To nie były negocjacje, tylko rozmowa między prezydentem Trumpem a prezydentem Zełenskim - tak o rozmowach w Waszyngtonie mówił w poniedziałek w TVN24 szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Według niego liderzy z UE byli tam, żeby "wesprzeć stan psychofizyczny" Zełenskiego.


Przydacz ponownie odniósł się do ubiegłotygodniowych rozmów w Waszyngtonie. W zeszły poniedziałek prezydent USA Donald Trump rozmawiał w Białym Domu z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i kilkoma liderami europejskimi. Na spotkaniu nie było przedstawiciela polskich władz, byli za to m.in. kanclerz Niemiec Friedrich Merz, prezydent Francji Emmanuel Macron czy premier Włoch Giorgia Meloni.
- Koncentrowaliśmy się na wizycie (prezydenta Nawrockiego, PAP) 3 września. Uważam z perspektywy czasu, że to nie jest tak, że podczas tych - to nawet nie były negocjacje, to była tak naprawdę rozmowa pomiędzy prezydentem Trumpem a prezydentem Zełenskim - aby tam koniecznie Polska akurat w tym formacie, w tej rozmowie uczestniczyła - powiedział Przydacz w TVN24.
Jak tłumaczył, europejscy liderzy przybyli do Waszyngtonu, by wspierać Zełenskiego w ich rozmowach z Trumpem. - To była grupa tak naprawdę wspierająca stan psychofizyczny pana prezydenta Zełenskiego i wystarczała już ta grupa, która się tam znalazła, aby prezydent Zełenski poczuł się pewnie - dodał.
Prezydencki minister wskazał, że „jeśli do kogoś miałby być zarzut, to raczej do strony rządzącej, która buńczucznie mówi, że to ona prowadzi politykę zagraniczną, a jak przyszło do tamtego weekendu, soboty, niedzieli, kiedy ta analiza była przeprowadzona, to rząd zamilkł”.

Jak reacjonował, w ub. sobotę po rozmowie z Trumpem europejscy liderzy, w tym premier Donald Tusk, we własnym gronie dyskutowali m.in. o tym, kto poleci do Waszyngtonu. Według Przydacza, tego dnia nikt nie zadzwonił do Pałacu Prezydenckiego z rekomendacją, by jechać na rozmowy do Białego Domu, natomiast kontakt z MSZ nastąpił dopiero w niedzielę, „gdzieś koło godziny dwudziestej, kiedy wszyscy liderzy byli już nad Atlantykiem lecąc do Waszyngtonu”.
Zwrócił się też do wiceministra SZ Marcina Bosackiego. - Panie ministrze Bosacki, jeżeli pan chce rzeczywiście analizować tę sytuacje, to wtedy, kiedy jest potrzeba podjęcia takiej decyzji, a nie wtedy, kiedy już nie ma jej możliwości wykonania - stwierdził Przydacz.
- Mimo, że wykrzykują, że prowadzą politykę zagraniczną, nie chcieli tej decyzji podjąć. Ani w sobotę, ani w niedzielę. A myśmy tę decyzję podjęli. (...) Uznaliśmy, że dla Polski będzie lepiej, kiedy się skoncentrujemy na 3 września - powtórzył Przydacz.
Powinniśmy zabiegać o utrzymanie sił USA
W Waszyngtonie toczy się debata o redukcji sił w Europie, wszyscy powinniśmy zabiegać, aby USA nie zmniejszyły obecności wojskowej w Polsce - podkreślał w poniedziałek szef prezydenckiego BPM Marcin Przydacz. To nie jest łatwy temat, trzeba mieć doskonałe argumenty, Polska je ma - dodał.
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej został zapytany w poniedziałek w TVN24, czy sukcesem zapowiedzianej na 3 września wizyty prezydenta Karola Nawrockiego w USA będzie potwierdzenie, że amerykańska obecność wojskowa w Polsce nie zostanie zredukowana. Przydacz powiedział, że „wszyscy powinniśmy o to zabiegać”.
- Dzisiaj rzeczywiście toczy się debata i dyskusja w Waszyngtonie o redukcji sił w Europie i przerzucania ich częściowo na teatr Indo-Pacyfiku i naszym wspólnym zadaniem, wspólnym interesem jest to, aby nie wysyłać takich, powiedziałbym, niejednoznacznych sygnałów w kierunku naszych przeciwników w Europie wschodniej, w tym sensie na wschód od naszych granic. Z całą pewnością wszyscy powinniśmy o to zabiegać - zarówno MSZ, zarówno MON, zarówno rząd - zaznaczył Przydacz.
Dopytywany, czy istnieje szansa na uzyskanie takiej deklaracji ze strony prezydenta Donalda Trumpa odparł, że „jest i na pewno to będzie tematem rozmów”, choć - jak dodał - nie jest to „łatwy temat”.
- Byłem na rozmowach i w Pentagonie, i w NSC, czyli w Narodowej Radzie Bezpieczeństwa (...), no i tam atmosfera co do tego tematu jest, powiedzmy, z naszej perspektywy dosyć trudna, więc trzeba tu naprawdę wykonać dużą pracę dyplomatyczną i też trzeba mieć doskonałe argumenty - my jako Polska mamy te argumenty - powiedział.
Pytany, czy prezydent Nawrocki przed podróżą do Waszyngtonu spotka się z premierem Donaldem Tuskiem stwierdził, że „nie jest to wykluczone”. - Być może odbędzie się to jeszcze przed 3 września. Raczej bym stawiał, że jest większa szansa na to, że się to odbędzie, niż że się nie odbędzie - powiedział.
Na początku sierpnia szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker przekazał, że prezydent Nawrocki został zaproszony do Waszyngtonu na 3 września. Szef KPRP Zbigniew Bogucki informował, że rozmowy w Stanach Zjednoczonych będą dotyczyły przede wszystkim kwestii bezpieczeństwa militarnego i energetycznego Polski oraz że prezydent planuje przekazać Donaldowi Trumpowi, że zarówno Rosji, jak i jej przywódcy Władimirowi Putinowi „nie wolno wierzyć”. (PAP)
kmz/ mro/ iwo/ mok/






























































