Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 24.05.2022 r.

2022-05-25 07:32
publikacja
2022-05-25 07:32
Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 24.05.2022 r.
Rosja zaatakowała Ukrainę. Relacja z 24.05.2022 r.
fot. Nikolai Trishin / / TASS

Wtorek, 24 maja, jest dziewięćdziesiątym dniem inwazji Rosji na Ukrainę. 

» Relacja z 23.05.2022 r. 

SBU: rosyjska 58. armia została niemal całkowicie rozbita

Rosyjska 58. armia, należąca do Południowego Okręgu Wojskowego, została niemal całkowicie rozbita przez siły ukraińskie; w niektórych kompaniach nie przeżyła ani jedna osoba - relacjonował rosyjski żołnierz w rozmowie przechwyconej przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) i opublikowanej we wtorek na Telegramie.

"Z 58. armii, uchodzącej za najcięższą (najlepiej uzbrojoną - PAP) w Południowym Okręgu Wojskowym, nie zostało dosłownie nic. W kompanii Walery Bakina nikt nie przeżył. Nikt! Wszystkich po prostu pozabijali, całą kompanię. Są też u nas (w 58. armii - PAP) kompanie, w których pozostało trzech lub czterech żywych ludzi" - relacjonował rosyjski wojskowy podczas rozmowy z żoną.

Jak podkreśliła SBU, w 2018 roku 58. armia została wyposażona w najnowsze dostępne w Rosji uzbrojenie i sprzęt wojskowy.

We wtorek w godzinach porannych ukraiński sztab generalny poinformował, że wojska najeźdźcy straciły już podczas inwazji (rozpoczętej 24 lutego - PAP) 29 350 żołnierzy, a także m.in. 1302 czołgi i 205 samolotów.

58. armia ogólnowojskowa została utworzona w 1941 roku, podczas II wojny światowej. Formacja, stacjonująca na co dzień we Władykaukazie w Osetii Północnej, brała też udział m.in. w pierwszej i drugiej wojnie czeczeńskiej, a także agresji Rosji na Gruzję w 2008 roku. 

Henry Kissinger: Ukraina powinna zgodzić się na oddanie części swojego terytorium

Henry Kissinger uważa, że Ukraina powinna zgodzić się na oddanie części swojego terytorium, aby osiągnąć porozumienie pokojowe z Rosją i natychmiast zakończyć trwającą od trzech miesięcy wojnę. Pisze o tym amerykański „Newsweek”, relacjonując wypowiedź byłego sekretarza stanu USA w Davos.

98-letni amerykański polityk przemawiał w poniedziałek online na trwającym tam Światowym Forum Ekonomicznym. Jego zdaniem w dłuższej perspektywie brak negocjacji z Rosją i dalsze antagonizowanie Moskwy może mieć katastrofalne skutki dla stabilności Europy.

Do wypowiedzi Kissingera nawiązuje też brytyjski „Telegraph”. Podkreśla, że wezwał on Zachód do zaprzestania prób zadawania miażdżącej klęski siłom rosyjskim na Ukrainie. W jego opinii byłoby fatalne dla Zachodu, gdyby dał się ponieść nastrojowi chwili i zapomniał o właściwym miejscu Rosji w europejskim układzie sił.

"Negocjacje muszą się rozpocząć w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, zanim doprowadzą do wstrząsów i napięć, których nie będzie łatwo przezwyciężyć. Idealną linią podziału powinien być powrót do status quo ante. Wykraczając poza ten punkt, wojna nie będzie dotyczyła wolności Ukrainy, lecz nowej wojny przeciwko samej Rosji" – przekonywał sekretarz stanu i doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego w kadencji prezydentów Richarda Nixona i Geralda Forda.

Jak zaznaczył Rosja była istotną częścią Europy przez 400 lat i gwarantowała europejską równowagę sił w krytycznych momentach. Przywódcy europejscy - dowodził - nie powinni tracić z oczu tej długoterminowej relacji, ani ryzykować popychania Rosji do stałego sojuszu z Chinami.

"Mam nadzieję, że Ukraińcy połączą bohaterstwo, które okazali, z mądrością" – zauważył oceniając, że właściwą rolą dla tego kraju jest pełnienie roli neutralnego państwa buforowego, a nie granicy Europy.

Prezydent Wołodymyr Zełenski zwracając się do uczestników forum na wideo akcentował m.in., że jest "jest to rok, w którym dowiemy się, czy brutalna siła będzie rządzić światem". Jak argumentował Rosja powinna zostać całkowicie wykluczona z cywilizowanego świata i należy wstrzymać wszelką wymianę handlową do czasu wyparcia wojsk rosyjskich z Ukrainy.

Okupacyjne władze Berdiańska twierdzą, że do obiegu weszły tam ruble

W Berdiańsku, okupowanym przez rosyjskie wojska ukraińskim porcie nad Morzem Azowskim, wyznaczone przez nie władze poinformowały o wprowadzeniu do obiegu rubla rosyjskiego - podał we wtorek ukraiński portal Hromadske. Jednocześnie w obiegu ma pozostać ukraińska hrywna.

Hromadske powołuje się na wystąpienie Ołeksandra Saułenki, wyznaczonego w marcu przez Rosjan na p.o. mera Berdiańska. Saułenko powiedział, że "oficjalny kurs hrywny do rubla będzie wynosić 1:2", tj. jedna hrywna będzie równowartością dwóch rubli. Na razie władze okupacyjne nie wyznaczają terminu "ograniczenia obiegu hrywny" - dodał Saułenko.

Wojska rosyjskie zajęły tę część obwodu zaporoskiego, która przylega do Morza Azowskiego, w tym Berdiańsk i Melitopol. Również w Melitopolu, według władz ukraińskich, Rosjanie zamierzali wprowadzić ruble i uruchomić działalność rosyjskiego banku Sbierbank.

W kwietniu Rosja - jak informowała agencja AFP - zapowiadała przejście na ruble w okupowanym obwodzie chersońskim - regionie Ukrainy przylegającym do anektowanego Krymu. 

Sztab Generalny: Rosjanie nasilili ofensywę na Łyman, trwają walki pod Siewierodonieckiem 

W 90. dniu agresji rosyjskiej na Ukrainę Sztab Generalny ukraińskiej armii informuje we wtorek o nasileniu ofensywy rosyjskiej w kierunku miasta Łyman (obwód doniecki). Rosjanie nacierają też w kierunku Siewierodoniecka (obwód ługański), trwają tam walki.

"Wróg aktywizował prowadzenie działań bojowych na kierunku Łymanu. Prowadzi ofensywę na Łyman przy wsparciu artylerii i lotnictwa. (...) Przy wsparciu ognia artylerii prowadzi ofensywę w kierunku Siewierodoniecka. Trwają działania bojowe" - głosi wieczorny komunikat Sztabu.

Według danych Sztabu Generalnego wojska rosyjskie przeprowadziły bombowe ataki lotnicze na obiekty infrastruktury cywilnej w Kramatorsku, Łymanie i Słowiańsku.

Łyman, znajduje się w północnej części obwodu donieckiego, nieopodal ważnych ośrodków - Słowiańska i Kramatorska. Siewierodonieck jest centrum administracyjnym tej części obwodu ługańskiego, która od 2014 roku pozostawała pod kontrolą Ukrainy, a nie tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej, powołanej przez prorosyjskich separatystów.(

"Bild": Putin przeżył próbę zamachu w marcu

W marcu miała miejsce „całkowicie nieudana próba zamachu na tyrana z Kremla, Władimira Putina” – informuje we wtorek portal dziennika ”Bild”, powołując się na informacje ukraińskiego wywiadu wojskowego.

Jak zauważa „Bild”, rosyjski przywódca „od miesięcy sprowadza na Ukrainę śmierć i cierpienie, grozi całemu światu, i najwyraźniej przy tym żyje w ciągłym strachu o własne życie”. Jest ku temu powód: według doniesień mediów, 69-letni Putin przeżył już pięć prób zamachu, z których ostatni miał miejsce w marcu, krótko po inwazji Rosji na Ukrainę.

„Bild” powołuje się na słowa szefa wywiadu wojskowego Ukrainy Kyryło Budanowa, który w wywiadzie dla ukraińskiej gazety „Prawda” potwierdził: „Putin został zaatakowany. Próba była absolutnie nieudana, ale rzeczywiście miała miejsce. To było jakieś dwa miesiące temu”. Inne szczegóły dotyczące okoliczności tego zamachu (miejsce, sposób ataku) pozostały nieujawnione.

Jak donoszą brytyjskie dzienniki „The Telegraph” i „The Sun”, i tak już ostrożny Putin po nieudanym ataku jeszcze bardziej zadbał o swoje bezpieczeństwo, między innymi towarzyszą mu snajperzy. „Poza nielicznymi wystąpieniami publicznymi, Putin ukrywa się w odosobnionym bunkrze” – pisze „Bild”.

Aby wyeliminować niebezpieczeństwo zatrucia, Putin podobno przed spożyciem posiłku poddaje swoje jedzenie testom przez degustatorów. Aby chronić się przed truciznami kontaktowymi, nosi specjalne rękawiczki. „Nic dziwnego, Putin sam najlepiej zna swoją broń: przeciwnicy polityczni, tacy jak krytyk Kremla Aleksiej Nawalny, uwięziony obecnie w obozie, ledwo uniknął śmierci w wyniku ataku trucizną na zlecenie Kremla. Nawalny, który miał styczność z neurotoksyną Nowiczok w sierpniu 2020 roku, przez kilka tygodni po ataku musiał dochodzić do zdrowia w berlińskiej klinice Charité” – przypomina „Bild”.

Jak informuje dziennik, najnowszy zamach na Putina miał być już piątą próbą jego zabicia. Wcześniejsze próby wyeliminowania Putina miały miejsce jeszcze na długo przed wojną ukraińską, m.in. w 2002 roku podczas wizyty Putina w Azerbejdżanie.

„Oprócz przeciwników, którzy próbują go zabić, Putin najwyraźniej zmaga się również z własnym zdrowiem. Jego dokumentacja medyczna jest utrzymywana w tajemnicy” – dodaje „Bild”. Zespół rosyjskich dziennikarzy śledczych „Projekt” ujawnił niedawno „długą listę chorób i urazów, z których niektóre są poważne”, z którymi ma zmagać się rosyjski przywódca.

„Zespół lekarzy obecny jest u jego boku przez całą dobę” – dodaje „Bild” i przypomina, że kilka publicznych wystąpień Putina, które miały miejsce od początku wojny w Ukrainie, mocno „podsyciło spekulacje na temat stanu jego zdrowia”, które „dramatycznie się pogorszyło”.

Prokuratura: skazany na dożywocie żołnierz rosyjski może być wymieniony 

Prokurator generalna Ukrainy Iryna Wenediktowa powiedziała we wtorek, że dopuszcza możliwość wymiany rosyjskiego żołnierza Wadima Szyszymarina, skazanego na dożywotnie więzienie za zabicie ukraińskiego cywila, bowiem "technicznie" taka wymiana jest możliwa.

"Człowiek może zostać wymieniony po wyroku sądowym. Technicznie jest to możliwe" - powiedziała prokurator, cytowana przez portal Ukrainska Prawda.

Zastrzegła, że nie chce wdawać się w kwestię takiej wymiany, bo jest to sfera polityki i dyplomacji. Zapewniła, że Ukraina będzie "poruszać się na płaszczyźnie prawnej, zgodnie ze standardami międzynarodowego prawa humanitarnego".

Sąd w Kijowie skazał w poniedziałek 21-letniego żołnierza na karę dożywotniego więzienia uznając, że dopuścił się umyślnego zabójstwa. Odrzucił argument obrony, że Szyszymarin wykonywał rozkaz. Wcześniej adwokat Szyszymarina mówił, że żaden przedstawiciel władz rosyjskich nie kontaktował się z nim w sprawie żołnierza.

"Nowaja Gazieta Europa": matki marynarzy z Moskwy muszą potwierdzać, że ich dzieci zginęły w katastrofie

Matki marynarzy z Rosji, poległych w połowie kwietnia na krążowniku Moskwa, są zmuszane do "dobrowolnego" podpisywania dokumentów, potwierdzających śmierć ich dzieci w wyniku "katastrofy" - poinformowało w poniedziałek niezależne rosyjskie wydawnictwo "Nowaja Gazieta Europa" ("NGE").

Jak podkreśliły rozmówczynie "NGE", dowództwo marynarki wojennej długo przekazywało im sprzeczne doniesienia na temat losu synów, unikając jednoznacznego potwierdzenia, co naprawdę wydarzyło się na okręcie.

"Później dostałam zawiadomienie z komendantury wojskowej, w którym stwierdzono, że +syn zaginął w wyniku katastrofy+. Następnie przysłali gotowe oświadczenie, napisane za mnie. Miałabym przyznać, że ciała mojego syna nie odnaleziono z powodu katastrofy. Zapraszali do podpisania tego oświadczenia i mówili, że są świadkowie, którzy widzieli tego dnia syna na pokładzie krążownika, ale nikt nie zauważył, gdzie zniknął. (...) Powiedziałam, że niczego nie podpiszę" - relacjonowała matka marynarza.

"Cała załoga krążownika opierała się na wojskowych z poboru" - dodała matka innego z marynarzy, zaprzeczając oficjalnej wersji Kremla. Rosyjskie władze utrzymują, że zdecydowaną większość żołnierzy uczestniczących w inwazji na Ukrainę stanowią zawodowi wojskowi.

Moskwa była flagowym okrętem Floty Czarnomorskiej i jednym z najważniejszych okrętów wojennych Rosji. Jak poinformowało 14 kwietnia wieczorem ministerstwo obrony Rosji, jednostka zatonęła podczas holowania w warunkach sztormu. Wcześniej armia ukraińska podała, że okręt został trafiony dwiema rakietami manewrującymi Neptun. Wersję tę potwierdziły Stany Zjednoczone.

