Maciej Berek jest kandydatem do Trybunału Konstytucyjnego, choć jeszcze niedawno zasiadał w rządzie. Nadal nie wiadomo, czy w Sejmie znajdzie się większość do jego poparcia. W przeszłości do TK trafiały osoby, które niemal wprost z ław rządowych lub parlamentarnych przechodziły do sędziowskich.


W piątek Sejm ma dokonać wyboru sędziego Trybunału Konstytucyjnego, który zajmie miejsce kończącego kadencję „sędziego-dublera” Justyna Piskorskiego. Klub KO zgłosił kandydaturę Macieja Berka, a klub PiS po raz siódmy kandydaturę prof. Artura Kotowskiego.
Przewodniczący klubu Koalicji Obywatelskiej Zbigniew Konwiński uważa, że Maciej Berek uzyska większość w Sejmie. - Jestem przekonany, że będzie wystarczające poparcie dla Macieja Berka, żeby został wybrany - powiedział Konwiński we wtorek dziennikarzom w Sejmie.
Wciąż jednak nie wiadomo, czy Berek uzyska poparcie wszystkich klubów koalicyjnych. Największym problemem związanym z jego kandydaturą jest to, że do niedawna był członkiem rządu Donalda Tuska i ministrem odpowiedzialnym za wdrażanie polityki rządu. Zgłaszając jego kandydaturę KO postąpiła wbrew zapisom przyjętej z inicjatywy rządzącej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, uchwalonej we wrześniu 2024 roku, ale skierowanej przez prezydenta Andrzeja Dudę do TK i zakwestionowanej przez tenże Trybunał. Ustawa ta zakładała czteroletnią karencję między sprawowaniem funkcji rządowych lub zasiadaniem w parlamencie, a możliwością ubiegania się o stanowisko sędziego TK. - Trudno stosować się do ustawy, która nie obowiązuje - komentował w środę w Sejmie Roman Giertych (KO).
Na zapisy tej ustawy powoływali się jednak wyrażający wątpliwości wobec kandydatury Berka przedstawiciele Lewicy i Polski 2050. Najbardziej krytycznie o Berku wypowiadała się szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska, choć marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty mówił o nim bardziej przychylnie, jako o „wybitnym prawniku”.
Krytyczny wobec kandydatury Berka był również szef klubu Polski 2050 Paweł Śliz, zarazem szef sejmowej komisji sprawiedliwości. Z kolei były marszałek Sejmu Szymon Hołownia przyznał we wtorek dziennikarzom, że w klubie Polski 2050 są w sprawie Berka różne zdania, ale on zagłosuje za tą kandydaturą.

W klubach Lewicy i Polski 2050, jak wynika z informacji PAP, ma nie być dyscypliny w głosowaniu, co może wybór Berka postawić pod znakiem zapytania. Anna Maria Żukowska zapowiedziała w środę w TVN24, że ona sama nie zagłosuje za Berkiem. Również Paweł Śliz podtrzymał w środę w Sejmie swoje krytyczne stanowisko wobec tej kandydatury. Klub Centrum, który spotkał się z Berkiem, najprawdopodobniej go poprze, zaś PSL ma z nim spotkanie w czwartek. Na pewno nie poprze Berka Konfederacja, co zapowiedział wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.
W przeszłości przypadków przesiadania się prosto z ław parlamentarnych czy rządowych do TK było sporo. Wybrani do Trybunału w końcu 2019 roku Stanisław Piotrowicz i Krystyna Pawłowicz w zakończonej w tym samym roku kadencji byli posłami PiS.
Wprost z ław poselskich do Trybunału przeszedł w przeszłości Jerzy Ciemniewski, który był posłem Unii Wolności i zrzekł mandatu, by w 1998 roku zostać wybranym na sędziego TK. Zaś Marek Kotlinowski z Ligi Polskich Rodzin był nie tylko posłem, ale i wicemarszałkiem Sejmu tuż przed wyborem w 2006 roku na sędziego TK.
Kilka razy było tak, że sędziami Trybunału zostawali byli parlamentarzyści, którzy niedługo wcześniej przestali sprawować mandat. Tak było w 2001 roku z Markiem Mazurkiewiczem z SLD, ostatnim przewodniczącym Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, która przygotowała ustawę zasadniczą z 1997 roku.
Leon Kieres przestał być senatorem w 2011 roku (był nim też w kadencji 1997-2001, a w latach 2000-05 pierwszym prezesem IPN), a rok później został wybrany do TK. Również Teresa Liszcz - niegdyś posłanka Sejmu kontraktowego, potem związana z kancelarią prezydenta Wałęsy - była senatorem w kadencji 2001-2005, a w 2006 została wybrana do TK. Zaś wybrany w końcu 2015 roku „sędzia dubler” Henryk Cioch w latach 2011-2015 był senatorem PiS.
Były przypadki przesiadania się z rządu do TK. Pełniący od grudnia 2024 funkcję prezesa TK Bogdan Święczkowski chwilę przed wyborem na sędziego TK w lutym 2022 roku sprawował urząd prokuratora krajowego. W przeszłości prosto z funkcji wiceministra sprawiedliwości na stanowisko sędziego TK przesiadł się Janusz Niemcewicz, wybrany do Trybunału w 2001 roku.
Prezes TK w latach 2006-2008 Jerzy Stępień został wybrany na sędziego Trybunału w 1999 roku, a bezpośrednio przed wyborem był wiceministrem spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Jerzego Buzka, odpowiedzialnym za wdrażanie reformy samorządowej (w pierwszych dwóch kadencjach zasiadał też w Senacie).
Były przypadki wyboru do TK osób, które sprawowały w przeszłości funkcje rządowe lub parlamentarne, ale od ich opuszczenia do wyboru na sędziego minęło kilka lat. Tak było z Bogdanem Zdziennickim, sędzią TK od 2001 roku i prezesem Trybunału w latach 2008-10, który w rządzie SLD-PSL do 1997 roku był wiceministrem sprawiedliwości. Z kolei Janusz Trzciński był posłem PZPR w Sejmie kontraktowym, a od 1993 roku sędzią TK.
Wyjątkowy był przypadek Kazimierza Działochy, który zasiadał w pierwszym składzie TK (1985-93), w 1995 został po wyborach uzupełniających wybrany na senatora, a w latach 1997-2001 był posłem SLD.
Były marszałek Sejmu Szymon Hołownia przekonywał we wtorek dziennikarzy, że jego zdaniem w przyszłości Trybunał Konstytucyjny powinien być w ogóle zniesiony, bo "nasze doświadczenia z sądownictwem konstytucyjnym nie jest doświadczeniem specjalnie udanym". - W sytuacji, w której polityka tak bardzo zawłaszcza wszystkie obszary, będzie próbować zawłaszczyć każdy kolejny Trybunał Konstytucyjny - mówił Hołownia. (PAP)
pś/ bst/






























































