Kontrakt na baryłkę ropy crude podrożał wczoraj o 57 centów, by na zamknięciu nowojorskiej giełdy osiągnąć cenę 55,57 USD - to o 50 procent więcej niż rok temu. Wcześniej w ciągu dnia cena osiągnęła wczoraj poziom 56,75 USD.
Olej opałowy staniał o niecałego centa, do 1,6200 USD za galon, a benzyna bezołowiowa staniała minimalnie do 1,5590 USD za galon.
Kartel OPEC postanowił wczoraj zwiększyć od 1 lipca limit wydobycia ropy o 500 tys. baryłek, do 28 mln baryłek dziennie. Zapowiedziano także rozważenie podniesienia limitu o kolejne 500 tys. baryłek, jeśli ceny ropy nie spadną w ciągu najbliższych miesięcy. Analitycy określają wczorajsze podwyższenie limitu mianem fikcyjnego, wskazując na fakt, iż kraje OPEC w rzeczywistości produkują obecnie prawie 30 mln baryłek ropy dziennie, a jedynym krajem członkowskim, który ma możliwość znaczącego podniesienia produkcji, jest Arabia Saudyjska.
Na środowy wzrost cen ropy duży wpływ miało też ogłoszenie przez amerykański Departament Energii cotygodniowego raportu na temat zapasów ropy crude w USA. Okazało się, że w ciągu ostatniego tygodnia wielkość tych zapasów spadła o 1,8 mln baryłek, do 329 mln baryłek, co oznacza, że zapasy są obecnie na poziomie o prawie 9 procent niższym niż rok temu.
Zapasy benzyny spadły o 900 tys. baryłek do 215,7 mln baryłek - to o 5 procent więcej niż rok temu. Poziom zapasów destylatów, w tym olejów napędowego i opałowego, wzrósł o 2,5 mln baryłek i obecnie wynosi 110,2 mln baryłek, czyli o 1% więcej niż rok temu.
Analitycy martwią się brakiem zapasowych mocy przerobowych w krajach OPEC. Awaria w którejś ze starzejących się rafinerii może okazać się poważnym problemem, tak jak działo się to w roku 2004. Średni dzienny popyt na ropę do końca roku 2005 przewiduje się na poziomie powyżej 84 mln baryłek dziennie, co oznacza niesłabnącą presję na producentów. Wielkość niewykorzystanych mocy produkcyjnych szacuje się na najwyżej 1,5 mln baryłek dziennie.
B.P.






























