Według strony rosyjskiej na krążowniku zginął zaledwie jeden żołnierz, a 27 innych uznano za zaginionych. Faktyczna liczba poległych była prawdopodobnie znacznie wyższa. W ocenie rosyjskiego opozycjonisty Ilji Ponomariowa potwierdzono informacje o uratowaniu tylko 58 osób spośród 510-osobowego personelu okrętu.

Pod koniec marca, ponad miesiąc po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, "Nowaja Gazieta" otrzymała ostrzeżenia od państwowego regulatora mediów Roskomnadzoru, a następnie zawiesiła działalność w wersji papierowej oraz w Internecie do czasu zakończenia "rosyjskiej operacji specjalnej na Ukrainie" (propagandowe określenie agresji na sąsiedni kraj - PAP). Kilka tygodni wcześniej redakcja "Nowej Gaziety" usunęła materiały dotyczące wojny w związku z wprowadzonym w Rosji restrykcyjnym prawem medialnym. Podawanie prawdziwych informacji o przebiegu konfliktu jest zagrożone w tym państwie karą nawet kilkunastu lat pozbawienia wolności.

6 kwietnia w stolicy Łotwy - Rydze, zainaugurowano działalność zagranicznego wydawnictwa "Nowej Gaziety", ukazującego się pod nazwą "Nowaja Gazieta Europa".

W 2021 roku redaktor naczelny "Nowej Gaziety" Dmitrij Muratow został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla za działalność dziennikarską.

BBC: rosyjski pilot w randze generała rezerwy zginął nad Ukrainą 

Nad Ukrainą zginął rosyjski generał major rezerwy Kanamat Botaszew, którego samolot zestrzeliły w niedzielę ukraińskie siły obrony przeciwlotniczej - podał we wtorek portal BBC News. To najwyższy rangą pilot wojskowy, który zginął na wojnie z Ukrainą.

BBC zastrzega, że nie uzyskała dotąd potwierdzenia śmierci Botaszewa od ministerstwa obrony Rosji. Jednak informację o śmierci wojskowego potwierdziło trzech jego dawnych podwładnych, którzy utrzymywali z nim kontakty po zakończeniu służby.

Według tych doniesień 63-letni Botaszew zginął w samolocie szturmowym Su-25, zestrzelonym w niedzielę w rejonie Popasnej w obwodzie ługańskim na wschodzie Ukrainy. "Udział w walkach oficera tak wysokiej rangi może świadczyć o tym, na ile trudne zadania Moskwa stawia przed pilotami wojskowymi, jak i o braku wysoko wykwalifikowanych specjalistów" - ocenia BBC.

Nie jest jasne, jak 63-letni generał rezerwy znalazł się za sterami samolotu bojowego nad Ukrainą. Jego byli podwładni przypuszczają, że "nie mógł stać z boku".

Według BBC na Ukrainie zginęło dotąd co najmniej dziewięciu rosyjskich wojskowych rezerwy w wieku powyżej 50 lat. "Rosyjskie komendy wojskowe i prywatna firma wojskowa +Wagner+ od początku marca prowadzą aktywną kampanię werbunku ludzi do wysłania na Ukrainę" - wskazuje BBC.

Z informacji pochodzących z otwartych źródeł wynika, że na Ukrainie zginęło dotąd co najmniej 31 rosyjskich pilotów wojskowych, co oznacza dotkliwe straty, a realne dane mogą być wyższe - ocenia BBC.

Gen. Botaszew, pochodzący z Karaczajo-Czerkiesji na Kaukazie Północnym, dowodził pułkiem lotniczym bazy w Woroneżu. Jego karierę w armii zrujnował incydent z 2012 roku, gdy rozbił myśliwiec Su-27. Niezależna "Nowaja Gazieta" podała wówczas, że generał poprosił kolegę, by pozwolił mu pilotować tę maszynę. Za sterami Botaszew nie poradził sobie z wykonaniem figury akrobacji lotniczej. W trakcie procesu okazało się, że rok wcześniej Botaszew pilotował inną maszynę, do której nie miał uprawnień - samolot myśliwsko-bombowy Su-34.

Doradca mera: Rosjanie utworzyli 11 punktów filtracyjnych dla mieszkańców Mariupola 

Rosyjskie punkty filtracyjne dla mieszkańców Mariupola działają w 11 miejscowościach w obwodzie donieckim – wynika z listy tych punktów opublikowanej przed doradcę mera Mariupola, Petra Andriuszczenkę. "Filtracja" to szczegółowa kontrola ukraińskich cywilów.

W Doniecku, który od 2014 roku jest pod kontrolą prorosyjskich separatystów, punkt filtracyjny utworzono przy ul. Aksakowa 56. Oficjalnie, jak podał Andriuszczenko, jest to komisariat dzielnicowy policji.

Pod szyldem dzielnicowych komisariatów działają również punkty filtracyjne w Dokuczajewsku, Starobieszewie, Manhuszu, mieście Nikolske i w Nowoazowsku - wylicza doradca mera w wiadomości opublikowanej na Telegramie (https://t.me/andriyshTime/1054).

W Amwrosijewce działa obóz filtracyjny o nazwie Uspenka. Podobny obóz funkcjonuje w Bezimennem. W wsi Buhas punkt filtracyjny utworzono w budynku miejscowej administracji podlegającej Rosjanom.

Kolejny punkt filtracyjny działa na trasie Odessa-Melitopol-Nowoazowsk, na 619. kilometrze trasy, jest to posterunek filtracyjny "Manhusz" - relacjonuje Andriuszczenko.

Na 11. kilometrze autostrady Sniżne-Marinowka działa posterunek filtracyjny "Stepaniwka" - dodaje doradca mera

W tych 11 miejscach "filtrację" przechodzą mieszkańcy Mariupola i rejonu (odpowiednik powiatu) mariupolskiego.

"Filtracja" to szczegółowe kontrole, które mają na celu wykrycie, czy dana osoba popiera władze ukraińskie lub ma związki z formacjami militarnymi Ukrainy. Jak informowała rzecznik praw człowieka Ukrainy Ludmyła Denisowa, osoby podlegające filtracji są przesłuchiwane, dokładnie badane, przetrzymywane w nieludzkich warunkach, poniżane i torturowane.

W przypadku uznania za "nieprawomyślną" osoba, która nie przeszła filtracji jest zatrzymywana. Agencja Ukrinform podaje, że zatrzymani trafiają do więzienia w Doniecku bądź kolonii karnej w Ołeniwce. Podczas ewakuacji z Mariupola przesłuchiwane były w trakcie "filtracji" nawet dzieci - podaje Ukrinform.

Mer Lwowa: zbudujemy jedno z największych centrów rehabilitacyjnych w Europie 

Planujemy zbudować we Lwowie jedno z największych centrów rehabilitacyjnych w Europie; odpowiemy na potrzeby tysięcy naszych obywateli potrzebujących wsparcia psychologicznego i socjalnego, a także m.in. nowoczesnych protez czy implantów - ogłosił we wtorek mer miasta Andrij Sadowy.

