„Samodzielne przychodnie lekarzy rodzinnych, dentystów i specjalistów potrzebują oficjalnych wytycznych na wypadek ataków zbrojnych. Dziś medycy nie wiedzą, jak traktować alerty RCB z poleceniem «Znajdź bezpieczne miejsce»” - czytamy w czwartkowym wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej”.


Wspominając poniedziałkowy alert o zagrożeniu atakiem z powietrza dr Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny i prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych -Pracodawców w rozmowie z „DGP” stwierdził - „nie wiedziałem, co zrobić. Przerwać pracę i odesłać pacjentów do domu czy zaprowadzić pacjentów do schronu. Tylko gdzie jest schron?”.
Jak podkreślał, jego koledzy po fachu mieli podobnie. Z pytaniami o procedury na wypadek zagrożenia, dr Zieliński zwrócił się w pismach do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego oraz miejscowego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia.
Pytał „jakie procedury obowiązują przychodnie podstawowej opieki zdrowotnej i czy w przypadku przerwania pracy i oddalenia do schronu trzeba informować NFZ o przerwie w świadczeniu usług” - czytamy w „Dzienniku”. Na spotkaniu z wojewodą lubelskim i szefem tamtejszego oddziału NFZ usłyszał, że konsekwencji przerwy w pracy wywołanej alertem nie będzie. „Jestem uspokojony, ale wolę taką deklarację mieć na piśmie, dlatego czekam na pismo zwrotne. Napiszę też do prezesa NFZ” - zapowiedział dr Zieliński.
Pytany o wytyczne dla lekarzy poseł PSL Radosław Lubczyk zapowiedział apel do ministerstwa o jak najszybsze ustalenie procedur dla poradni. (PAP)

ekn/wr/



























































