Zakończył się pierwszy etap reformy emerytalnej, "dzięki czemu" Otwarte Fundusze Emerytalne przestały być obciążeniem dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i budżetu państwa. NIK alarmuje, że nawet pomimo tej operacji w ciągu najbliższych kilku lat deficyt FUS-u będzie się powiększał. Czas rozpocząć drugi etap reformy, czyli dalsze podwyższanie wieku emerytalnego oraz reformę KRUS-u.


Zmiany, które nastąpiły, to dopiero jeden z etapów reformy. Poprawa bilansu FUS-u i budżetu państwa będzie miała miejsce dopiero wtedy, gdy radykalnie ograniczymy przywileje emerytalne wielu grup zawodowych (mundurowych, rolników, górników). Politykom wciąż na to brakuje odwagi, pomimo faktu, że już nie mamy na to pieniędzy. Utrzymanie niskich składek na emerytury spowoduje to, że przeciętny kasjer będzie musiał pracować do 70. roku życia.
Najwięcej za dziury w systemie płacą Ci, którzy nie potrafią się zrzeszyć w obronie swoich interesów. Zyskują te grupy, które - powołując się na pojęcie solidarności społecznej - wartościują przykrość pracy ze względu na wykonywane profesje. Jest to tym bardziej absurdalne, że w Polsce nie ma przymusu pracy.
ReklamaZobacz także
OFE: Wszyscy wygrali
W OFE oficjalnie zostało ok. 2 mln ubezpieczonych. 15% ich składki na ubezpieczenie emerytalne trafi do OFE, które będą inwestować te pieniądze na giełdzie w celu ich pomnożenia. Jest to tzw. filar kapitałowy. Jeśli OFE będą inwestować mądrze i mieć trochę szczęścia, to część kapitałowa może w przyszłości stanowić poważne uzupełnienie do emerytury wypłacanej z ZUS-u. Jednak istnieje też ryzyko, że dojdzie do załamania na rynkach finansowych i zainwestowany kapitał zamiast się powiększyć ulegnie pomniejszeniu.
Niekorzystny model finansowania OFE
dy w 1998 roku tworzono OFE, nikt nie przypuszczał, że z kraju wyjadą ponad 2 mln mieszkańców. Kryzys demograficzny był wtedy jeszcze bardzo odległy, a sam problem bagatelizowano. Trudno powiedzieć, z czyjej inicjatywy, ale na początku swojej działalności konstrukcja OFE była wyjątkowo niekorzystna dla finansów publicznych i samych emerytów.
Składka przekazywana do OFE musiała być refundowana z budżetu państwa, co było jedną z przyczyn wzrostu długu publicznego. Finansowany był on z obligacji państwowych, które kupowały OFE. Innymi słowy, konstrukcja II filaru przypominała błędne koło. Dodatkowo OFE zarabiały krocie na bardzo wysokich i nieuzasadnionych niczym prowizjach (początkowo na poziomie 7%). Dodając do tego przyszłe problemy demograficzne (coraz mniej osób pracuje na emerytów) oraz wysokie obciążenia FUS-u wynikające z obniżonej składki rentowej: przywilejów emerytalnych niektórych grup zawodowych i wielu błędnych decyzji inwestycyjnych – zmiany były konieczne.
Do OFE zapisało się 2 mln osób, które rocznie wpłacą do OFE ok. 2,9 mld zł
![]() Sprawdź moje komentarze na Blogbank.pl i Facebooku.
|
Przeciętna miesięczna składka ubezpieczonego wyniesie ok. 110 zł. Oznacza to, że na rynku czeka nas konsolidacja Otwartych Funduszy Emerytalnych, których obecnie mamy 13. Najmniejsze, które do tej pory miały mniej niż 1 mln członków, najprawdopodobniej zostaną wchłonięte przez większe fundusze. Niewątpliwymi „wygranymi” funduszami, które mają największą liczbę członków, należą do ING i Aviva. To one będą rozdawać karty na rynku.
Niemniej, wyraźnie mniejszy kapitał do inwestycji istotnie wpłynie na rynek akcyjny w Polsce. Czekają nas okresy niższej płynności, a to oznacza, że giełda będzie traciła na atrakcyjności. Ponadto łatwiej będzie (mniejszym kapitałem) wpłynąć na cenę akcji, a to nie wróży nic dobrego. Inwestorzy będą ponosić większe ryzyko (w tym zamrożenia kapitału) prawdopodobnie przy niższych spodziewanych zyskach. Dodatkowo zakaz zakupu polskich obligacji wyraźnie wpłynie na zmniejszenie bezpieczeństwa portfela OFE, które niejako będą musiały się uczyć inwestycji od nowa. Współczuję finansistom, bo teraz czekają ich gorsze czasy.
Czy przyszłych emerytów też?
Tak. Po pierwsze dlatego, że ograniczenie roli OFE na stabilność finansów publicznych było operacją konieczną, ale nie rozwiązuje problemu stabilności finansowej FUS-u. Stabilności w znaczeniu konieczności dofinansowywania ZUS-u z budżetu państwa. W Zakładzie nie zabraknie pieniędzy tak długo, jak państwo gwarantuje wypłaty świadczeń. Emerytury wypłaca się w polskich złotych, na których produkcję monopol ma państwo. Gdy państwu brakuje pieniędzy, to może ograniczyć wydatki, podwyższyć podatki lub dodrukować pieniądze i liczyć na to, że obywatele nie zorientują się, że ceny rosną na skutek zwiększenia bazy monetarnej. Jeśli państwo pokryje deficyt z dodruku pieniądza, to realnie będzie obniżać świadczenia. Słowem – wypłaty są gwarantowane i pewne, ale niepewna jest ich przyszła wartość na rynku.
300 emerytur za 420 składek
Kondycja finansów publicznych, a co za tym idzie – sytuacja budżetowa FUS-u – uzależniona jest od decyzji polityków odnośnie do przywilejów emerytalnych różnych grup zawodowych, m.in. górników. Do tego dochodzi kwestia emerytur rolniczych, do których co roku dopłacamy 15 mld zł i to przy 1,3 mln pobierających świadczenie rolników (co prawda jest ono niskie, ok. 850 zł mc). Przy liczbie świadczeniobiorców ZUS-u (emerytów i rencistów) wynoszącej ponad 7 mln ludzi, dotacja z budżetu państwa oraz refundacja składek przekazywanych do OFE w planie na 2014 roku ma wynieść w sumie 38 mld zł. ZUS kosztuje podatnika więcej, ale proporcje są po jego stronie.
Nie można też bagatelizować kwestii oczekiwanej długości życia. W 2007 roku przeciętny 67 latek miał średnio przed sobą ok. 16 lat życia. W 2011 roku, czyli raptem po 4 latach – jego oczekiwana długość życia wydłużyła się o 7 miesięcy. Żyjemy coraz dłużej i tego faktu nie da się uniknąć. Gdyby wiek emerytalny ustalono na poziomie 55 lat, jak tego oczekują niektóre grupy zawodowe, to w teorii przeciętny emeryt pobrałby świadczenie ok. 300 razy, chociaż w praktyce miałby ok. 360 wpłaconych składek (średni staż pracy to ok. 420 miesięcy, ale dla tych osób przeciętny wiek przejścia na emeryturę wynosi 60 lat). Przy takim wieku emerytalnym stopa zastąpienia nie mogłaby być większa niż 25% ostatniego wynagrodzenia.
OFE wybrali mieszkańcy dużych miast
Przeciwnicy podnoszenia wieku emerytalnego mówią, że to niedorzeczne, bo starych nikt nie zatrudnia. Ponadto część jest zniedołężniała i nie nadaje się do pracy. Czasem nawet koncepcyjnej. Kto wyobraża sobie 68-letniego górnika, kierowcę lub kasjera, którego jednym z obowiązków jest wyładowanie dwóch ton towaru dziennie?
Tak długo, jak rynek pracy i prawo pracy będzie nieprzyjazne dla seniorów, tak długo dyskusje o podnoszeniu wieku emerytalnego będą skazywać starszych Polaków na dłuższe okresy bezrobocia przed otrzymaniem prawa do świadczeń z ZUS-u. Równocześnie utrwalać będzie się podejście, że konieczne jest zapewnienie przywilejów emerytalnych przez państwo właśnie dla tych osób, które ze względu na obiektywne ograniczenia fizyczne mogą wykonywać daną pracę tylko do określonego wieku.
W mojej opinii to nie państwo powinno ponosić koszty motywacji do podjęcia pracy, ale sektor prywatny, czerpiący korzyści z tego, że pracownik wykonując daną profesję ma zagwarantowane przez rząd wcześniejsze świadczenie finansowane z pieniędzy publicznych.
Wielka Emigracja Akcesyjna
Niestety, liczba możliwych rozwiązań i reform jest ograniczona. Coraz częściej pojawiają się głosy np. o emeryturze obywatelskiej, ale w przypadku tej propozycji okres przejściowy wyniósłby co najmniej 20 lat. Jaka jest szansa na to, że politycy nie zmieniliby jej w tym okresie? Pozostaje tylko systematyczne równoważenie ZUS-u i promocja samodzielnego oszczędzania.
Nie koniec pozostaje kwestia „Wielkiej Emigracji Akcesyjnej” po 2004 roku, która mocno zmniejszyła podaż pracowników. Z kraju wyjeżdżali młodzi w liczbie ok. 2,5 mln osób. W znakomitej większości byli to ludzie, którzy nie mieli większej szansy na godną płacę, ale za to ustawową pewność, że będą musiały z niej utrzymać nie tylko siebie, ale także swoich rodziców. I to wszystko w imię realizacji umowy społecznej, której sygnatariuszami byli architekci transformacji ustrojowej przeprowadzonej właśnie dlatego, że obciążenia socjalne i nieefektywne gospodarowanie w poprzednim ustroju doprowadziły do jego bankructwa. Młodzi powinni partycypować w kosztach utrzymania państwa, ale nie można na ich barki zrzucać wszystkich obciążeń. Zwłaszcza w sytuacji, gdy mają alternatywę w postaci ucieczki (i dobrze, że mają).
To wszystko sprawia, że reforma OFE była tylko preludium do czegoś większego. Niezależnie od wyników wyborów w 2015 roku, rząd RP będzie musiał zdecydować się na wykonanie kolejnego kroku. Na pierwszy ogień pójdą przywileje emerytalne i wysokość składki na ubezpieczenia emerytalne oraz zdrowotne. Następnie znów czeka nas podniesienie wieku emerytalnego. Jeśli wyniki OFE będą niezadowalające, a tak właśnie może być, to nie zdziwiłbym się, gdyby zlikwidowano je całkowicie.
Czekają nas zmiany. To pewne. Miejmy nadzieję, że w parze z nimi pójdzie również cięcie niepotrzebnych wydatków oraz stopniowanie składek na ubezpieczenia społeczne zależnie od wieku, stażu pracy oraz wykonywanego zawodu. Bez reformy Kodeksu pracy, która zwiększy liczbę legalnie pracujących Polaków, wszystkie próby łatania ZUS-u będą miały charakter tylko czystko kosmetyczny. Przyszłe i obecne emerytury w Polsce zależą od liczby pracujących i ich zarobków. Nawet najwięksi politycy i geniusze inwestycyjni tego nie zmienią.
Łukasz Piechowiakgłówny ekonomista Bankier.pl

































