"Już rozpoczęliśmy prace w celu utworzenia takiej instytucji. (...) Wcześniej, 10 czerwca, zorganizujemy dużą konferencję z udziałem donatorów, podczas której przedyskutujemy plany budowy centrum rehabilitacyjnego. Realizujemy ten projekt wspólnie z ministerstwem zdrowia. Zapraszamy do udziału wszystkie osoby, które nie są obojętne (na los poszkodowanych w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę)" - oświadczył Sadowy, cytowany przez agencję Interfax-Ukraina.

Jak przekazał mer, nowa placówka będzie nosiła nazwę "Niezłomny". Polityk poinformował również, że ponad tysiąc rannych obywateli Ukrainy przechodzi obecnie leczenie we lwowskich szpitalach.

6 maja we Lwowie otwarto drugie miasteczko kontenerowe dla ukraińskich uchodźców wojennych. Ośrodek, który powstał dzięki wsparciu polskiego rządu, może pomieścić 320 osób. Dwa tygodnie wcześniej premier Mateusz Morawiecki zainaugurował działalność pierwszego tego rodzaju ośrodka, zbudowanego w lwowskim Parku Stryjskim, a w najbliższym czasie władze miasta planują otworzyć jeszcze jedną podobną placówkę. Łącznie miasteczka we Lwowie mają przyjąć około tysiąca osób.

Władze: około połowa mieszkańców opuściła obwód chersoński

Rosyjscy okupanci od 10 dni nie pozwalają mieszkańcom obwodu chersońskiego na południu Ukrainy wyjeżdżać na tereny kontrolowane przez rząd w Kijowie; ma to związek z faktem, że około połowa ludności Chersońszczyzny już opuściła ten region - poinformował we wtorek szef władz obwodowych Hennadij Łahuta.

"Połowa mieszkańców wyjechała, ponieważ nie chcieli żyć w realiach okupacji ani wspólnie z okupantami. Uciekli najszybciej, jak mogli, porzuciwszy swoje domy czy przedsiębiorstwa. Zostawili za sobą wszystko" - podkreślił Łahuta, cytowany przez gazetę internetową Ukrainska Prawda.

Jak podkreślił szef regionalnych władz, rosyjskie władze okupacyjne nie zgadzają się od pewnego czasu na ewakuację z obwodu chersońskiego, ponieważ obawiają się, że "nie będą miały z kim pracować".

Liczący przed wojną ponad 280 tys. mieszkańców Chersoń to jedyna stolica obwodu, która została dotychczas zajęta przez siły najeźdźcy.

10 kwietnia sztab generalny ukraińskiej armii przekazał doniesienia, że w obwodzie chersońskim Rosjanie jakoby drukują materiały agitacyjne, by przeprowadzić tzw. referendum w sprawie utworzenia "Chersońskiej Republiki Ludowej". W kolejnych dniach władze w Kijowie i ukraińskie źródła wojskowe informowały, że "głosowanie" w tym regionie mogłoby dojść do skutku pod koniec kwietnia lub na początku maja. 9 maja wiceminister obrony Ukrainy Hanna Malar oświadczyła, że tzw. referendum nie odbyło się dotychczas ze względu na skuteczne działania ukraińskiej armii i służb specjalnych.

Jak przekazała 20 maja ukraińska gazeta internetowa Kyiv Independent, samozwańczy gubernator obwodu chersońskiego Wołodymyr Saldo ogłosił podczas spotkania z rosyjskimi kolaborantami, że "Chersoń wkrótce stanie się częścią Rosji". 

Lokalne władze: siły rosyjskie przejęły kontrolę nad miastem Switłodarsk w obwodzie donieckim

We wtorek rano rosyjskie siły zajęły miasto Switłodarsk w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy - poinformował na antenie rozgłośni Wilne Radio szef switłodarskiej administracji wojskowej Serhij Hoszko. W ocenie agencji UNIAN ukraińskie oddziały wycofały się ze Switłodarska na "pozycje bardziej sprzyjające działaniom obronnym".

"Najeźdźcy właśnie wywieszają swoją flagę na budynku, w którym znajduje się siedziba rady miasta. Po ulicach chodzą uzbrojeni ludzie i sprawdzają dokumenty mieszkańców. Nie widać jednak dużej liczby żołnierzy wroga, są to raczej pięcioosobowe grupy" - relacjonował Hoszko (https://tinyurl.com/mrftsds6).

Switłodarsk to 11-tysięczne miasteczko w rejonie (powiecie) bachmuckim obwodu donieckiego, położone kilka kilometrów od linii rozgraniczenia z samozwańczą, kontrolowaną przez Moskwę, Doniecką Republiką Ludową.

Miejscem najbardziej intensywnych działań bojowych w regionie donieckim jest obecnie miasto Łyman, znajdujące się w północnej części obwodu, nieopodal ważnych ośrodków Słowiańsk i Kramatorsk. "W Łymanie panują teraz bardzo trudne warunki, trwają intensywne ostrzały zarówno w południowej, jak i północnej części miasta. Jest bardzo dużo rannych miejscowych cywilnych mieszkańców, są też zabici. Wiele budynków zostało zniszczonych" - poinformował we wtorek mer tej miejscowości Ołeksandr Żurawliow. 

Świadek okupacji Buczy i Borodzianki: wszystko wokół huczało i płonęło. Śnieg był czarny od popiołu i sadzy

Wokół trwały zaciekłe walki, a my znaleźliśmy się w samym środku. Było jak w piekle, wszystko wokół huczało i płonęło. Niebo było pełne samolotów i helikopterów. Bombardowali Borodziankę, Buczę, Makarów - mówił w rozmowie z PAP.PL Wołodymyr Gornowski, który przez 40 dni okupacji podkijowskich miejscowości przebywał we wsi Klawdjewo położonej między Buczą a Borodzianką.

PAP.PL: Kiedy wybuchła wojna był pan w Kijowie. Kilka dni później wyjechaliście z rodziną na działkę w okolice Buczy.

Wołodymyr Gornowski: Spodziewaliśmy się, że Rosjanie zaatakują, ale byliśmy pewni, że nie pójdą dalej niż Donieck i Ługańsk. Mieliśmy nadzieję, że to nie potrwa dłużej niż parę tygodni. Kiedy zaczął się atak rakietowy na Kijów, zdałem sobie sprawę, że się pomyliłem. Właśnie dlatego przenieśliśmy się na działkę do Klawdijewa. Myśleliśmy, że będzie tam bezpieczniej. Ludzie uciekali w tamte okolice z Kijowa, bo bali się bombardowań. Wyjechało tam wiele młodych par z dziećmi, jak i osób starszych. Potem stało się jasne, że wszędzie wokół toczą się walki i nie ma drogi powrotnej. Przez czterdzieści dni okupacji byliśmy w "szarej strefie".

PAP.PL: W podkijowskich miasteczkach Rosjanie torturowali i mordowali cywilów. W Buczy zwłoki leżały na ulicach. Trafiliście do piekła.

