Panika, chaos i... zaskoczenie. Mimo tego, że już jutro kończy się program pomocowy dla Grecji, większość mieszkańców Hellady nie wierzyła, że groźba bankructwa kraju jest realna. O tym, jak wygląda dzisiejszy poniedziałek w Grecji rozmawiamy z Angeliką Geladarys, pół Polką, pół Greczynką mieszkającą w Atenach.



Mateusz Szymański: Czy Grecy przyszli dziś do pracy?
Angelika Geladarys: Tak, ludzie normalnie przychodzą do pracy, ale tak naprawdę pracują tylko supermarkety, sklepy z żywnością i najbardziej potrzebnymi artykułami. Zakłady fryzjerskie, kosmetyczne czy sklepy odzieżowe są dziś puste.
Jak wygląda sytuacja z zaopatrzeniem sklepów, zauważyłaś jakieś niedobory?
Zobacz także
Zdecydowanie widać braki. Najogólniej mówiąc, panuje panika i chaos. Uzasadnione zresztą, bo nikt nie wie, co tak naprawdę przyniesie jutro. Na sklepowych półkach brakuje najważniejszych produktów żywieniowych. Ludzie zaopatrują się w makaron, ryż, produkty konserwowe.

W Grecji nie działają dziś bankomaty. Czy Ty i Twoi znajomi zabezpieczyliście się na taką ewentualność?
Większość ludzi nie wypłacała pieniędzy! A przecież ta sytuacja była do przewidzenia, skoro pomoc wygasa 30 czerwca (unijny program pomocy dla Grecji - przyp. MS)! Niektórzy myśleli, że to tylko dziennikarska propaganda i próba zastraszenia społeczeństwa... Inni znów zabezpieczyli się już w styczniu przed wyborami i wysłali swoje pieniądze za granice. Część, podobnie jak ja, "uratowała" swoje oszczędności w zeszłym tygodniu.
Bankomaty wkrótce zostaną uruchomione, ale będzie można wypłacić z nich tylko 60 euro dziennie. Czy ta kwota wystarczy na utrzymanie rodziny?
60 euro spokojnie wystarczy na wyżywienie, leki i środki potrzebne do życia.
Co robią ludzie, którzy nie pracują?
Nic. Oprócz tego, że dyskutują na temat tego, co nas czeka w przyszłości i co tak naprawdę przyniesie niedzielne referendum, jeśli faktycznie się odbędzie. Większość nie wie, jakie konsekwencje wiążą się z wyjściem Grecji ze strefy euro i jak będzie wyglądało życie tutaj w razie ewentualnego bankructwa. Mają zagłosować na "tak" lub na "nie", choć nie jest do końca określone, co się z tym wiąże. Natomiast według oficjalnych danych 35% obywateli jest za bankructwem, a 65% przeciw.
Jakie nastroje są przeważające? Ludzie nadal popierają Syrizę?
Zdania są raczej podzielone... Przeciętny Grek, zarabiający na dzień dzisiejszy 560 euro (tyle wynosi minimalne wynagrodzenie netto - przyp. MS), wolałby raczej bankructwo, mając nadzieję, że jego "golgota" skończy się za 3-4 lata, a potem może przyjdzie czas na lepsze warunki. Bo i tak dziś za 560 euro nie jest w stanie utrzymać rodziny. Ba, nawet samego siebie. Ci, którzy mają większe inwestycje i majątek, są absolutnie przeciwni.
Czy spotkałaś się może z sytuacją niedoboru gotówki i próbami spekulacyjnego obrotu?
Na przykład wymianie złota na pieniądze?! Na razie nie, gotówki nie brakuje, ale sądzę, że jeśli w przyszłym tygodniu banki pozostaną zamknięte, może się to wydarzyć.
Rozmawiał Mateusz Szymański.





























































