REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Rynek derywatów „przewidział” kryzys finansowy

Krzysztof Kolany2009-06-10 12:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2009-06-10 12:00
Tajemniczy i nieprzejrzysty pozagiełdowy rynek instrumentów pochodnych już od początku XXI wieku sygnalizował, że w systemie finansowym rośnie ryzyko krachu. Inwestorzy coraz bardziej polaryzowali swe stanowiska, aż jesienią 2008 roku doszło do załamania, które jednak nie zmniejszyło zagrożenia dla systemu.

Druga połowa ubiegłego roku (a tak na prawdę ostatnie trzy miesiące) przyniosły załamanie rynku, który do tej pory rozwijał się nadzwyczaj dynamicznie. Od początku 2000 roku do lipca 2008 wartość nominalna derywatów na rynku pozagiełdowym wzrosła przeszło siedmiokrotnie, by w następnych sześciu miesiącach spaść o 13,4%. Niemniej jednak wciąż mówimy o kwotach trudnych do objęcia wyobraźnią – według Banku Rozrachunków Międzynarodowych (swoisty bank banków centralnych) w grudniu wartość pozagiełdowych instrumentów pochodnych opiewała na 591,96 biliona dolarów (jeden bilion to 1.000 miliardów). Kwota ta stanowi równowartość 9,5-krotności globalnego PKB.

Wartość nominalna pozagiełdowych instrumentów pochodnych w latach 2000-08. Dane w miliardach dolarów.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Bank for International Settlements.

Struktura pozagiełdowego rynku instrumentów pochodnych.
Stan na koniec grudnia 2008 roku.


Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Bank for International Settlements.


Jesienne zamykanie pozycji na rynkach OTC było częścią ogólnoświatowego procesu zwanego „delewarowaniem”. Banki, fundusze, inwestorzy w pośpiechu sprzedawali aktywa finansowe, chcąc spłacić pożyczki zaciągnięte pod te inwestycje. Im niższe były ceny, tym więcej trzeba było upłynnić wirtualnych aktywów. Im większa była podaż, tym niżej spadały ceny. W ten sposób pozagiełdowy rynek derywatów w znacznym stopniu przyczynił się do zwiększenia zmienności na rynkach bazowych (np. na giełdach akcji). Proces delewarowania najbardziej widoczny był w kontraktach towarowych oraz akcyjnych i indeksowych. Wartość nominalna otwartych pozycji w powyższych segmentach spadła odpowiednio o 66,5% i 36,2%.

Ale uczestnicy rynku pozbywali się także innych klas instrumentów. Upadek banku inwestycyjnego Lehman Brothers uświadomił wielu dealerom, jakie rzeczywiste ryzyko kryje się za krótkimi pozycjami w derywatach kredytowych. Wartość nominalna osławionych CDS-ów zmniejszyła się o 27% do 41,9 biliona dolarów. O 21%, do niespełna 50 bln $, zmalało zaangażowanie w derywaty walutowe. Los najbardziej łaskawie obszedł się z największym segmentem rynku OTC, czyli pochodnymi na stopę procentową (ponad 70% udziału), który odnotował spadek o 8,6%. Rosnące znaczenie tej ostatniej grupy instrumentów (czyli przede wszystkim swapów na stopę procentową) może wskazywać na coraz większą niepewność dotyczącą przyszłej ceny pieniądza. Do zwiększonej zmienności stóp procentowych pośrednio przyczyniają się same banki centralne, które obecnie prowadzą skrajnie ekspansywną politykę monetarną. Zapewne już za kilka kwartałów będą zmuszone ją gwałtownie zaostrzyć, by ograniczyć wywołany przez siebie wzrost cen w gospodarce.

Jednakże redukcja wartości nominalnych kontraktów nie przełożyła się na zmniejszenie globalnej ekspozycji na ryzyko. Stało się wręcz przeciwnie. Spadek cen wielu aktywów (ropa naftowa, giełdowe indeksy), ogromna zmienność na rynku walutowym oraz skokowy spadek wiarygodności kredytowej wielu państw i korporacji przełożyły się na wzrost wskaźnika zwanego przez BIS wartością rynkową brutto (gros market value) powyższych instrumentów. Oznacza to, że łączna suma zysków i strat, a więc globalna ekspozycja na ryzyko, jeszcze się zwiększyła. Pod koniec czerwca wskaźnik ten wynosił 20,35 bln dolarów i do końca roku wzrósł do 33,9 bln $. Czyli podmioty zajmujący niewłaściwe (czytaj: stratne) pozycje musiały wysupłać astronomiczną kwotę 13,55 biliona dolarów na uzupełnienie depozytów zabezpieczających. Być może to właśnie tą dziurę w „płynności” w październiku i listopadzie próbowały zasypać banki centralne pompując w system finansowy biliony dolarów i euro.

