Południowokoreańska armia znalazła się w ogniu krytyki po tym, gdy okazało się, że żołnierze na linii styczności wojsk trzymają amunicję osobno od karabinów maszynowych – donosi w środę dziennik „Korea Herald”. Działania wojskowych budzą obawy ekspertów o gotowość bojową w razie ataku.


Jak przekazał dziennik, 1. Korpus Armii, odpowiedzialny za obronę zachodniego frontu i podejść do Seulu, zmienił w pierwszej połowie roku procedury. Od tego czasu ciężkie karabiny maszynowe K6 kal. 12,7 mm w Strefie Zdemilitaryzowanej są obsługiwane bez podpiętych taśm amunicyjnych. Te przechowywane są w skrzynkach obok.
Dotychczasową zasadą było utrzymywanie załadowanej broni dla natychmiastowej reakcji – reguły tej nadal przestrzegają inne jednostki frontowe. Według spekulacji „Korea Herald” zmiana w 1. Korpusie miała zapobiec przypadkowym wystrzałom po incydencie z maja 2025 r., gdy z K6 omyłkowo wystrzelono w kierunku Północy.
Decyzja 1. Korpus Armii wywołała oburzenie. Kolegium Połączonych Szefów Sztabów (JCS) oświadczyło, że nie zatwierdziło zmiany.
Zasadą jest, że broń palna używana w strefach frontowych (...) jest załadowana amunicją – przekazał przedstawiciel JCS, zapowiadając kontrole. Z lokalnych doniesień wynika, że o sprawie wiedziało Dowództwo Operacji Lądowych, lecz nie poinformowało JCS.
Praktykę ostro skrytykował Szin Dzong Wu, sekretarz generalny Koreańskiego Forum Obrony i Bezpieczeństwa: „Korea Płn. fortyfikuje Wojskową Linię Demarkacyjną i potęguje napięcie, a tymczasem jednostka frontowa prowadzi działania wartownicze bez załadowanej amunicji”. Ekspert dodał, że w tej sytuacji „nie da się uniknąć pytania, czy natychmiastowa reakcja byłaby możliwa w sytuacji kryzysowej”.(PAP)

krp/ mal/





























































