Jak przypomina tygodnik, jeszcze pierwszego dnia szczytu, podczas inauguracyjnej "kolacji roboczej" stało się jasne, że Pakt Północnoatlantycki nie przyzna Gruzji i Ukrainie MAP, czyli Planu Działania na Rzecz Członkostwa w NATO. Przyznaniu obu krajom MAP sprzeciwiają się bowiem ostro Niemcy i Francja, a także Włochy, Belgia i Holandia. Kiedy uzgodniono pierwotną treść dokumentu delegaci - w tym szef polskiego MSZ Radosław Sikorski - byli skłonni go zaakceptować.
"Gazeta Polska" przywołując słowa szefa czeskiej dyplomacji pisze, że w tym momencie szczególnie ważną postacią okazał się Lech Kaczyński. "Prezydent Kaczyński oświadczył, że dla niego to dokument nie do zaakceptowania" - mówi Karel Schwarzenberg. "Doszło do podziału. Polacy przewodzili grupie, głównie z udziałem krajów bałtyckich, która wyszła z sali obrad. Po naradzie we własnym gronie wrócili na spotkanie ze wszystkimi i wtedy uzgodniono ostateczny tekst oświadczenia" - opowiadał szef czeskiej dyplomacji. Kaczyński przeforsował swoje propozycje, a Ukraina i Gruzja otrzymały oficjalnie zapewnienie, że zostaną przyjęte do Paktu. NATO ma się ponownie przyjrzeć tej sprawie jeszcze w tym roku.
Więcej o twardych negocjacjach podczas szczytu NATO w Bukareszcie pisze "Gazeta Polska".
gazeta polska/adb/Siekaj
Źródło:IAR





























































