Formalnie Polkomtel nie jest spółką Skarbu Państwa i minister skarbu teoretycznie nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. Ale trzy czwarte udziałów w spółce mają cztery firmy kontrolowane przez rząd Polski. Są to KGHM i PKN Orlen (po 24,39%), PGE (21,85%) oraz Węglokoks (4,98%). Tak więc faktycznym decydentem w Polkometelu jest minister skarbu Alekander Grad i to on w porozumieniu z premierem Tuskiem decyduje o obsadzie rady nadzorczej i zarządu spółki.
Tymczasem z powodu rosnących wydatków państwo znalazło się w bardzo trudnej sytuacji finansowej i dlatego rząd desperacko poszukuje nowych źródeł dochodów. Przy czym preferowane są te, które nie budzą niezadowolenia wyborców. Przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi rząd liczy więc na wysokie dywidendy z państwowych spółek oraz na kilkadziesiąt miliardów złotych uzyskanych z prywatyzacji. Niestety (czy raczej na szczęście) w portfelu Ministra Skarbu jest już niewiele przedsiębiorstw, których wyceny idą w miliardy złotych.
Telekomunikacyjna dojna krowa
Założony w 1995 roku Polkomtel jest jednym z trzech dużych graczy na polskim rynku komórkowym i jako jedyny obok Centertela (własność TP SA) i Polskiej Telefonii Cyfrowej (dominujący udziałowiec to Telekom Deutschland) posiada naziemną sieć GSM. Majątek ten w połączeniu z oligopolistycznym rynkiem pozwala Polkomtelowi na czerpanie niemałych profitów.
Przychody z działalności operacyjnej firmy to niemal dwa miliardy złotych kwartalnie. Czyli rocznie Polkomtel inkasuje od abonentów około ośmiu miliardów złotych. Wrażenie robi sięgająca 42,5% marża EBITDA (dane za drugi kwartał). Niemniej jednak spółka ma co amortyzować (ogólnopolska sieć GSM) i wskaźniki operacyjne nie prezentują się już tak różowo. W zeszłym roku marża operacyjna wyniosła 18,5%, a zysk netto sięgnął 1,1 miliarda złotych i był o 18% mniejszy niż rok wcześniej.
Ze względu na stabilny profil działalności (stosunkowo stałe przychody i koszty w znacznym stopniu niezależne od koniunktury gospodarczej) takie spółki jak Polkomtel bywają nazywane „dojnymi krowami”. Takie przedsiębiorstwo przynosi w miarę stałe zyski niezależnie od koniunktury gospodarczej i wypłaca mniej więcej stałą dywidendę.
Ile da się z tego wycisnąć?
W 2008 roku dotychczasowi akcjonariusze Polkomtela odkupili udziały sprzedawane przez duńską firmę TDC, wyceniając firmę na 15 miliardów złotych. Rok temu analitycy z DM BZ WBK wycenili spółkę nawet na 16,6 mld złotych. Mniej optymistyczni są eksperci z DI BRE Banku, którzy wartość Polkomtela szacują na 13,9 miliarda. Najbardziej konserwatywne wyceny mieszczą się w przedziale 10-11 miliardów złotych.
Wartość 75,61% udziałów w Polkomtelu, którymi dysponują państwowe spółki, można zatem oszacować na 7,6-12,6 miliarda złotych. Tyle gotówki musiałby wyłożyć inwestor chętny na przejęcie całego pakietu. Jednak nie oznacza to, że tyle pieniędzy trafiłoby do Skarbu Państwa. W księgach PKN Orlen oraz KGHM wartość udziałów w Polkomtelu wyceniono na 1,4 mld złotych, co dałoby wycenę całej firmy na poziomie 5,74 mld zł. PGE wycenił swój pakiet na 1,38 mld złotych.
Gdyby jako rzeczywistą wartość Polkomtela przyjąć środek przedziału wycen, to otrzymamy kwotę 13,3 miliarda złotych. Oznacza to, że na sprzedaży swoich udziałów KGHM i PKN Orlen mogłyby liczyć na zastrzyk zysku rzędu 1,53 miliarda. PGE zainkasowałyby 1,84 miliarda złotych, a Węglokoks około 250 milionów.
Przy założeniu, że 100% zysku z tej transakcji spółki przeznaczyłyby na dywidendę, to z tytułu podatku Ministerstwo Finansów pobrałoby ponad miliard złotych. KGHM wypłaciłby Skarbowi Państwa (ma 31,79% udziałów w kombinacie) 474 miliony złotych netto. 410 milionów dołożyłby PKN Orlen, a PGE 975 milionów. Plus dwieście milionów netto z Węglokoksu. W sumie transakcja zbycia udziałów w Polkomtelu przez państwowe spółki zasiliłaby budżet kwotą około 3,2 miliarda złotych. To jedna ósma tegorocznego planu prywatyzacyjnego.
Nigdy nie mów „nigdy”
Lista potencjalnych chętnych na zakup Polkomtela jest długa. Otwierają ją wszystkie duże międzynarodowe koncerny telekomunikacyjne, dla których wydatek rzędu 3,4 miliarda dolarów nie jest niczym nadzwyczajnym. W grze mogą wziąć udział także rodzime OFE i TFI, którym Skarb Państwa sprzedał już KW Bogdankę.
Z kolei agencja Dow Jones informowała, że zainteresowanie właścicielem sieci Plus wyrażają także amerykańskie fundusze inwestycyjne TPG i Blackstone Group a także brytyjski Apax Partners. W przypadku przejęcia spółki przez inwestora finansowego bardziej prawdopodobne byłoby też wprowadzenie Polkomtela na GPW, co znacznie wzmocniłoby atrakcyjność warszawskiego parkietu.
Na rynku jest jednak jeszcze jeden poważny gracz, który dałby radę sprywatyzować Polkomtela. Kontrolowany przez Zygmunta Solorza Cyfrowy Polsat rozwija własną sieć telefonii komórkowej, do której nadajniki Polkomtela pasowałyby jak ulał. Sam Solorz pytany przez „Puls Biznesu” o taką transakcję odpowiedział: „Nigdy nie mówię nigdy”.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Zobacz też:
» Oszczędzanie jest tańsze od kredytu
» Czy warto zainwestować w mieszkanie w Polsce?
» Czy warto inwestować w srebro? cz. 1
» Oszczędzanie jest tańsze od kredytu
» Czy warto zainwestować w mieszkanie w Polsce?
» Czy warto inwestować w srebro? cz. 1


































































