Wygodna, przyjemna praca nad wodą, zawsze jest szansa pobawić się smartfonem – mawiają inni o pracy ratowników. Po tragedii w Darłówku opowiadają nam, jak to jest ratować ludzkie życie za 11 do 15 zł za godzinę brutto.
– Często słyszę, że to lekka i przyjemna praca. Bzdura. Przede wszystkim jest to bardzo odpowiedzialne zajęcie. Cały czas przez te 8 godzin trzeba umieć zachować czujność i szybko reagować, bo wystarczy dosłownie chwila, żeby stała się tragedia. Niestety, ta odpowiedzialność warta jest średnio od 10 do 15 zł/h – opowiada Aureliusz Sadowski, ratownik z pięcioletnim stażem, który na koncie ma ukończone kursy ratownika wodnego MSW, pierwszej pomocy oraz sternika motorowodnego.
Zatrudnię ratownika
Droga do zostania ratownikiem wodnym nie jest tak prosta, jak się przypuszcza. Aby wykonywać ten zawód, należy spełnić szereg warunków. Zgodnie z Ustawą z dnia 18 sierpnia 2011 r. o bezpieczeństwie osób przebywających na obszarach wodnych ratownikiem wodnym jest osoba:
-
posiadająca wiedzę i umiejętności z zakresu ratownictwa i technik pływackich,
- oraz inne kwalifikacje przydatne w ratownictwie wodnym (np. uzyskane patenty i uprawnienia (żeglarskie, motorowodne, płetwonurkowe, kajakowe, pływackie, łącznościowe itp.,
- spełniająca wymagania określone w art. 13 ust. 1 ustawy z dnia 8 września 2006 r. o Państwowym Ratownictwie Medycznym (Dz. U. Nr 191, poz. 1410, z późn. zm.),
- zatrudniona lub pełniącą służbę w podmiocie uprawnionym do wykonywania ratownictwa wodnego lub będąca członkiem tego podmiotu
Jak czytamy w informacji dolnośląskiego oddziału WOPR na temat uprawnień i pracy ratownika wodnego, w rozumieniu ustawy „ratownik wodny” jest uprawnieniem, które nabywa się po spełnieniu wyżej wymienionych warunków, a nie jest stopniem uzyskiwanym po ukończeniu szkolenia – nie jest tożsamym z podobnie brzmiącymi stopniami nadawanymi przez Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.
Przeglądając ogłoszenia o pracę w charakterze ratownika wodnego, nie można oprzeć się wrażeniu, że to praca, gdzie wymaga się wiele, a w zamian otrzymuje się kilka złotych więcej, niż wynosi minimalna pensja w kraju.
|
Przykładowe oferty pracy na stanowisku ratownika wodnego |
||
|---|---|---|
|
Miasto |
Obiekt |
Stawka |
|
Szczecin |
pływalnia |
2100 zł (cały etat) |
|
Gdynia |
pływalnia |
950 zł brutto (pół etatu) |
|
Warszawa |
pływalnia |
3400-3500 zł brutto (cały etat) |
|
Niechorze i Pogorzelica |
morze |
3200 brutto (cały etat) |
|
Polkowice |
pływalnia |
15 zł/h netto |
|
Poznań/Strzeszynek |
jezioro |
20 zł/h brutto |
|
Międzyzdroje |
morze |
3400-4200 zł brutto |
|
Ustroń |
kompleks SPA |
2560-3600 zł brutto |
|
Jarocin |
pływalnia |
2100 zł brutto |
|
Kołobrzeg |
morze |
Od 2100 zł brutto |
|
Źródło: opracowanie własne Bankier.pl na podstawie ofert zamieszczonych na stronach oferty.praca.gov.pl oraz pracadlaratownika.pl, stan na 24 sierpnia 2018 r. |
||
W ogłoszeniach o pracę szuka się osób, które oprócz uzyskania tytułu ratownika wodnego mają ukończony i aktualny kurs pierwszej pomocy, a często również i instruktora pływania.
Według badania wynagrodzeń firmy Sedlak&Sedlak mediana zarobków ratowników WOPR wynosi 2600 zł brutto miesięcznie. Co drugi ratownik WOPR, jak czytamy w raporcie, otrzymuje pensję od 2253 zł do 2913 zł. 25 proc. najgorzej wynagradzanych ratowników WOPR zarabia poniżej 2253 zł brutto. Na zarobki powyżej 2913 zł brutto może liczyć grupa 25 proc. najlepiej opłacanych ratowników WOPR.
Ratownik jak bezpłatna opiekunka do dziecka
Oczy dookoła głowy, stała czujność i reakcja na każde wezwanie to podstawy tej pracy zarówno nad jeziorem, jak i nad morzem. – Praca przy otwartych zbiornikach wodnych wymaga od ratowników potrójnej koncentracji. Szczególnie nad morzem, gdzie wystarczy ułamek sekundy, żeby kogoś zakryła fala. Nad kąpieliskiem za to często jest mętna woda, więc jeśli przeoczymy moment i ktoś pójdzie pod powierzchnię, to już go po prostu nie widać. Prażące słońce, wiatr i temperatura często nie ułatwiają pracy. Nad morzem dochodzą jeszcze prądy wsteczne, z którymi nawet najlepszy pływak nie jest w stanie wygrać. Prądy mają po 6-8 m/s, zaś najszybszy pływak przemieszcza się z prędkością 2 m/s. Nie mamy z nimi najmniejszych szans, dopóki nie wiemy, jak się zachować – opowiada Aureliusz Sadowski.
Mówi, że mimo powszechnie panującej opinii o przyjemnym sposobie dorobienia w lato, ta praca ma wiele wad. Od ludzi po warunki. Przykładowo podczas największych upałów przez dwa tygodnie siedziałem na wieży, wystawiony na słońce, bez żadnego parasola. Mogłem zwyczajnie dostać udaru. Dopiero po tym czasie pracodawca wygrzebał dla mnie jakiś stary połamany parasol – opowiada ratownik. Paulina Gąska, ratowniczka z kilkuletnim stażem, dostrzega również inne minusy tej pracy. – Mężczyźni często udają, że się topią – krzyczą, gwiżdżą. Uważają, że kobieta ratownik może być obiektem drwin, a moją pracę sprowadzają do bycia seksowną ratowniczką rodem ze „Słonecznego Patrolu” – opowiada.
– Na co dzień bardzo przydaje się nam cierpliwość, szczególnie do rodziców, którzy nie zwracają uwagi na swoje pociechy, bo to w końcu „ratownik jest od patrzenia”. Zapominają, że do siódmego roku życia mają prawny obowiązek wchodzić z dzieckiem razem do wody – dodaje Sadowski.
W te wakacje głośnym echem odbił się w mediach zamieszczony w serwisie Facebook post Mai Nować, ratowniczki wodnej z prawie 10-letnim stażem z Kołobrzegu. Ona również zwraca uwagę na zachowanie rodziców przy kąpieliskach, przywołując w tym celu trzy sytuacje, jakie zdarzyły się jej jednego dnia:
Mama rozmawia przez telefon na leżaku wówczas gdy jej około 3- 4 letnia córeczka wchodzi w kółeczku sama do basenu (1,35 m). Podchodzę, zwracam uwagę, ona zdziwiona. Odkłada telefon idzie do dziecka.
Dwójka rodziców i na oko 8 letni syn ledwo unoszący się na wodzie. Obserwuję ich jak podchodzą do niego, coś mu mówią po czym oboje kierują się w stronę saun. Podchodzę zatrzymując ich i pytam pod czyją opieką zostawiają dziecko? Mówią, że przecież my, czyli ratownicy jesteśmy na basenie, a oni tylko na chwilkę do sauny idą.
Przychodzi kobieta sama z trójką dzieci (dwójka około 8-10 lat i jedno na oko 2 lata). Zostawia młodych w basenie i wychodzi z dwulatkiem na taras. I znowu interwencja. Zawracam ją z tarasu i tłumaczę, że nie może zostawiać dzieci samych w dodatku ledwie potrafiących pływać.
„(Rodzice przyp. red.) na basenie czy na plaży wychodzą z założenia, że ratownicy WOPR to darmowe opiekunki dla ich dzieciaków” – wyjaśnia Maja Nować.
Woda to żywioł
Z rozmów z ratownikami można usłyszeć niewypowiedziane poczucie, że toczą walkę z wiatrakami. Wszyscy z nich podkreślają znaczenie niedocenianego przez plażowiczów żywiołu wody. Jak mówi Sadowski w rozmowie z Bankier.pl, ludziom brakuje respektu wobec niego.
Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ciągu całego 2017 r. zgłoszono policji 473 wypadki tonięcia (o 8,5 proc. mniej niż w roku 2016), w wyniku których śmierć poniosło 457 osób (o 9,3 proc. mniej niż w roku poprzednim). Uratowano 53 osoby. Najliczniejszą grupę wśród ofiar utonięć stanowiły osoby powyżej 50. roku życia (238 osób), a najmniej liczną dzieci w wieku do 7 lat (3 osoby). – Najwięcej osób, podobnie jak w roku 2016, utopiło się w rzekach (117). Największą liczbę ofiar utonięć w rzekach odnotowano w województwie mazowieckim (18), najmniejszą natomiast w województwach pomorskim i wielkopolskim (po 2). W jeziorach utopiło się 101 osób. Najwięcej ofiar odnotowano w województwie warmińsko-mazurskim (25). W województwach dolnośląskim i świętokrzyskim nie odnotowano ofiar utonięć w jeziorach. W morzu utopiło się 14 osób (10 ofiar w województwie pomorskim oraz 4 w zachodniopomorskim), tj. o 8 mniej niż w 2016 r. – podaje Marcin Koczanowski z Urzędu Statystycznego w Krakowie, powołując się na dane Komendy Głównej Policji.
Tylko w tym roku (od lipca do września) odnotowano już 190 utonięć. Przez pierwsze 7 dni września 13 osób zmarło. Jedną z głośniejszych tragedii była ta w Darłówku, gdzie trójka dzieci zginęła w morzu. W kilka dni później media rozpisywały się o rodzicach, którzy z pomocą prawników chcą oskarżyć ratowników za narażenia na bezpośrednie ryzyko utraty zdrowia i życia, a w konsekwencji nieumyślne spowodowanie śmierci dzieci. To wtedy na ratownikach zaczęto wieszać psy. Wtedy też oni sami zaczęli głośniej opowiadać o realiach tej pracy.
Ta, mimo że obarczona dużą odpowiedzialnością i często niedoceniana, wciąż cieszy się zainteresowaniem wśród niektórych osób. Sadowski na pytanie o to, co ceni w tej pracy najbardziej, odpowiada przytaczając historię, jaka mu się niedawno zdarzyła. – Starszy pan próbuje wypłynąć za kąpielisko. Gwiżdżę, wraca. Po chwili łapie go ostry skurcz. Całe szczęście blisko miał drabinkę i miał się czego chwycić. Wychodzi z wody i mi dziękuje, że faktycznie miałem rację. Że gdyby faktycznie wypłynął, to ja musiałbym po niego płynąć, ale mógłbym go równie dobrze nie zauważyć. Ta praca daje satysfakcję. Może nie uratowałem tego człowieka bezpośrednio, ale cieszę się, że pośrednio dzięki mnie nie doszło do tragedii. Lubię pomagać ludziom – kwituje ratownik.

































