W.G.: Nasza działka położona jest na drodze z Buczy do Borodzianki. Tydzień po naszym przyjeździe wkroczyli Rosjanie. Kiedy zaczęło robić się niebezpiecznie, moja rodzina wyjechała do Szwajcarii. Zostałem z siostrą i psem. Wokół trwały zaciekłe walki, a my znaleźliśmy się w samym środku. Było jak w piekle, wszystko wokół huczało i płonęło. Niebo było pełne samolotów i helikopterów. Bombardowali Borodziankę, Buczę, Makarów. Widzieliśmy kolumny wroga - ogromną ilość sprzętu wojskowego, setki pojazdów krążących między miastami. Widywaliśmy rosyjskich żołnierzy, ale przez naszą wioskę na szczęście tylko przejeżdżali, nie zatrzymywali się.

PAP.PL: Wiedzieliście, co działo się w tym czasie w Buczy i Borodziance?

W.G.: Toczyły się zacięte walki, trwał ostrzał, więc wiedzieliśmy, że niesie to za sobą potworne zniszczenie i śmierć. Wybuchy nie ustawały, widzieliśmy płomienie i mnóstwo dymu. Śnieg był czarny od popiołu i sadzy. Z drugiej strony nie mieliśmy prądu i byliśmy całkowicie odcięci od informacji. O torturach, egzekucjach i gwałtach dowiedzieliśmy się dopiero po ewakuacji.

PAP.PL: Można powiedzieć, że mieliście mnóstwo szczęścia.

W.G.: Z jednej strony mieliśmy ogromne szczęście, a z drugiej było to bardzo trudne z moralnego i psychologicznego punktu widzenia. Byliśmy bezradni. Otuchy dodawał mi pies – razem spaliśmy, razem jedliśmy. Pomógł mi to przeżyć. Choć sam też to mocno przeżywał, bardzo bał się wybuchów.

PAP.PL: Mieliście wodę? Co jedliście?

W.G.: Wody nie było. Na szczęście sąsiedzi mieli studnię. Z jedzeniem było różnie, ale wszyscy mieszkańcy pomagali sobie jak mogli. W okolicznych wsiach jest dużo gospodarstw, więc jak ktoś ubił świnię, to dzielił się z resztą. Chłopcy rowerami rozwozili za darmo mięso i inne produkty. Ukraińcy w tych trudnych dniach byli zjednoczeni. Był wspólny chleb, wspólne jedzenie, wspólne lekarstwa. Młodsi pomagali starszym w przygotowywaniu posiłków. Wszyscy podtrzymywali się nawzajem na duchu.

PAP.PL: Walki nie ustawały, ale były też naloty. Schodziliście do piwnicy?

W.G.: Pierwsze dni były szczególnie ciężkie. Straciliśmy łączność ze światem, wszystko wokół huczało. Nie mogłem spać. Ale nie było wyjścia, musieliśmy wychodzić po wodę i drewno na opał. Człowiek jest się w stanie przyzwyczaić do wszystkiego. Po jakimś czasie nawet pies przestał się bać. Nie ukrywaliśmy się. Doszedłem do wniosku, że wolę umrzeć szybko, niż konać godzinami pod gruzami gdzieś w piwnicy.

PAP.PL: Jak się wydostaliście z Klawdijewa?

W.G.: 5 kwietnia zostaliśmy ewakuowani po tym, jak nasze wojsko wypędziło okupantów. Do Kijowa jechaliśmy przez Buczę i Hostomel. Wszędzie leżał zniszczony sprzęt wojskowy. Widzieliśmy, jak oba miasta są zrównane z ziemią. Byłem w szoku. Czułem się jak w koszmarze, z którego nie mogłem się obudzić. Kiedy wróciłem do domu, przez kilka nocy nie mogłam spać. A ja naprawdę w życiu dużo widziałem. Jako pilot pracowałem w różnych rejonach świata pogrążonych w konflikcie. Jednak to, co zobaczyłem wtedy, było najbardziej makabryczne. Bucza czy Hostomel w ciągu ostatnich piętnastu lat rozwijały się i stawały się prawdziwymi europejskimi miastami z porządną infrastrukturą, nowoczesnymi domami, centrami handlowymi. Tętniły życiem. Rosjanie zostawili po sobie tylko śmierć i zgliszcza.

PAP.PL: Czy wróci pan tam kiedyś?

W.G.: To trudne pytanie, ale myślę że tak. Kiedy to wszystko się skończy, wrócimy na Ukrainę i razem odbudujemy nasze państwo, jestem o tym przekonany.

PAP.PL: Co by pan dziś powiedział Rosjanom?

W.G.: Kiedyś miałem wśród nich wielu kolegów. Ale w pewnym momencie przestali rozumieć mnie, a ja przestałem rozumieć ich. To dla mnie trudne. Dziś w środku czuję nienawiść i ból. Ale chciałbym im powiedzieć, żeby w końcu stali się ludźmi i zrozumieli, że to co zrobili, to czego się dopuścili, to wielka zbrodnia. I będą musieli za nią odpowiedzieć - zarówno ci, którzy jej dokonali, jak i ci, którzy ją wspierali. Chciałbym, żeby społeczeństwo, które w 90 procentach popiera wojnę, zobaczyło, że tym samym wspiera nieludzkie okrucieństwo.

Wołodymyr Gornowski - mieszkaniec Kijowa, były pilot lotnictwa cywilnego. Podczas trwającej ponad 40 lat kariery pracował między innymi w rejonach konfliktów zbrojnych.(PAP)

Rozmawiały: Daria Al Shehabi, Iryna Hirnyk

Nawalny: Putin to szaleniec, który rozpoczął głupią i zbudowaną na kłamstwach wojnę

Putin to szaleniec, który rozpoczął głupią i zbudowaną na kłamstwach wojnę - powiedział we wtorek lider rosyjskiej opozycji i więzień polityczny Kremla Aleksiej Nawalny.

Zamknięty w kolonii karnej opozycjonista wziął internetowy udział w przesłuchaniu sądowym w Moskwie, podczas którego odrzucono jego apelację dotyczącą 9-rocznego wyroku, który odsiaduje Nawalny.

"Co chcą tym osiągnąć: krótką kontrolę, trwającą wiele pokoleń walkę czy lepszą przyszłość Rosji? Wszyscy odniesiecie historyczną porażkę" - powiedział, cytowany przez brytyjską telewizję Sky News, opozycjonista.

Władze: wojska rosyjskie ostrzelały zakłady Azot w Siewierodoniecku, zginęły 4 osoby

"Dziś rano Rosjanie znów ostrzelali teren przedsiębiorstwa Azot, gdzie jak wiadomo, urządzono kilka schronów przeciwlotniczych. W rezultacie zginęły cztery osoby. Jeszcze jeden mieszkaniec został ciężko ranny w centrum miasta. Szybko przewieziono go do sztabu pomocy humanitarnej i zaczęto ratować, ale rany okazały się śmiertelne" - napisał Hajdaj na komunikatorze Telegram: https://t.me/luhanskaVTSA/2887.

Szef regionu załączył zdjęcie zbombardowanego budynku. Podkreślił, że intensywność ostrzałów rosyjskich wzrasta. "Wróg skierował wszystkie siły na przejęcie Siewierodoniecka i Lisiczańska. Jednak w ciągu trzech miesięcy osiągnął nieznaczne postępy, dlatego nadal ostrzeliwuje miasta, szczególnie miejsca, gdzie gromadzą się ludzie" - napisał Hajdaj.

Szef regionu zapewnił, że Siewierodonieck pozostaje pod kontrolą sił ukraińskich. Utrzymują one obronę, choć jest "bardzo ciężko" - dodał. Według Hajdaja na kierunku ługańskim Rosja mają teraz około 10 tys. wojskowych (25 grup batalionowych, po 500 osób każda) i dużą ilość sprzętu. Walki trwają w miejscowościach na obrzeżach Siewierodoniecka.

Wcześniej szef obwodu ługańskiego informował, że w ostrzeliwanych miastach wciąż pozostają mieszkańcy, chociaż władze wielokrotnie prosiły ich, by ewakuowali się w związku z rosyjską ofensywą. Agencja Ukrinform podała we wtorek, że do niedawna w regionie pozostawało 40 tys. mieszkańców, którzy odmówili ewakuacji.

Władze: wojska rosyjskie ostrzeliwują miasto Łyman; są zabici i ranni

Wojska rosyjskie intensywnie ostrzeliwują miasto Łyman w obwodzie donieckim na wschodzie Ukrainy; jest bardzo dużo rannych mieszkańców, są też zabici - poinformował mer tej miejscowości Ołeksandr Żurawliow, cytowany we wtorek przez Ukrinform.

"W mieście są teraz bardzo trudne warunki, trwają intensywne ostrzały zarówno w południowej, jak i północnej części miasta. Jest bardzo wielu rannych miejscowych cywilnych mieszkańców, są też zabici" - przekazał przedstawiciel władz. Wiele budynków jest zniszczonych.

Żurawliow szacuje, że w mieście pozostaje ok. 7-8 tys. ludzi. Nie ma możliwości ewakuacji z Łymanu w związku z intensywnością ostrzałów. Część mieszkańców chce wyjechać, dlatego kiedy tylko pojawią się odpowiednie warunki, ewakuacja zostanie przeprowadzona - zapowiedział mer.

W mieście od dwóch miesięcy brakuje wody, gazu i prądu.

Dla 82 proc. Ukraińców oddanie terytoriów Rosji jest nie do zaakceptowania

W ankiecie telefonicznej przeprowadzonej w dniach 13-18 maja socjologowie pytali respondentów o opinię na temat ewentualnego oddania Rosji części terytorium, by osiągnąć pokój. 82 proc. odpowiedziało, że żadne ustępstwa terytorialne nie wchodzą w grę, nawet jeśli wojna miałaby potrwać dłużej i zagrozić niepodległości Ukrainy.

10 proc. badanych oceniło, że niektóre tereny można oddać, by doprowadzić do pokoju i zagwarantować niepodległość państwa, a 8 proc. oświadczyło, że trudno na to pytanie odpowiedzieć.

We wszystkich regionach Ukrainy przeciwko ustępstwom terytorialnym była większość badanych. Nawet na wschodzie kraju, gdzie trwają obecnie intensywne walki, 68 proc. respondentów sprzeciwiło się ustępstwom (dopuszcza je 18 proc. badanych), a na południu przeciwnych było 83 proc. (dopuszcza je 9 proc.).

Przeciwko ustępstwom wypowiedziało się też 77 proc. mieszkańców terenów obecnie okupowanych przez Rosję (dopuszcza je 18 proc.). Wśród osób, które uciekły z terenów okupowanych, przeciwnych ustępstwom było 82 proc. badanych (dopuszcza je 5 proc.).

KIIS zwrócił uwagę na komentarz opublikowany niedawno przez amerykański dziennik „New York Times”, w którym redaktorzy gazety sugerowali, że pewne ustępstwa terytorialne wobec Rosji powinny być poczynione, aby nastąpił pokój.

Kilka miesięcy przed rosyjską inwazją kijowski instytut utrzymywał kontakty z mediami na Zachodzie i odnotował wśród nich „głębokie niezrozumienie realiów Ukrainy i Ukraińców”, pomimo szeregu wiarygodnych badań opinii publicznej. To niezrozumienie doprowadziło do błędnych założeń, na przykład opinii, że „Kijów padnie w ciągu trzech dni” – podał Ukrinform.

Zełenski: Niektórzy dawali nam trzy dni, a my wytrzymaliśmy już trzy miesiące

"Niektórzy dawali nam tylko trzy dni, a my wytrzymaliśmy trzy odważne, zwycięskie, bohaterskie miesiące i kontynuujemy walkę o naszą wolność i niepodległość" - napisał Zełenski w komunikatorze Telegram.

Podziękował "każdej i każdemu, kto robi wszystko dla zwycięstwa, dla pokoju na Ukrainie". (https://t.me/V_Zelenskiy_official/1731)

Rosyjskie działania zbrojne rozpoczęły się 24 lutego przed godz. 5.00 (4.00 w Polsce). Wcześniej prezydent Rosji Władimir Putin ogłosił początek "specjalnej operacji wojskowej" - jak oficjalnie określa się w Rosji wojnę przeciwko Ukrainie. 

Wywiad: rosyjscy marynarze odmawiają wykonywania misji bojowych ze względu na zły stan okrętów

Marynarze 106. brygady Flotylli Kaspijskiej, biorący udział w wojnie z Ukrainą w ramach zgrupowania marynarki wojennej, odmawiają wykonywania misji bojowych ze względu na zły stan okrętów - poinformował w poniedziałek ukraiński wywiad wojskowy w mediach społecznościowych.

Międzynarodowe sankcje nałożone na państwo okupanta nie pozwalają na pełną konserwację i naprawę sprzętu - pisze ukraiński wywiad (https://tinyurl.com/56sp4v7z).

"Aby zapewnić pływalność niektórych okrętów, w tym przenoszących pociski manewrujące, oryginalne części zostały zastąpione przez części chińskiej produkcji, które zostały kupione za kilkukrotnie zawyżoną cenę" - poinformowano.

Ponadto według wywiadu dowództwo Flotylli Kaspijskiej, obawiając się inspekcji i oskarżeń o defraudację środków przeznaczonych na zakup części zamiennych, wydało nakaz ukrycia faktu niesprawności okrętów.

"Marynarze 106. brygady Flotylli Kaspijskiej (...) postanowili potajemnie napisać zbiorowe listy do prezydenta Rosji Władimira Putina i ministra obrony Siergieja Szojgu, ujawniając oszustwa finansowe dowództwa" - twierdzi ukraiński wywiad. 

Władze: w Mariupolu w piwnicy bloku znaleziono ponad 200 zwłok

W piwnicy jednego z zawalonych bloków w Mariupolu na południowym wschodzie Ukrainy znaleziono ponad 200 zwłok w zaawansowanym stanie rozkładu - poinformował we wtorek doradca mera tego okupowanego przez Rosjan miasta Petro Andriuszczenko.

"Podczas rozbiórki gruzów bloku (...) w piwnicy znaleziono ponad 200 ciał zabitych pod gruzami będących w zaawansowanym stanie rozkładu" - napisał Andriuszczenko w komunikatorze Telegram.

Według niego w związku z tym, że miejscowi mieszkańcy odmówili udziału w zbieraniu i pakowaniu ciał ofiar, rosyjskie ministerstwo ds. sytuacji nadzwyczajnych opuściło miejsce prac.

"Ciała zabitych zostały na miejscu, przez częściowo rozebrane gruzy odór czuć prawie na całym osiedlu" - opisał Andriuszczenko. (https://t.me/andriyshTime/1036?single) 

Szef MSZ: ofensywa w Donbasie największą walką w Europie od II wojny światowej

"Jest zbyt wcześnie, by stwierdzić, że Ukraina ma już całe uzbrojenie, którego potrzebuje" - podkreślił szef ukraińskiej dyplomacji Dmytro Kułeba.

Jak dodał, rosyjska ofensywa w Donbasie to "bezwzględna walka, największa na europejskiej ziemi od II wojny światowej".

Zaapelował do partnerów Ukrainy o przyspieszenie dostaw broni i amunicji, w szczególności wyrzutni rakiet, artylerii dalekiego zasięgu, transporterów opancerzonych.

Rosyjskie straty:

W ciągu trzech miesięcy od początku inwazji na Ukrainę wojsko rosyjskie straciło około 29 350 żołnierzy, w tym około 150 w ciągu ostatniej doby - ogłosił we wtorek Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy.

Według ukraińskiego sztabu łączne straty sił rosyjskich od 24 lutego do 24 maja wynoszą: 1302 czołgi, 3194 pojazdy opancerzone, 205 samolotów, 170 helikopterów, 606 systemów artyleryjskich, 201 wieloprowadnicowych wyrzutni rakiet, 93 systemy przeciwlotnicze, 2213 pojazdów i cystern, 13 jednostek pływających i 480 dronów.

Media: kolaboranci w Chersoniu chcą rosyjskiej bazy wojskowej

"Kolaboranci Chersonia będą prosić Rosję o rozlokowanie tam rosyjskiej bazy wojskowej" - pisze serwis Unian w komunikatorze Telegram.

Serwis powołuje się na tzw. wiceszefa wojskowo-cywilnej administracji Kyryła Stremousowa - mianowanego przez siły okupacyjne.

"W obwodzie chersońskim powinna być baza wojskowa Federacji Rosyjskiej. Będziemy o to prosić" - powiedział. Według niego jest to "niezbędne" i rzekomo chcą tego "wszyscy mieszkańcy". (https://t.me/uniannet/56606) 

Brytyjskie ministerstwo obrony: Rosja zwiększyła intensywność działań w Donbasie

Rosja zwiększyła intensywność działań w Donbasie i mimo silnego ukraińskiego oporu osiąga lokalne sukcesy, a zdobycie Siewierodoniecka oznaczałoby, że cały obwód ługański znalazłby się pod rosyjską okupacją - przekazało we wtorek brytyjskie ministerstwo obrony.

"Rosja zwiększyła intensywność działań w Donbasie, dążąc do okrążenia Siewierodoniecka, Łysyczańska i Rubiżnego. Obecnie północną i południową oś tej operacji oddziela około 25 km terytorium znajdującego się w rękach ukraińskich. Jest silny opór ukraiński z wojskami w dobrze okopanych pozycjach obronnych. Od dawna będące tam ukraińskie Wspólne Siły Operacyjne prawdopodobnie utrzymują skuteczne dowodzenie i kontrolę nad tym frontem. Rosja osiągnęła jednak pewne lokalne sukcesy, częściowo dzięki koncentracji jednostek artyleryjskich" - napisano w codziennej aktualizacji wywiadowczej.

"Zdobycie przez Rosję enklawy Siewierodoniecka oznaczałoby, że cały obwód ługański znalazłby się pod rosyjską okupacją. Operacja ta, choć obecnie stanowi główny wysiłek Rosji, jest tylko jedną z części rosyjskiej kampanii mającej na celu zajęcie Donbasu. Jeśli linia frontu w Donbasie przesunie się dalej na zachód, wydłuży to rosyjskie linie komunikacyjne i prawdopodobnie spowoduje, że jej siły staną w obliczu dalszych trudności logistycznych z zaopatrzeniem" - dodano. 

Sztab: rośnie ryzyko ataków z Białorusi, Rosjanie rozlokowali Iskandery w obwodzie brzeskim

Rośnie ryzyko ataków rakietowych i lotniczych z terytorium Białorusi - alarmuje we wtorek rano sztab generalny Sił Zbrojnych Ukrainy. Rosyjska armia rozlokowała dywizjon rakiet Iskander-M w obwodzie brzeskim, 50 km od granicy z Ukrainą.

Sztab raportuje m.in., że Rosjanie koncentrują się na operacji ofensywnej, by otoczyć Lisiczańsk i Siewierodonieck i wyjść na administracyjną granicę obwodu ługańskiego na wschodzie kraju. Siły przeciwnika przygotowują się też do wznowienia ofensywy na kierunku słowiańskim i zaporoskim.

"Wróg kontynuuje stosowanie taktyki terroru wobec ukraińskiej ludności cywilnej na zajętych terytoriach, pogarsza się socjalno-ekonomiczna sytuacja na południu i wschodzie Ukrainy" - zaznacza sztab.

Minionej doby siły ukraińskie na kierunku donieckim i ługańskim odparły 16 rosyjskich ataków i zniszczyły m.in. osiem czołgów przeciwnika. Siły powietrzne strąciły m.in. sześć bezzałogowców i pocisk manewrujący. (https://tinyurl.com/2p8w2fkm) 

Władze: Rosjanie żądają łapówek od cywilów chcących wyjechać z miasta Melitopol

Rosjanie żądają łapówek od cywilów chcących wyjechać z okupowanego przez nich miasta Melitopol na południowym wschodzie Ukrainy - poinformowały w poniedziałek wieczorem władze obwodu zaporoskiego.

Rosjanie próbują zarobić pieniądze, wywierając zbrojny nacisk na cywilów w Melitopolu - alarmują władze. Według nich od mieszkańców, którzy chcą opuścić miasto, rosyjscy wojskowi żądają na punktach kontrolnych od 3 do 5 tysięcy hrywien (ok. 440-730 złotych).

"Ci, którzy nie mają takich pieniędzy, muszą pozostać zakładnikami rosyjskich terrorystów w warunkach bezrobocia, deficytu i terroru" - podkreślono.

Władze zaznaczyły, że opuścić miasta nie mogą też od kilku dni mieszkańcy Enerhodaru. Przez punkt kontrolny w stronę Zaporoża nie są przepuszczane żadne samochody, utworzył się korek liczący 400 pojazdów.

Rosjanie nie przepuszczają też samochodów jadących ze strony Zaporoża, w tym z pomocą humanitarną. Władze podały, powołując się na informacje w mediach społecznościowych, że przejechać można tylko po zapłaceniu łapówki w wysokości od 20 tys. do 40 tys. hrywien (ok. 2,9 tys. - 5,8 tys. złotych). (https://t.me/zoda_gov_ua/8148) 

Wojsko: Rosjanie skierowali kolumnę ewakuacyjną na zaminowany teren, ocalałych rozstrzelano

W obwodzie mikołajowskim na południu Ukrainy Rosjanie skierowali kolumnę ewakuacyjną cywilów na zaminowany teren, ocalałych rozstrzelano - podało nocą z poniedziałku na wtorek ukraińskie dowództwo operacyjne "Południe".

Dowództwo napisało w komunikacie, że podczas przemieszczania się ukraińskich sił w obwodzie mikołajowskim w stronę obwodu chersońskiego znaleziono kilka cywilnych samochodów oraz rozstrzelane i okaleczone ciała.

Jak dodano, uszkodzenia pojazdów świadczą najpewniej o wybuchu samochodów na zaminowanym terenie oraz o ostrzale kolumny.

Podczas próby ewakuacji podjętej przez miejscowych mieszkańców - Asyryjczyków - Rosjanie początkowo pokazali im jako dozwoloną trasę zaminowany teren, a następnie rozstrzeliwali tych, którzy przeżyli po eksplozji - czytamy. Wśród zabitych było dwoje dzieci. (https://tinyurl.com/4j6hfaet) 

Zełenski: Okupanci urządzili w Donbasie rzeźnię

Okupanci urządzili w Donbasie rzeźnię - oświadczył w poniedziałek prezydent Ukrainy Wołodymyr w swoim codziennym wieczornym wystąpieniu. Przytoczyła je agencja Interfax-Ukraina.

„Najcięższa sytuacja na froncie jest teraz w Donbasie – Bachmut, Popasna, Siewierodonieck. Na tym odcinku okupanci są obecnie najbardziej aktywni. Urządzili tam rzeźnię i starają się zniszczyć wszystko, co żyje. Nikt nie burzył Donbasu tak, jak robią to dziś rosyjscy żołnierze – powiedział Zełenski.

„Rosyjscy okupanci bardzo starają się pokazać, że nie chcą oddać okupowanych terenów obwodu charkowskiego; że nie oddadzą obwodu chersońskiego ani okupowanych terytoriów w obwodzie zaporoskim i Donbasie. Gdzieś tam nacierają, gdzieś tam ściągają posiłki, starają się umocnić pozycje. Najbliższe tygodnie wojny będą ciężkie, nie mamy jednak wyboru – musimy walczyć” – powiedział Zełenski.

Zełenski: Z Putinem mogę rozmawiać tylko o zakończeniu wojny

Prezydent Ukrainy oświadczył w poniedziałek on line podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos, że jest gotów do rozmów z Władimirem Putinem jedynie w wypadku, jeżeli będą dotyczyć zakończenia wojny.

„Oni mają taką strukturę, że bez Putina żadne decyzje nie są podejmowane. Wszystkie instytucje podlegają tam decyzji jednej osoby – prezydenta. Jeżeli mówimy o konkretnych decyzjach o zakończeniu wojny, to bez niego taka decyzja nie zapadnie, nie obejdzie się więc bez spotkania z prezydentem Putinem. Po tym, co oni narobili, (...) nie chcę się spotykać z pośrednikami. Dlatego też nie będę się spotykać z nikim innym, niż z prezydentem Federacji Rosyjskiej, i to tylko w tym przypadku, gdy na stole będzie leżeć jedno zagadnienie – zakończenie wojny. O niczym innym rozmów nie będę” - powiedział Zełenski, cytowany przez Ukrainską Prawdę.

Zełenskiemu zadano pytanie, czy są planowane jakieś działania na wypadek, gdyby któraś z prób zamachu na niego (a według danych wywiadu ukraińskiego było ich dużo - PAP) powiodła się. „Zgodnie z naszym ustawodawstwem są osoby wyznaczone do kierowania państwem. Byliśmy przygotowani na różne ewentualności i nasze pełnomocnictwa są rozdzielone – moje, premiera i przewodniczącego parlamentu. Jesteśmy republiką parlamentarno-prezydencką. Wiedzieliśmy, że musimy być gotowi do wszystkiego, by niezależnie od rozwoju wypadków państwo mogło istnieć” - odpowiedział prezydent.

Pytany z kolei o wyzwolenie Krymu spod rosyjskiej okupacji, odparł: „Jestem pewien, że na dzień dzisiejszy kosztowałoby to śmierć setek tysięcy naszych żołnierzy”.

Wywiad wojskowy Finlandii: Rosja raczej nie będzie w stanie znacznie wzmocnić sił przy granicy

"Trudno spodziewać się, aby w najbliższych latach Rosja zdołała znacząco wzmocnić swoje oddziały przy granicy z Finlandią" – oświadczył w poniedziałek szef agencji analiz wywiadowczych fińskich sił zbrojnych płk Esapekka Vehkaoja.

"W Rosji mówi się i planuje jedno, ale praktyka i rzeczywistość są jednak zupełnie różne" – powiedział Vehkaoja podczas zorganizowanego w Pori nad Zatoką Botnicką seminarium Komitetu Planowania Obrony Narodowej.

Szef agencji analiz, którego cytuje fińska agencja prasowa STT, również przyznał, że "fińska służba wywiadu wojskowego ma wyjątkową zdolność obserwacji tego, co dzieje się w bliskim sąsiedztwie Finlandii, i tego co jest planowane".

Podkreślił, że Rosja podczas wojny na Ukrainie poniosła znaczące straty, a działania rosyjskich oddziałów na polu bitwy "nie były na tak wysokim poziomie, jaki wcześniej zakładano".

Vehkaoja zauważył, że z punktu widzenia Rosji bezpieczeństwo militarne jej sąsiadów oznacza albo wyraźne bycie pod wpływami politycznymi i wojskowymi, albo bycie w sojuszu z Rosją. "To właśnie jest ta polityka strefy wpływów, i tak tu Finlandii żyje się w niepewnych czasach, czekając na NATO" – podsumował. 

Władze: cztery ataki rakietowe na obwód dniepropietrowski

Wojska rosyjskie przeprowadziły w poniedziałek wieczorem cztery ataki rakietowe na obwód dniepropietrowski na południowym wschodzie Ukrainy - poinformował szef władz tego regionu Mykoła Łukaszuk.

Łukaszuk poinformował, że pierwsza rakieta trafiła w miasto Pawłohrad. Kolejne trzy ataki przeprowadzono w rejonie (powiecie) synelnykiwskim. Weryfikowane są informacje o ofiarach i zniszczeniach.

Wcześniej tego dnia ostrzelano też rejon krzyworoski; tam nie było zabitych ani rannych.

Przedstawiciel władz podkreślił, że w poniedziałek w regionie było najwięcej alarmów przeciwlotniczych od początku wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

Zaznaczył, że na terenie obwodu dniepropietrowskiego "nie ma i nie będzie" rosyjskich wojsk. (https://tinyurl.com/ynm9ysu5) 

Źródło:PAP
Tematy
Zyskaj aż 360 zł premii z kontem Millennium 360°

Zyskaj aż 360 zł premii z kontem Millennium 360°

Powiązane: Inwazja Rosji na Ukrainę

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki