REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Polacy odkrywają rynek kapitałowy

2007-02-08 15:10
publikacja
2007-02-08 15:10
Z Wiesławem Rozłuckim, byłym wieloletnim prezesem GPW i współtwórcą polskiego rynku kapitałowego rozmawia Wojciech Pysiewicz.

WOJCIECH PYSIEWICZ: Jeszcze kilka lat temu rozwój warszawskiej giełdy stał pod dużym znakiem zapytania. Mówiło się nawet, że w takim kształcie giełda może nie przetrwać. Tymczasem wszystko diametralnie się zmieniło, a nasza giełda jest wzorem dla innych parkietów w regionie. Skąd te zmiany?

Wiesław Rozłucki: Zwrot nastąpił we właściwym kierunku, którego oczekiwałem.

wp: Wówczas tego optymizmu chyba było trochę mniej…

WR: Prawdopodobnie ma Pan na myśli rok 2002 czy początek roku 2003, kiedy nastroje były rzeczywiście kiepskie. Dopiero teraz, rozmawiając z niektórymi uczestnikami i obserwatorami rynku, dowiaduję się, jak duży panował wówczas pesymizm. Mnie się to także trochę udzielało, ale byłem przekonany, że sytuacja zmieni się wraz z poprawą koniunktury giełdowej. Koniunktura giełdowa nie leci jak woda z kranu, stałym strumieniem, tylko zależy od koniunktury gospodarczej, nastrojów społecznych i wydarzeń takich jak np. wejście do Unii Europejskiej.

wp: Czy obecnie nie jest tak, że jesteśmy na tym drugim biegunie - dużo się mówi o perspektywach wzrostu, dalszego rozwoju, tymczasem sytuacja po kilkuletniej hossie może się gwałtownie odwrócić…

wr: Tego nikt nie wie. Proszę zauważyć, że obecnego boomu i trwającej od kilku lat hossy także prawie nikt nie przewidział w takiej skali. Na warszawskiej giełdzie codziennie zawieranych jest kilkadziesiąt tysięcy transakcji. Zawsze są dwie strony: sprzedający myśli, że akcje spadną, a kupujący, że wzrosną. Każdego dnia są tysiące jednych i drugich. Dopiero proporcje między nimi kształtują tendencję rynkową. Każdego dnia są różnice zdań i na tym polega siła giełdy, że te różnice zdań co do przyszłych scenariuszy są wyrażane w cenach.

WP: Jak ocenia Pan edukację ekonomiczną Polaków? Czy ponad 200 mld zł zgromadzonych na niskooprocentowanych rachunkach bankowych to efekt tego, że znajomość innych form inwestowania jest znikoma?

WR: Nie skłoni mnie Pan do wypowiedzi, że kto trzyma pieniądze na lokacie, ten jest słabo wyedukowany. Jest to kwestia podziału ryzyka, jego dywersyfikacji. Nie ma takiej inwestycji, która zawsze i wszędzie daje wysokie dochody przy odpowiednim poziomie ryzyka. Istotne jest to, aby nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka, a jednym z nich są lokaty bankowe. Wszystko zależy od stopnia ryzyka, wieku i wielu innych czynników.

WP: Skąd zatem to przywiązanie Polaków do lokat?

WR: Rynek kapitałowy jest młodszym bratem rynku bankowego i wiele osób jeszcze nie odkryło innych możliwości inwestowania, ale wszystko przed nami. Nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą inwestować na giełdzie, a nikt nie będzie trzymał pieniędzy na depozytach bankowych. Jest miejsce dla jednej i drugiej formy lokowania środków.

WP: Czy sądzi Pan, że osoba, która chce inwestować na giełdzie samodzielnie większe kwoty - rzędu miliona złotych, a jednocześnie chce aktywnie pracować zawodowo, jest w stanie to pogodzić?

WR: To jest dobre pytanie, na które nie ma łatwej odpowiedzi. Ja na przykład należę do osób, które mają za mało czasu. Dzisiaj, mimo że już nie obowiązują mnie wewnętrzne zakazy giełdowe, nie inwestuję indywidualnie na giełdzie. Głównie z powodu braku czasu. Inwestowanie często kojarzy się ludziom wyłącznie z grą giełdową, czyli krótkoterminowym kupowaniem i sprzedawaniem akcji. Inwestowanie może być też indywidualnym wyborem pewnego portfela. Można wybrać sobie 10 różnych spółek i inwestować w nie długoterminowo. Pewnie można się pomylić, ale przy dziesięciu, kilkunastu spółkach pomyłka jest łagodniejsza. Poza tym, nie ponosimy wówczas kosztów profesjonalnego zarządzania, które u nas nadal są wysokie.

WP: Jak wytłumaczy Pan to, że opłaty za zarządzanie pobierane przez krajowe TFI są wyższe niż w krajach rozwiniętych?

WR: Rynek jest mały, ale daje wysokie stopy zwrotu. W proporcji do stopy zwrotu koszty zarządzania nie są więc aż tak wysokie. Porównując koszty w funduszach amerykańskich, które dysponują kilkudziesięcioma miliardami dolarów, to siłą rzeczy, koszt procentowy zarządzania jest relatywnie niższy. U nas, w miarę wzrostu rynku, te koszty też będą spadały.

WP: Na razie jednak tego nie widać. Wcześniej TFI czy domy maklerskie wysuwały argumenty, że nie mają pokaźnych zysków i nie mają z czego ograniczać prowizji, ale teraz sytuacja się zmieniła, a opłaty są nadal wysokie.

