W zeszłym tygodniu ropa Brent potaniała o 5,8% i ciągu ostatnich pięciu dni dołożyła do tego 1,3%. W piątek o godzinie 12:00 „czarnym złotem” handlowa po cenie 74,69$ za baryłkę, a więc o 0,9% taniej niż wczoraj. To najniższe notowania od lipca.
Do inwestowania w ropę skutecznie zniechęcają dane makroekonomiczne z USA. Szczególnie deprymujący był ostatni odczyt liczby noworejestrowanych bezrobotnych. Po zasiłek zgłosiło się aż pół miliona Amerykanów. To najwięcej od listopada.
Kolejne raporty ekonomiczne sugerują, że największa gospodarka świata może ponownie znaleźć się w objęciach recesji. Niepokój budzi zwłaszcza sytuacja na rynku pracy, gdzie bez pełnego zatrudnienia pozostaje przeszło 16% poszukujących pracy Amerykanów. Bezrobotny jest kiepskim konsumentem i może oszczędzać nawet na paliwie.
W tym aspekcie entuzjazmu nie budzą dane z rynku paliwowego. Co prawda w czasie tych wakacji zużycie benzyny w USA jest nieco większe niż rok temu (od lipca średnio o 2,9%), to wciąż utrzymują się bardzo wysokie zapasy. Rezerwy surowej ropy były w zeszłym tygodniu o 3,1% większe niż przed rokiem, zaś zapasy destylatów (czyli głównie oleju napędowego) osiągnęły najwyższy poziom od 27 lat.
Teraz jedyną nadzieją posiadaczy naftowych kontraktów są huragany. Meteorolodzy zapowiadali na ten rok nadzwyczajną liczbę tropikalnych sztormów. Lecz do tej pory żaden z nich nie rozwinął się w huragan mogący zagrozić instalacjom naftowym w Zatoce Meksykańskiej. Zdaniem analityków to właśnie ryzyko pogodowe, którego szczyt przypada we wrześniu, jest ostatnim elementem podtrzymującym stosunkowo wysokie notowania ropy.
K.K.































































