W wenezuelskim więzieniu zmarł opozycjonista Alfredo Diaz, były gubernator stanu Nueva Esparta, przeciwnik reżimu Nicolasa Maduro. Jako przyczynę śmierci 56-letniego polityka władze podały atak serca. Opozycja potępiła prześladowania aktywistów.


Ministerstwo odpowiedzialne za system penitencjarny potwierdziło wcześniejsze doniesienia organizacji praw człowieka o śmierci Diaza. W komunikacie napisano, że wystąpiły u niego „objawy wskazujące na zawał mięśnia sercowego” i zmarł, mimo „natychmiastowej” pomocy.
Diaz został zatrzymany w listopadzie 2024 roku, na fali zaostrzonych prześladowań po wyborach prezydenckich z lipca tamtego roku. Zarzucano mu „terroryzm” i „podżeganie do nienawiści”.
Po wyborach z 2024 roku władze ogłosiły wygraną Maduro, choć opozycja przedstawiła protokoły wskazujące na wysokie zwycięstwo jej kandydata Edmundo Gonzaleza Urrutii.
Partia Diaza, Akcja Demokratyczna, wydała oświadczenie, w którym napisała, że jego areszt „przedłużał się niesprawiedliwie przez ponad rok i w tym czasie nie otrzymywał on opieki medycznej, jakiej potrzebował”.

Gonzalez i liderka opozycji Maria Corina Machado ocenili śmierć Diaza jako przejaw „powtarzającego się schematu represji państwowej”. Podkreślili, że od wyborów z lipca 2024 roku w wenezuelskich więzieniach zmarło już siedmiu więźniów politycznych.
„System bezpieczeństwa i więziennictwa jest wykorzystywany w celu prześladowania, karania i łamania tych, którzy myślą inaczej” – napisali w oświadczeniu.
Nicolas Maduro przejął władzę w Wenezueli w 2013 roku po śmierci poprzedniego prezydenta Hugo Chaveza. Pod jego rządami kraj dysponujący bogatymi złożami ropy naftowej pogrążył się w katastrofalnym kryzysie gospodarczym i humanitarnym. W ostatnich latach wyjechało z niego prawie 8 mln osób.(PAP)
wia/ sp/


























































