Spowolnienie amerykańskiej gospodarki jest faktem. Świadczy o tym pogorszenie koniunktury w przemyśle. W tym tygodniu informowano o spadku indeksu ISM do najniższego poziomu od września 2009 roku oraz znaczącym obniżeniu wartości zamówień w przemyśle.
W dodatku coraz gorzej prezentuje się rynek pracy. Zgodnie z raportem Automatic Data Processing w maju sektor prywatny zwiększył zatrudnienie zaledwie o 38 tys., chociaż oczekiwano 175 tys. nowych etatów. Tymczasem liczba nowych bezrobotnych zakotwiczyła powyżej 400 tys., nie dając najmniejszych nadziei na zmianę obrazu ryku pracy.
Słabość amerykańskiej gospodarki potwierdzi dzisiejszy raport o sytuacji na rynku pracy. Zgodnie z oczekiwaniami w maju zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło o 150 tys. wobec 244 tys. w kwietniu. Zatrudnienie w sektorze prywatnym zwiększyło się o 180 tys. wobec 268 tys. przed miesiącem. Stopa bezrobocia powinna spaść do 8,9 proc. z poziomu 9 proc.
Stany Zjednoczone to najważniejszy konsument ropy naftowej na świecie. Tym samym perspektywa spowolnienia amerykańskiej gospodarki wywiera negatywny wpływ na notowania surowca. Ropa marki Brent taniała o 0,8 proc. do 114,98 dolarów w Londynie. Surowiec marki Crude tracił na wartości ponad 0,9 proc. do 99,93 dolarów w Nowym Jorku.
Za spadkiem cen ropy stoi ponadto nieoczekiwany wzrost zapasów surowca w amerykańskich magazynach. Rezerwy zwiększyły się o 2,9 mln baryłek do 373,8 mln baryłek. Jest to najwyższy poziom od maja 2009 roku. Prognozy analityków mówiły o spadku zapasów o 0,9 mln baryłek.
P.L.































































