Śnieżka, producent farb i lakierów, zakłada, że popyt w Polsce w 2015 r. będzie dalej rósł. Zrekompensuje to częściowo spadki na rynku wschodnim, będące wynikiem osłabienia tamtejszych walut. Spółka chce zaoferować na Wschodzie produkty tańsze, którym łatwiej będzie konkurować z wyrobami lokalnymi.
"Jesteśmy zadowoleni z popytu na rynku polskim w 2014 roku. Mieliśmy pozytywną dynamikę sprzedaży i marży, wyższą niż rynek. Dzięki temu udało się częściowo uzupełnić stracone przychody na rynku ukraińskim" - powiedział PAP Piotr Mikrut, prezes spółki.
Dodał, że optymistycznie ocenia perspektywy na 2015 rok.
"Wydaje się, że sytuacja popytowa w Polsce będzie lepsza niż w 2014 i liczymy, że będzie to kolejny rok dla Śnieżki ze wzrostem sprzedaży na rynku polskim" - ocenia.

W 2014 roku zysk netto firmy spadł do 40,1 mln zł z 46,6 mln zł przed rokiem, zysk operacyjny wyniósł 57,5 mln zł wobec 58,8 mln zł rok wcześniej, a przychody spadły do 546 mln zł z 573,9 mln zł w 2013 roku.
Ubiegłoroczna sprzedaż w kraju wzrosła o 7,2 proc., do 393,8 mln zł, a na Ukrainie spadła o 41 proc., do 74,8 mln zł (po przeliczeniu z ukraińskiej waluty).
Mikrut poinformował, że spółka ograniczyła możliwość wystąpienia strat na Wschodzie do minimum.
"Udało się szybko zrestrukturyzować naszą fabrykę na Ukrainie i zmniejszyć produkcję do poziomu, który odpowiadał spadającemu popytowi na farby. W efekcie tamtejszy zakład nie wygenerował straty, tylko symboliczny zysk" - powiedział prezes.
W zakładzie ukraińskim wolne moce wynoszą ok. 50 proc., podobnie na Białorusi. W Polsce natomiast wykorzystanie zdolności produkcyjnych jest różne w różnych grupach towarowych. Jak poinformował prezes, wolne moce w kraju stanowią od kilkunastu do kilkudziesięciu procent.
Na rynkach wschodnich perspektywy 2015 roku nie wyglądają już tak dobrze, jak w Polsce.
"Chodzi nie tylko Ukrainę i o sytuację polityczną w tym kraju. Bardzo dotkliwym dla spółki problemem jest dewaluacja walut rynków powiązanych w jakiś sposób z rublem. Tak więc trudno będzie nie tylko w Rosji i na Ukrainie, ale też na Białorusi, w Kazachstanie czy w Mołdawii" - powiedział Mikrut.
Dewaluacja tamtejszych walut sprawia, że produkty wytwarzane w Polsce są zbyt drogie dla konsumentów w tych krajach.
"Musimy tę sytuację przeczekać. Będziemy szukać możliwości oferowania na Wschodzie produktów o niższych cenach, nawet jeśli musiałoby się to odbyć kosztem obniżenia jakości. Nie chcemy tracić tych rynków" - powiedział prezes.
Śnieżka zamierza też aktywniej działać w Europie południowej, w takich krajach jak Węgry, Rumunia, Słowacja. Spółka zakłada tam wzrost sprzedaży, choć - jak zaznacza prezes - nie zastąpią one rynków wschodnich.
"Szukamy też kontaktów w Skandynawii i Europie Zachodniej. Nie mamy jednak strategii budowania świadomości marki w krajach rozwiniętych. Szukamy kontaktów z hurtowniami i firmami obsługującymi rynek inwestycyjny, szczególnie tymi, które są powiązane z polskim kapitałem i szukają dostępu do dobrej jakości produktów krajowych" - poinformował Mikrut.
Nakłady inwestycyjne na Ukrainie i Białorusi zostały przez spółkę ograniczone do minimum. W kraju planowane są w tym roku nieduże inwestycje w automatyzację niektórych procesów produkcyjnych i w logistykę, a także w obszarze badań i rozwoju.
Śnieżka nie pracuje obecnie nad akwizycją, choć nie wyklucza takiego kroku w przyszłości.
"Jeśli miałoby dojść do przejęcia, to poza Polską, raczej na południu Europy" - powiedział prezes.
Dodał jednak, że spółka ma konserwatywne podejście do akwizycji.
"Musimy być przekonani, że oferta jest korzystna cenowo i że nastąpią oczekiwane efekty synergii" - dodał.
Śnieżka w poniedziałek przedstawiła propozycję zarządu co do dywidendy z zeszłorocznego zysku. Spółka chce wypłacić akcjonariuszom, podobnie jak w dwóch poprzednich latach, 2,5 zł na akcję.
Monika Borkowska (PAP)
morb/ asa/




























