Przy czym kwota ta rozłożyła się nierównomiernie pomiędzy różne klasy instrumentów. W ujęciu bezwzględnym najmocniej wzrosło ryzyko w największym sektorze (pochodne na stopy procentowe), gdzie wartość rynkowa brutto wzrosła o połowę do 18,4 bln $. Za to po stronie kontraktów surowcowych i kapitałowych wskaźnik ten spadł o przeszło 50%. Najmocniej, bo aż o 77%, wzrosło ryzyko w segmencie derywatów kredytowych.

Dane Banku Rozrachunków Międzynarodowych wzmacniają tezę, że zupełnie nieprzejrzysty i niekontrolowany pozagiełdowy rynek instrumentów pochodnych zwiększa zmienność na pozostałych rynkach finansowych. O ile w XX wieku ropa naftowa na początku recesji w USA taniała średnio o połowę, to w 2008 roku skala przeceny wyniosła 78%. Statystyki BIS tłumaczą też zadziwiającą przecenę złota, jaka miała miejsce w październiku. Gracze z rynku OTC po prostu hurtowo zamykali otwarte pozycje, nie patrząc czy podejmowane działania mają jakąkolwiek podstawę fundamentalną. Na koniec grudnia w obrocie wciąż były pozagiełdowe kontrakty na złoto opiewające na łączną kwotę 395 mld dolarów. Przy obecnych cenach (950$ za uncję) za te pieniądze można by kupić równowartość 5,5 roku światowego wydobycia.

Nieprzewidywalność i brak nadzoru nad tak dużym rynkiem nie spodobał się też amerykańskim władzom. Już od kilku miesięcy trwają intensywne prace nad utworzeniem centralnej izby rozliczeniowej dla rynku CDS-ów, w które zaangażowane są największe instytucje finansowe handlujące tymi instrumentami, przedstawiciele Rezerwy Federalnej oraz giełdy z Chicago i Nowego Jorku. Zwiększone zostaną też obowiązki informacyjne delaerów (będą mieli obowiązek publikowania danych o liczbie i wartości otwartych pozycji). Mówi się też o wprowadzeniu minimalnych (i dużo wyższych niż obecnie) depozytów zabezpieczających. Pozostaje więc pytanie, czy przyszłością obrotu instrumentami pochodnymi staną się sprawnie funkcjonujące od przeszło stu lat rynki giełdowe, czy też poufność oraz elastyczność rynku OTC zatriumfuje nad standaryzacją i regulacjami nowojorskich i londyńskich parkietów.

Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Czołowy fundusz akcji polskich zarabia na wzroście PKB. Oto jego najważniejsze inwestycje
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (9)

dodaj komentarz
~pragamaster
gdzie mogę znaleźć dane na temat głównych centrów obrotu instrumentami pochodnymi oraz statystyk dotyczących obrotu na tych giełdach, za wszelkie info dzięki pragamaster@interia.pl
~asdasd
do Grzesia - nie będę się rozpisywał. $ stoi na krawędzi, amerukańce muszą coś zrobić z tym fantem. Nic nie produkują, i nic nie mają tak naprawdę. Jedynym wyjściem dla nich będzie rozpętanie wojny i to światowej - i tego się najbardziej obawiam . No właśnie choćby ten art
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Rosja-juz-nie-chce-wiecej-
do Grzesia - nie będę się rozpisywał. $ stoi na krawędzi, amerukańce muszą coś zrobić z tym fantem. Nic nie produkują, i nic nie mają tak naprawdę. Jedynym wyjściem dla nich będzie rozpętanie wojny i to światowej - i tego się najbardziej obawiam . No właśnie choćby ten art
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Rosja-juz-nie-chce-wiecej-amerykanskich-dolarow-1968464.html
pozdr
~tonie $
nie na reke bo jeszcze wyjdzie na to ze Chinole pracowali przez ostatnie 5 czy 10 lat za pol darmo jezeli USD padnie :), Ruscy tak samo ( mozna to porownac do osob pracujacych rok czy dwa temu w Islandii ktorzy zapomnieli sie przewalutowac w odpowiednim czasie i wyszlo po dewaluacji ze pracowali za stawki dla obcokrajowcow i jeszcze nie na reke bo jeszcze wyjdzie na to ze Chinole pracowali przez ostatnie 5 czy 10 lat za pol darmo jezeli USD padnie :), Ruscy tak samo ( mozna to porownac do osob pracujacych rok czy dwa temu w Islandii ktorzy zapomnieli sie przewalutowac w odpowiednim czasie i wyszlo po dewaluacji ze pracowali za stawki dla obcokrajowcow i jeszcze ich jebneli na dewaluacji czyli grzali godziny za frajer

ale z drugiej na reke bo szybciej utonie USA jak padnie USD bo zje ich inflacja
gadajcie co chcecie ale najgorzej sie walczy z deflacja i wymykajaca sie spod kontroli inflacja
ja juz moim kolegom mowilem ze USA zgubia wojny i inflacja ( to stwierdzenie z 2006 roku)
juz pora na nich, zobaczymy jak sobie potrafia radzic w skrajnej biedzie
te ich domy jak z zapalek to wartosc maja ale tylko na papierze bo w rzeczywistoci to 30% ceny mozna zaplacic
~re odpowiada ~tonie $
dolar to śmieć
~wkkw odpowiada ~re
jeszcze chwila i ktoś tu piardnie, ze wojna jest higieniczna i oczyszczająca. Włóżcie sobie czarne koszule i do piaskownicy
~Grzesiek
Mowcie co chcecie ale problemem jest gównie Forex oraz powszechny dostep do niego. Gdyby wyłącznie banki centralne mogły tam handlowac problemu by nie było a teraz mamy mnóstwo funduszy spekulacyjnych, mase platform dla indywiduanych graczy itp. I dlatego takze własnie najwiecej pochodnych opartych o te wirtualne biliony jest tam.Mowcie co chcecie ale problemem jest gównie Forex oraz powszechny dostep do niego. Gdyby wyłącznie banki centralne mogły tam handlowac problemu by nie było a teraz mamy mnóstwo funduszy spekulacyjnych, mase platform dla indywiduanych graczy itp. I dlatego takze własnie najwiecej pochodnych opartych o te wirtualne biliony jest tam.

Wyobrazmy sobie ze w kazdym jednym panstwie rozwinietym jest iles tam platform i na kazdej z tych platform dzien w dzien jacys analitycy kresą jakies strategie jednego dnia na wzrost drugiego na spadek bo tak sugeruje AT(astrologia?) itd itd itd. oczywiscie na lewarze razy 50-100.
Fundusze spekulacyjne majace ogormne zasoby kaitałowe to wiedzą wiec wchodza do gry w celu oskubania tej drobnicy oczywiscie takze na lewarze, nakrecają wzrost lub spadek zupełnie nie zawracajac sobie uwagi tym jaka jest sytuacja w realnej gospodarce.
Gdy drobcnia za namową analityków i AT sie wciągnie w zabawe grube ryby zwijają manatki i na rynku zostaje sama drobnica ktora jak wiemy potrafi doprowadzic w panice do krachu bo niestety nie ma nic gorszego na rynku niz wyłaćznie drobni gracze/inwestorzy.
Mamy wiec krach! Za krachem nagle okazuje sie ze jakas waluta albo drożeje do absurdalnych poziomów i zabija gospodarke(UE) albo tanieje i doprowadza do absurdalnego zubozenia innej gospodarki oraz jej mieszkanców (USA).

Efekty tego wszystkiego sa takie ze tak naprawde nie wiadomo co sie stanie z realną gospodarką swiatowa a szczegolnie Japonią oraz stara UE jesli dolar sie zapadnie a USA przestanie konsumowac (efekt domina ), na popyt wewnetrzny w poszczegolnych panstwach nie ma co liczyc bo wiele razy probowano i nic z tego nie wyszło.
Nie wiadomo takze co sie stanie z rynkami akcji gdy dolar sie zapadnie a amerykanie zubożeją, wiekszośc kapitału i inwestorów na swiatowych rynkach akcji wywodzi sie z USA( Chinskie pare bilionów napewno nie wystarczy a do tego jesli chiny zaczną sie wycofywac z USA to na 100% stracą głowny swoj rynek).

Tak wiec jedyynym rozwiazaniem ktore moze nas uratowac jest globalny handel walutowy czy jak kto woli FOREX dostępny wyłacznie dla Banków Centralnych


~levar
zgadza się, gówno przewidział. jeszcze w połowie 2007 upychano bezwartościowe subprimy na potęge, SP500 macał 1600 pkt a na wszystkich kontynentach panoszyły się bąble spekulacyjne. po takiej hiperboli delewarowanie (bolesne!!!) było kwestią czasu i to się wlasnie dzieje, a po kilku kwartałach względnej stabilizacji powtórka z płaczu.
~Rolex
Nic nie przewidział. Działania w 3,4 kwartale 2008 to już są działania w trakcie kryzysu - który zaczął się pod koniec 2007 - wtedy bankrutował Northern Rock, padały CDSy na hipotekach itd.
arci_
zaraz przewidział, obecny kryzys jest kontynuacją kryzysu, który zaczął się w 2000r

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki