Do 2002 r. Telekomunikacja Polska posiadała w swoich oddziałach kasy, gdzie można było uiszczać opłatę za rachunek telefoniczny bez prowizji. Później zrezygnowała z tych kas, a swoich abonentów zaczęła rozliczać przez pośredników, którzy średnio naliczają prowizję w wysokości 99 gr od rachunku.
Jacek Magacz z Opola uznał takie działanie za niezgodne z prawem i postanowił pozwać giganta do sądu.
Jak podkreśla Magacz „przepisy kodeksu cywilnego mówią, że wierzyciel (w tym wypadku TP S.A.) powinien przyjąć od dłużnika (czyli tu płacącego rachunek) należną zapłatę w swojej siedzibie bez dodatkowych opłat”.
Sprawa dotyczy małej kwoty, w skali roku jest to tylko 12 zł, jednak ze względu na rangę została przekazana z sądu rejonowego do okręgowego. Jeśli wyrok potraktować jako precedens, może mieć on znaczenie dla milionów klientów telekomunikacyjnego potentata.
TP S.A. w sądzie argumentowała, że przyczyną likwidacji kas była restrukturyzacja firmy. Podkreślała, że wszystko zgodne jest z prawem i opłaty bez prowizji można uiścić w Warszawie, w siedzibie firmy, w terenie natomiast firma nie ma siedzib, lecz „obszary”.
Magacz jako kontrargument przedstawił słownikowe rozumienie słowa „siedziba”, której najważniejszą cechą jest to, że znajduje się gdzieś na stałe.
6 października sąd orzekł więc wyrok po myśli Magacza i zobowiązał giganta do nie pobierania prowizji w trzech placówkach w Opolu. Co do dalszych konsekwencji sprawy, to na razie TP S.A. wystąpiła o uzasadnienie wyroku. Prawdopodobnie będzie chciała się odwoływać. Póki co, TP S.A. odmawia komentarzy.
Tymczasem Jacek Magacz jest zdeterminowany, aby sprawę dociągnąć do końca. „po uprawomocnieniu się wyroku Urząd Antymonopolowy i rzecznicy konsumenta będą mogli zobligować TP S.A. do założenia w swych siedzibach kas do bezprowizyjnego pobierania opłat” – podkreśla Magacz.
J.B.
Na podstawie: „Gazeta Wyborcza“































































