Rynki europejskie powinny zacząć się bać bessy importowanej z USA
Wczorajsza fatalna sesja w USA musi mieć wpływ na rynki Eurolandu, które wczoraj zdecydowanie wyszły przed szereg i zostały skarcone przez giełdy amerykańskie. W USA nastroje są tak złe, że nawet mini krach, z testowaniem wrześniowego dna, jest coraz bardziej możliwy.W nieco lepszej sytuacji jest XETRA DAX, który zdążył zakończyć na spokojnym +0,4%, dużo gorzej wygląda CAC-40, który wzrósł wczoraj o 2,1% i dzisiaj powinien więcej spadać. Wygląd techniczny indeksów w USA jest tak zły, że dziwiłbym się bardzo, gdyby nie doprowadził do sporych spadków w Europie. Po sesji w USA nic się nie działo. AHI – 0,05%, a kontrakty są na niewielkich plusach jak często się dzieje po dużych spadkach.
Warto zwrócić uwagę na to, co dzisiaj rano podaje Reuters. Na dorocznej konferencji analityków Bear Stearns wypowiadał się Ken Goldman (dyrektor finansowy firmy Siebel Systems), który powiedział, ze sytuacja firm produkujących oprogramowania jest przynajmniej tak samo trudna, jeśli nie bardziej, w tym kwartale niż była w pierwszym. Ta wypowiedź podsumowuje całą serię podobnych wystąpień osób z kierownictwa spółek produkujących software. Wpływu na sesje w Europie zapewne wypowiedź Goldmana mieć nie będzie, ale nie ma obawy: jeśli atmosfera na Wall Street będzie nadal zła, to zostanie szybko przypomniana i przyczyni się do spadków indeksów.
Istotnych danych makro w USA dzisiaj jeszcze też nie ma (oprócz cen płaconych w eksporcie i imporcie, ale na to rynek nigdy nie reaguje). Za to o 20.00 zostanie opublikowany raport zwany Beżową Księgą, w którym będzie można zobaczyć, jak Fed oceniał ostatnio gospodarkę i jej rozwój. Nie powinno w nim być nic nowego, ale to „nic nowego” może właśnie inwestorów zaniepokoić, bo oznaczałoby to: ożywienia, ale niezbyt silne i niezbyt pewne. Jedynym plusem będzie to, że nie zanosi się na podwyżkę stóp. Chociaż, jeśli inwestorzy będą uciekali z USA, a budżet potrzebuje pieniędzy, to stopy wcześniej niż później trzeba będzie podnieść.
U nas mieliśmy wczoraj po sesji kilka informacji ze spółek. Na WZA 28.06 zostanie przedstawiony projekt uchwały, która przesuwa utworzenie spółki joint venture PKN z holenderską firmą Basell. Pierwotnie spółka miała powstać do 30.06 teraz do 30.09. Lekki negatyw? Wątpię. Wszyscy zainteresowani wiedzieli z pewnością, ze do 30.06 nie ma szans na sfinalizowanie umowy. Ale jakiś pretekst do spadku jest.
Druga informacja to dementi Pekao S.A.: nie zamierza zmieniać prognozy zysku netto w 2002 roku, która wynosi 1,4 mld zł. Podobno wczoraj po rynku krążyły plotki, że taka zmiana nastąpi. Czy dlatego kurs wczoraj taniał? Prawdę mówiąc wątpię w to. Zarząd ma bardzo dobrą markę i chyba mało kto w tę plotkę uwierzył.
Trzecia informacja dotyczy TPSA, która odniosła sukces (czytaj: uciekła spod topora) i porozumiała się z bankami w związku z czym nie grozi jej wcześniejsza spłata blisko 13 mld złotych kredytów. Co się stało? Może spółka nagle coś zarobiła ponad prognozy? Nie, po prostu banki zmieniły wskaźnik określający stosunek zadłużenia netto do zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację (EBITDA) z 2,5 do 3,0. Trochę kpię, bo już wiem, że będzie to przedstawiane jako olbrzymi sukces i zapewne kurs TPSA wzrośnie, a przecież to nic innego jak pokazanie, że spółka będzie miała coraz większe zadłużenie i coraz większe problemy. Banki nie bardzo miały wyjście i trudno było oczekiwać, że już teraz bez dania szansy spółkę pogrążą. Ale może inwestorzy okażą się rozsądkiem i nie będzie reakcji?
Świadomie nie omawiam posiedzenia Rady Gabinetowej, bo uważam, ze skończy się ono zgrabnymi i nic nie mówiącymi sloganami. Prezydent jest za dobrym politykiem, żeby premierowi udało się go zmusić do konkretnych deklaracji.
Co dzisiaj wymyślą fundusze? Wczorajsza sesja do dobrych nie należała. Dzisiaj TPSA może nieco pomóc (rekomendacje, rozmowa FT z ministrem Kaczmarkiem, zmiana wskaźnika zadłużenia), ale jaka spółka jeszcze? Wczoraj podaż nie dawała możliwości na większy wzrost. Dzisiaj powinna zwiększyć agresywność. Z drugiej strony czy warto sprzedawać akcje, skoro w USA do testu wrześniowych minimów pozostało niewiele miejsca? To może się stać nawet w tym tygodniu, a jak myślę, większość zarządzających, jest wręcz pewna, że od tych poziomów nastąpi poważne odbicie, albo zmiana trendu. I ta jednomyślność w kraju i na świecie jest bardzo niebezpieczna. Ale mówimy o dzisiejszej sesji.
Zaczniemy od spadku, a potem powinniśmy zachowywać się podobnie jak Euroland. Wszystko zależy od funduszy, jeśli ograniczą podaż to spadek znowu będzie niewielki (tak ostatnio bywa). Jednak przypominam to, co ostatnio mówię: wystarczy jeden duży fundusz chcący zredukować pozycje, żeby wywołać przecenę. A taki może się w końcu zjawić. Nie można podtrzymywać rynku wbrew całemu światu. To źle się kończy zarówno w przypadku spółek (vide Szeptel) jak i całego rynku. Zejście WIG-20 na zamknięcie poniżej 1360 pkt. sprowadzi indeks przynajmniej do 1335 pkt.



























































