Środa przynosi kolejny wzrost notowań ropy naftowej. „Czarne złoto” kosztuje już prawie 55 USD za baryłkę i jest najdroższe od blisko miesiąca. Najnowszego pretekstu do wzrostów dostarczyły dane o zapasach w USA.


O 14:45 za baryłkę ropy Brent trzeba było zapłacić 54,79 dolarów, a więc o 1,2% więcej niż we wtorek. Amerykański surowiec typu Crude kosztował 51,72 USD za baryłkę i był o 1,2% droższy niż dzień wcześniej.
Wcześniej notowania ropy Brent sięgnęły nawet 54,92 USD za baryłę, co było najwyższą ceną od 8 marca. Miesiąc temu na rynku „czarnego złota” rozpoczęła się korekta, która obniżyła ceny z ok. 56 USD do 50 USD za baryłkę. W ten sposób rynek zareagował na rekordowo wysokie zapasy surowca w Stanach Zjednoczonych i wzrost amerykańskiego wydobycie.
Wygląda jednak na to, że korekta skończyła się wraz z marcem – drugi tydzień z rzędu ruch cen odbywa się w zasadzie tylko w jednym kierunku: w górę. Pretekstem dla gry na wzrost cen ropy stały się spekulacje na temat oczekiwanego spadku zapasów. Pierwszą jaskółką zmiany tego trendu mogłyby być wtorkowy raport API, który pokazał spadek komercyjnych rezerw ropy w USA o 1,8 mln baryłek. Oficjalne dane z Departamentu Energii poznamy w środę o 16:30.
Na rynku trwają też spekulacje w kwestii utrzymania przez państwowych producentów ropy ograniczeń w produkcji uzgodnionych pod koniec ubiegłego roku. Kartel OPEC wspólnie z władzami Rosji i kilku innych państw zgodziły się na łączne cięcie wydobycia o 1,8 mln baryłek dziennie. Porozumienie to obowiązuje do końca maja. Nadal jednak nie wiadomo, czy zostanie ono przedłużone. A jeśli tak, to na jakich zasadach.

KK




























































