Na procesie apelacyjnym byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego w sprawie domniemanego finansowania jego kampanii wyborczej przez Libię prokuratura zażądała w środę kary siedmiu lat więzienia. Sąd pierwszej instancji skazał Sarkozy'ego, który zapewnia, że jest niewinny, na pięć lat więzienia.


Sprawa dotyczy domniemanego finansowania kampanii wyborczej Sarkozy'ego w 2007 roku przez Libię, rządzoną wtedy przez dyktatora Muammara Kadafiego. Wyrok pięciu lat więzienia zapadł w 2025 roku, a Sarkozy złożył apelację. Proces przed sądem apelacyjnym rozpoczął się w marcu br.
Kara, której zażądali prokuratorzy jest taka sama jak ta, której domagali się na pierwszym procesie. Chcą oni również, by Sarkozy został uznany za winnego kilku zarzutów: korupcji, sprzeniewierzenia funduszy publicznych i nielegalnego finansowania kampanii. Prokurator Rodolphe Juy-Birmann przekonywał przed sądem, że Sarkozy był „głównym i jedynym beneficjentem”, a nawet „inicjatorem” domniemanej przestępczej zmowy, dążąc do wygrania wyborów prezydenckich.
Obrona odrzuca te oskarżenia. - Za 15 dni udowodnimy w trakcie naszych wystąpień (w sądzie), że Nicolas Sarkozy jest całkowicie niewinny. W jego kampanii wyborczej, jego majątku, nie ma pieniędzy libijskich i jego to zrozumiałe - nie było bowiem finansowania jego kampanii wyborczej przez Libię - powiedział dziennikarzom jeden z obrońców byłego prezydenta, Christophe Ingrain.
Sąd pierwszej instancji odrzucił wszystkie zarzuty wobec Sarkozy'ego (w tym o korupcję) poza jednym, ale bardzo istotnym: zarzutem przestępczej zmowy. Taki zarzut oznacza, że oskarżonych można ukarać za samo przygotowywanie przestępstwa, nawet jeśli zamysł nie został ostatecznie zrealizowany. Sąd uznał wtedy, że nie ustalono, że fundusze z Libii zasiliły kampanię wyborczą - dlatego nie było korupcji. Niemniej, zdaniem sądu pierwszej instancji Sarkozy pozwolił, by jego współpracownicy podjęli działania w tym kierunku podczas tajnych spotkań z przedstawicielami Libii.

Podejrzenia dotyczą dwóch spotkań, które współpracownicy Sarkozy'ego: Claude Gueante i Brice Hortefeux mieli odbyć z szefem wywiadu libijskiego, Abdullahem al-Senussim w 2005 roku. Sześć lat wcześniej, w 1999 roku, sąd w Paryżu zaocznie skazał Senussiego na dożywocie za rolę, jaką odegrał w zamachu na samolot francuskich linii UTA w 1989 roku nad terytorium Nigru. W zamachu zginęło 170 osób, w tym 54 Francuzów. Gueant i Hortefeux zostali skazani przez sąd pierwszej instancji na kary, odpowiednio: sześciu i dwóch lat więzienia.
Ważnym epizodem podczas obecnego procesu były sprzeczności, jakie pojawiły się między twierdzeniami Sarkozy'ego i Gueanta. 81-letni dziś były współpracownik prezydenta opisał w liście do sądu oficjalną kolację w 2007 roku z udziałem Sarkozy'ego - wówczas już prezydenta - i Kadafiego w Trypolisie. Kadafi miał skarżyć się wówczas na międzynarodowy list gończy wydany za Senussim, a Sarkozy miał powiedzieć, by Gueant przyjrzał się sprawie. Sarkozy kategorycznie zaprzecza tej wersji. Tymczasem, według oskarżenia rozwiązanie sprawy Senussiego miało być jednym z warunków otrzymania libijskich funduszy.
Wyrok sądu apelacyjnego oczekiwany jest w listopadzie br. Jeśli Sarkozy zostanie skazany, będzie mógł zwrócić się jeszcze do sądu kasacyjnego.
Po wyroku sądu pierwszej instancji Sarkozy spędził trzy tygodnie w więzieniu w Paryżu, zanim został zwolniony pod nadzorem sądowym. Tym samym stał się pierwszym we Francji byłym prezydentem osadzonym w zakładzie karnym.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ kj/






























































