S&P 500 nie obronił początkowych zysków i odnotował dziewiątą spadkową serią z rzędu. Coś takiego na Wall Street ostatni raz zdarzyło się w roku 1980!


Przez poprzednich osiem sesji S&P 500 stracił łącznie 2,9%. W piątek „dodał” do tego wyniku spadek o 0,17% Czyli niby niewiele, ale ostatni raz dziewięć spadkowych sesji z rzędu przydarzyło się temu indeksowi w roku 1980.
Jak w każdy pierwszy piątek miesiąca informacją dnia na Wall Street był comiesięczny rządowy raport z rynku pracy. Dane BLS ponownie rozczarowały, choć nie zaprezentowały się tragicznie źle.
Liczba zatrudnionych w sektorach pozarolniczych wzrosła o 161 tysięcy, czyli mniej od oczekiwanych 175 tys. Na osłodę inwestorzy dostali pozytywne rewizje za wrzesień i sierpień (łącznie +44 tys. etatów), co pozwoliło uznać październikowe „payrollsy” za całkiem udane.
Tak przynajmniej wynika z obserwacji rynku kontraktów na stopę funduszy federalnych. Implikowane z nich prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w grudniu wzrosło i wynosi już 71,5% - wynika z obliczeń Fed Watch Tool. Zatem brak podwyżki stóp na grudniowym posiedzeniu kierownictwa Rezerwy Federalnej byłby sporym zaskoczeniem.
Drugim czynnikiem determinującym decyzje inwestorów były wyniki spółek. Póki co sezon raportów za trzeci kwartał wygląda obiecująco: średnio zysk przypadający na akcję firm z indeksu S&P 500 wzrósł o 3,9% rdr wobec oczekiwanego jeszcze miesiąc temu spadku o ponad 2%. Jeśli ta tendencja zostanie utrzymana, to spółki z S&P 500 przerwą trwającą pięć kwartałów serię malejących (w ujęciu rdr) zysków.
Nie ustawały też dywagacje na temat wtorkowych wyborów prezydenckich. W niemal każdym komentarzu można przeczytać, że inwestorzy obawiają się prezydenta Trumpa. Komentatorzy milczą w kwestii tego, jak mocno uczestnicy rynków obawiają się prezydentury Hillary Clinton, oskarżanej o kłamstwa, matactwa i korupcję. Jak na razie eksperci i sondaże zgodnie twierdzą, że wtorkowe wybory powinna wygrać pani Clinton. Dokładnie tak samo, jak nieco ponad cztery miesiące temu „wszyscy” byli przekonani, że Brytyjczycy zagłosują przeciwko Brexitowi.
Krzysztof Kolany































































