Serwisy zarabiały na zdejmowaniu blokad. Teraz przekonują, że Polakom grozi wzrost cen napraw oraz namawiają do bojkotu produktów Ery. Kiedy zamykaliśmy to wydanie Gazety, do protestu przystąpiło już 88 sklepów. Skrzykują się na stronie internetowej Tuniemaery.pl. Wszystkie przestały sprzedawać doładowania i startery sieci Era. Bojkot operatora wkrótce ma być zaostrzony - pracownicy serwisów nie będą serwisować telefonów, które zostały kupione w Erze.
Na reakcje klientów nie trzeba było długo czekać. Na forach wrze, abonenci wzywają do... bojkotu serwisów. - Stracili niezłe źródło dojenia kasy i panikują. Ale to jest wolny rynek, trzeba się dostosować do nowej sytuacji. Ludzie i tak mają złe skojarzenia z praktykami komisów, brak simlocków ich ucieszył, więc akcja z góry skazana na porażkę - pisze internauta o nicku Andiw.
Andrzej Pomarański z Ery podkreśla, że wprowadzenie sprzedaży telefonów bez simlocków jest działaniem w interesie klientów. - Należy też pamiętać, że simlocki są własnością sieci komórkowych i tylko one, za pośrednictwem wyznaczonych przez siebie punktów, legalnie mogą zdejmować te blokady z oferowanych przez siebie telefonów - podkreśla. Serwisanci zdejmują simlocki bezprawnie.
Źródło: Gazeta.pl




























































