W lipcu w sektorach pozarolniczych ubyło 131 tysięcy miejsc pracy, czyli dwukrotnie więcej niż wynosiła mediana prognoz analityków. Dane za czerwiec drastycznie zrewidowano w dół: z –125 tys. na –221 tys. Stopa bezrobocia pozostała bez zmian na poziomie 9,5%, a 14,6 miliona Amerykanów nadal bezskutecznie poszukuje jakiegokolwiek zatrudnienia.
Jednakże obraz sytuacji zniekształcają działania amerykańskiego Biura Cenzusowego, które wiosną zatrudniało tymczasowych pracowników na potrzeby spisu powszechnego. Teraz, gdy ludzi ci kończą swoje zadania, liczba zatrudnionych gwałtownie spada. Dlatego lepiej skoncentrować się na zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym. W lipcu wzrosło ono o 71 tysięcy. To wynik gorszy od oczekiwań rynku, który spodziewał się 90 tysięcy nowych miejsc pracy. Niestety w dół zrewidowano także rezultaty za czerwiec: zamiast podawanych pierwotnie 83 tys. etatów przybyło jedynie 31 tysięcy.
W lipcu za dwie trzecie przyrostu zatrudnienia w sektorze prywatnym odpowiadały dwie branże: medyczna oraz motoryzacyjna. Zwolnienia znów najmocniej dotknęły budowlańców i finansistów. Dość zaskakująco zmniejszyła się też liczba pracowników państwowych. Do 143 tysięcy ankieterów dołączyło 59 tysięcy zatrudnionych w administracji stanowej i federalnej.
Jeszcze gorzej prezentują się dane pochodzące z ankiet wśród gospodarstw domowych. Według tego raportu liczba zatrudnionych spadła o 159 tysięcy. Główna miara bezrobocia pozostała bez zmian tylko dlatego, że o 181 tysięcy zmniejszył się zasób siły roboczej. Po prostu część Amerykanów zniechęconych sytuacją na rynku rezygnuje z poszukiwania zatrudnienia. W efekcie dalszemu obniżeniu uległ odsetek pracujących, który w lipcu wyniósł 58,4% wobec 59,3% rok wcześniej. Już 45% bezrobotnych nie może znaleźć pracy od ponad sześciu miesięcy. Liczba osób, która zrezygnowała z aktywnego poszukiwania pracy jest obecnie o połowę większa niż rok temu. W rezultacie najszersza miara bezrobocia osiągnęła poziom 16,7%.
Niewielkim pocieszeniem jest symboliczny wzrost czasu pracy oraz stawek godzinowych. Przeciętny tydzień pracy w Stanach Zjednoczonych wyniósł 34,2 godziny i był o sześć minut dłuższy niż w czerwcu. O cztery centy (czyli o 0,2%) wzrosła średnia stawka godzinowa, która była zarazem o 1,8% wyższa niż rok wcześniej. Po uwzględnieniu inflacji oznacza to realną stagnację dochodów pracowników.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl


























































