczam na ratę. To i tak jest jeszcze nieźle. Ale mamy dwa źródła dochodu i żyjemy z tym.

Oczywiście tysiąc razy się zastanawiałem - gdybyśmy wtedy nie znaleźli mieszkania, gdyby ono nas wtedy nie urzekło... Pewnie pomieszkalibyśmy jeszcze z pół roku w poprzednim miejscu, nawet z dzieckiem. Ale znaleźliśmy mieszkanie, żona była w ciąży, śpieszyliśmy się. W dodatku była świetna koniunktura na kredyty, łatwo było je dostać. Na poprzednim kredycie, zaciągniętym też we frankach w 2004 roku na stare mieszkanie, sporo zaoszczędziliśmy. Można powiedzieć, że tamten interes zbilansował się z tą wtopą.

Czyli nie żałujesz, że wybrałeś kredyt we franku?

Nie żałuję, do dzisiaj nie.

Spłacasz kredyt we franku? Podziel się swoimi doświadczeniami. Zapraszamy do udziału w badaniu "Życie z frankiem. Diagnoza".

Źródło:
Michał Kisiel
Michał Kisiel
analityk Bankier.pl

Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z psychologią finansów, analizuje jak płacą i zadłużają się Polacy. Doktor nauk ekonomicznych, zwolennik idei społeczeństwa bez gotówki. Pomysłodawca finansowego eksperymentu "2 tygodnie bez portfela", w ramach którego banknoty i karty płatnicze zamienił na smartfona.

Tematy
​Otwórz Konto z Kartą Otwartą na Dzisiaj i ciesz się nią bezpłatnie!

​Otwórz Konto z Kartą Otwartą na Dzisiaj i ciesz się nią bezpłatnie!

Advertisement

Komentarze (85)

dodaj komentarz
~POwas
Co tam u leminga dzisiaj słychać? ;)
~ass
panie kisielu a jak dzisiaj się ma ten rozmówca hahahaaha !!!!!!!!!!
~Anna
Szanowny Panie Kisiel, gdyby Pana "rozmowca" byl rzeczywisty powiedzialabym: przeprowadzil pan wywiad z masochista. Czlowiek strzelil sobie w kolano z fatalnym skutkiem na reszte zycia, jego nieruchomosc nigdy, przenigdy nie osiagnie wartosci tej splaty i... jest zadowolony, nie zaluje (!?). To fikcyjny wywiad w serwisie Szanowny Panie Kisiel, gdyby Pana "rozmowca" byl rzeczywisty powiedzialabym: przeprowadzil pan wywiad z masochista. Czlowiek strzelil sobie w kolano z fatalnym skutkiem na reszte zycia, jego nieruchomosc nigdy, przenigdy nie osiagnie wartosci tej splaty i... jest zadowolony, nie zaluje (!?). To fikcyjny wywiad w serwisie banksterom, ktorzy w obawie o wegierski scenariusz karza pisac Panu takie brednie..pozdrawiam
~roberto
Szukamy osób do pozwów zbiorowych przeciwko bankom
http://www.pozwalembank.pl/
~asia
mam zlotowki w getin banku i wolna glowe od tego typu problemow
~drake
tak lemingi bo frank szwajcarski to stabilna waluta ale nikt wam nie powiedział a sami wybierając lewicę jesteście za głupi by zrozumieć że złotówka czy euro nie mają żadnej stabilności
~wawa
To znaczy byłeś potencjalnym samobójcą . Leming to sak długości 15 cm . Umie pływać ale nie może określić jaka to szerokość wody , czy to staw ,rzeka , jezioro a nawet morze i dlatego przy przenoszeniu się dużo ich tonie .
~Jan
wszystkie wasze opinie nadaja sie do smieci, kazdy mowi wedlug tego w jakiej sytuacji sie znalazl, ba ten id...a ktoremu sie udalo pierze mozg innym bo pisze - ja zyskalem bo zrobilem to i to, a teraz pytanie do ciebie madrzacho: czy jesli wiekszosc by to zrobilo co ty, to byscie wszyscy skorzystali? myslisz baranie ze tak? wiadomo wszystkie wasze opinie nadaja sie do smieci, kazdy mowi wedlug tego w jakiej sytuacji sie znalazl, ba ten id...a ktoremu sie udalo pierze mozg innym bo pisze - ja zyskalem bo zrobilem to i to, a teraz pytanie do ciebie madrzacho: czy jesli wiekszosc by to zrobilo co ty, to byscie wszyscy skorzystali? myslisz baranie ze tak? wiadomo ze nie, wiec po co piszesz takie rzeczy? ja to, ja tamto sramto, ja "skorzystalem" na franku bo wzielem wtedy i wtedy.

baran uczy jak byc baranem. Zarzucacie ludzia chlopskie myslenie, wedlug mnie wlasnie z was sa oszusci, na cyprze tez powiecie ze to toksyczne aktywa badz stworzycie wrecz pojecie do okreslenia pieniedzy bez pokrycia toksycznymi aktywami, a przeciez na chlopski rozum to co oni zrobili to poporstu wykasowali dlug (dewaluacja regionalna) kosztem cypru i nic wiecej, zmazali im zera ktore posiadali i koniec kropka, zeby dlug nie krazyl i nie dotknal innych wazniejszych w strefie wierzycieli.
~Jan
na zloto tez zescie sie rzucili jako zabezpieczenie, pytanie czyim kosztem chcieliscie sie zabezpieczyc? i dlaczego te wszystkie nagonione jak barany lemingi sie dziwia ze nie moga zarobic na zlocie.

na uprawy rolne tez coniektorzy sie rzucili, jak zobaczyli ze jakis rolnik uprawia cos i ma dobrze to zaczeli uprawiac to samo
na zloto tez zescie sie rzucili jako zabezpieczenie, pytanie czyim kosztem chcieliscie sie zabezpieczyc? i dlaczego te wszystkie nagonione jak barany lemingi sie dziwia ze nie moga zarobic na zlocie.

na uprawy rolne tez coniektorzy sie rzucili, jak zobaczyli ze jakis rolnik uprawia cos i ma dobrze to zaczeli uprawiac to samo a pozniej zdziwienie i prosby o doplaty.

Zapamietajcie sobie jedno ze aby istnial bogaty musi istniec tez biedny, bez biednego nie moze ktos byc bogaty, wbijcie sobie to do łbow, i jak wam mowia ze wiekszosc cos robi to spieprzajcie w druga strone, pamietajac rowniez to ze system w ktorzym wiekszosc korzysta nie istnieje we wszechswiecie w kazdej dziedzinie!.
~Jan
"Klasyczna prawda klasycznej ekonomii mówi:

Rynek ZAWSZE dąży do równowagi

Jej przełożenie na życie jest bardzo proste - zarobek na róznicach kursowych, oprocentowaniu itp jaki jest udziałem jednych finansują inni (np.obecni frankowcy oplacili zyski wcześniejszych :)). Jeżeli teraz można na czymś
"Klasyczna prawda klasycznej ekonomii mówi:

Rynek ZAWSZE dąży do równowagi

Jej przełożenie na życie jest bardzo proste - zarobek na róznicach kursowych, oprocentowaniu itp jaki jest udziałem jednych finansują inni (np.obecni frankowcy oplacili zyski wcześniejszych :)). Jeżeli teraz można na czymś zarobić, to nie jest powiedziane, że za kilka miesięcy na tych samych instrumentach nie będzie się finansowało innych - to oni będą zarabiali a my będziemy tracili. Bo tak naprawdę jedyny REALNY zysk oferowany przez "rynki finansowe" pochodzi z dywidendy, za którą stoją konkretne produkty. Inne formy zarabiania to gra o sumie zerowej - gdy jeden zarabia inny MUSI stracić. Przesunięcie ciężko zarobionych środków z nieruchomości na obligacje by "zyskać" 1-2% jak na mój gust niesie zbyt duże ryzyko: realny pieniądz trafia do wirtualnego rynku, a w zamian realne zakupy dokonuje się za pośrednictwem lichwiarzy. A nad tym wszystkim wisi WIBOR który w każdej chwili może się odbić. "

ŚWIĘTA RACJA!

ludzie dalej mysla ze moga zarobic kosztem niczyim, badz mysla ze sa madrzejsi i wykiwaja banksterow ktorzy wszystkim steruja, no zycze wam powodzenia z takim mysleniem ze aby byl bogaty nie potrzebny jest biedny - bo tak wlasnie myslicie,

Idziecie tam gdzie wiekszosc zapominajac ze wiekszosc musi byc biedna i sie mylic zeby byla rownowaga

Ale niestety takich rzeczy was nie uczyli w szkole a tylko dlatego zeby przez setki lat taki chory system mogl dzialac jak kapitalizm. Teraz jak widac wiekszosc ludzi sie polapalo jak to wszystko dziala, tylko czekac az sami to rozwalicie, pozniej na kolanach bedziecie zapieprzali zeby wam chipa w tylek wsadzili jak zacznie sie anarchia i krew bedzie sie lala.

Powiązane: Życie z frankiem

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki