Parlament Francji rozpoczął w środę debatę nad przyjęciem wotum nieufności wobec rządu Michela Barniera. Dwa wnioski zgłosiła lewica i skrajna prawica, które razem dysponują odpowiednią liczbą głosów i przyjęcie wotum nieufności wydaje się nieuchronne.


Oznaczać to będzie, że gabinet Barniera będzie najkrócej działającym rządem w historii V Republiki, czyli od 1958 roku. Został powołany 21 września.
Le Pen zapewniła, że poprze ustawę dotyczącą kontynuacji budżetu
Liderka francuskiej skrajnej prawicy Marine Le Pen zapewniła w środę podczas debaty w parlamencie o wotum nieufności dla rządu, że poprze ustawę pozwalającą zastosować zapisy tegorocznego budżetu w roku następnym. Chodzi o tymczasowe rozwiązanie, które może być niezbędne w razie upadku gabinetu.
Le Pen wypowiadała się podczas dyskusji przed głosowaniem nad wotum nieufności wobec rządu Michela Barniera. Jeden z tych wniosków złożyła jej frakcja - deputowani skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN).
Najpierw rozpatrywany będzie jednak wniosek złożony przez lewicę, a RN już zapowiedziało, że go poprze. Upadek rządu jest bardzo prawdopodobny - do przyjęcia wniosku potrzebnych jest 289 głosów, a RN i lewica mają razem 330 posłów.
Skrajna prawica wycofała w ostatnich dniach nieformalne poparcie dla rządu z powodu sporów wokół budżetu na 2025 rok. Grozi to nieuchwaleniem budżetu na przyszły rok. Przyjęcie specjalnej ustawy, pozwalającej zastosować w nowym roku poprzedni budżet, to rozwiązanie, które ma zapobiec sytuacji porównywalnej do "shutdownu" w USA.
Le Pen oskarżana jest przez przeciwników politycznych o wywołanie chaosu swą decyzją o poparciu wniosku w sprawie wotum nieufności. Były premier Francji Gabriel Attal oznajmił podczas debaty, że skrajna prawica popełnia "błąd wobec historii", głosując przeciwko rządowi. "Francja potrzebuje stabilności, a świat potrzebuje stabilnej Francji" - apelował Attal.
Pierwszy wniosek o wotum nieufności wniosło ponad 180 deputowanych lewicowego Nowego Frontu Ludowego (NFP). Drugi wniosek to inicjatywa skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) i grupy prawicowych posłów pod wodzą Erika Ciottiego, nie należących do RN, ale wspierających tę partię. Podpisało się pod nim 140 deputowanych. Do przyjęcia wotum nieufności potrzebnych jest 289 głosów, a RN i skrajna lewica dysponują razem ponad 300 miejscami w parlamencie.

Oczekuje się, że wieczorem przyjęty zostanie wniosek lewicy, który poprze - według wcześniejszych deklaracji - Zgromadzenie Narodowe.
W razie przyjęcia wniosku rząd musi ustąpić, a prezydent Emmanuel Macron będzie musiał wskazać nowego premiera. Problemem jest jednak układ sił w parlamencie - po wyborach latem br. zasiadły w nim trzy rywalizujące bloki polityczne, z których żaden nie ma większości pozwalającej samodzielnie utworzyć rząd. Od wyborów Francja pozostaje w impasie i nie brak ocen, że rozwiązać go mogą tylko następne wybory parlamentarne. Macron rozwiązał Zgromadzenie Narodowe w czerwcu. Po raz kolejny może to zrobić nie wcześniej niż po upływie roku.
Poprzedni raz rząd we Francji ustąpił w wyniku wotum nieufności w 1962 roku. (PAP)
awl/ ap/































