WR: W dłuższym terminie to się zmieni. Prędzej czy później konkurencja będzie narastać. Tylko konkurencja, a nie dobra wola, może nakłonić zarządzających do zmniejszenia opłat. Teraz, w związku z tym, że mamy okres niebywałej hossy, inwestorzy dobrze zarabiają, są zadowoleni z wyników i nie patrzą na ręce pośrednikom, którzy nie czują presji obniżania kosztów. Gdy wkroczymy w etap konkurencji cenowej, koszty te będą zmniejszane. Nie unikniemy też coraz większej konkurencji międzynarodowej, gdzie opłaty za zarządzanie są niższe.

WP: Czy mógłby Pan wskazać jakieś sektory, na które warto zwrócić uwagę w 2007 r.?

WR: Wydaje mi się, że po tym jak przez wiele lat sektor technologiczny nie mógł się otrząsnąć z bańki internetowej, na tym polu powstało w Polsce wiele ciekawych inicjatyw, ale na razie są to małe przedsiębiorstwa. Na pewno warto zwrócić uwagę na sektor informatyczny i telekomunikacyjny, gdyż one będą się rozwijać szybciej niż tradycyjne sektory. Aktualne jest pytanie, czy nadal będzie trwała dobra koniunktura w budownictwie. Sektor budowlany był ostatnio bardzo atrakcyjny i może być tak nadal. Mamy hossę nie tylko na rynku giełdowym, ale także na rynku nieruchomości. Trzeba jednak postawić pytanie, czy ceny nie osiągnęły już zbyt wysokiego poziomu.

WP: Przy okazji lokat bankowych wspomniał Pan o dywersyfikacji portfela. Jaki, Pana zdaniem, udział polskich akcji w portfelu powinna mieć osoba, która zgromadziła już znaczny majątek i chciałaby go efektywnie pomnażać w kilkuletniej perspektywie?

WR: Wszystko zależy od stopnia akceptowalnego ryzyka, wieku danej osoby, ale przede wszystkim od majątku. Osoba, która ma wolne środki, może sobie pozwolić na okresowe straty. Jeżeli patrzymy na długofalowe inwestycje w polskie akcje dokonywane przez krajowe fundusze emerytalne, to w Polsce będzie to znaczne zaangażowanie rzędu 25-30 proc. całości portfela. Myślę, że jest to pewien punkt odniesienia dla osób chcących inwestować długoterminowo. Zbiorowa mądrość zarządzających funduszami emerytalnymi może być pewną wskazówką.

WP: Kiedy zatem można spodziewać się końca hossy giełdowej?

WR: Zwykle dobra koniunktura i nadmierny optymizm trwają dłużej niż rozsądny człowiek może zakładać. Zwykle jest tak, że następuje etap, w którym najmądrzejsi uważają, że już osiągnęliśmy górny pułap, a mimo to hossa nadal trwa i dopiero później następuje pewna korekta. Jak duża, tego także nie wiadomo. Trudność przewidywania jest obecnie spotęgowana faktem, że jesteśmy w trakcie integracji naszej gospodarki z gospodarką Unii Europejskiej. I to nie jest zwykły cykl koniunkturalny, tylko proces, który się zdarza raz na wiele, wiele lat.

WP: Czy mógłby Pan na zakończenie uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć jak Pan inwestuje swoje oszczędności?

WR: Naprawdę nie mam się czym chwalić. Przede wszystkim, przez lata nie miałem czasu, aby aktywnie inwestować, a z drugiej strony miałem wiele ograniczeń z racji swojej pracy. Przez lata mojej młodości marzyłem, żeby być inwestorem giełdowym, mimo że zostałem wychowany w zupełnie innym ustroju. Potem chciałem założyć własny dom maklerski, żeby być profesjonalnym pośrednikiem na powstającym w Polsce rynku papierów wartościowych. Tak się złożyło, że nie bardzo kto miał założyć WGPW i wypadło na mnie... I tak już zostałem z tym na kilkanaście lat. Swoją decyzją sam się pozbawiłem, wbrew moim poprzednim intencjom, możliwości inwestowania na giełdzie i pośredniczenia jako makler czy zarządzający pieniędzmi. Myślałem, że kończąc moją misję na giełdzie, będę miał więcej czasu, ale nadal mi go brakuje. Dlatego zarządzanie moimi pieniędzmi jest dalekie od ideału, który chciałbym realizować.

WP: Czy dywersyfikuje Pan swoje oszczędności?

WR: To jedno realizuję we właściwy sposób: podział pieniędzy na fundusze akcyjne, obligacje, nieruchomości. Pilnuję, aby mój portfel nie był zbyt skoncentrowany na jednym segmencie rynku finansowego. Pomijając te proporcje, w każdym segmencie mógłbym oczekiwać większych zwrotów. Jeżeli tylko będę miał więcej czasu, to się na tym skupię i zoptymalizuję swój portfel. Chętnie bym też znalazł takiego doradcę, który trafiłby do mnie z przekonywującą ofertą. Dotychczas to, co do mnie dotarło, było bardzo standardową propozycją. Jeżeli słyszę standardowe formułki klepane przez zarządzających, to po prostu rozmowa się kończy.

WP: Dziękujemy za rozmowę.
Źródło:Noble Bank
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Grube wypłaty w firmach pożyczkowych. Właściciele wzbogacili się o setki milionów
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Inwestowanie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki