"Rafineria będzie mogła jedynie w połowie wykorzystywać dotychczasowe moce produkcyjne - stąd też ograniczona zostanie produkcja" - zapowiedział litewski premier na specjalnie zwołanej konferencji prasowej.
Agencja informacyjna BNS poinformowała, powołując się na „nieoficjalne koła”, że zarząd PKN Orlen "nie wierzy, by był to wypadek". Natomiast litewski premier twierdzi, że przyczyną pożaru była awaria techniczna. Także prokurator badający sprawę pożaru twierdzi, że nie ma na razie podstaw, by twierdzić, że było to podpalenie.
Jeśli potwierdzą się informacje o konieczności ograniczenia o połowę produkcji w Możejkach, może to doprowadzić do zmniejszenia importu paliw do Polski. W czerwcu PKN Orlen podpisał warte 2,3 mld dolarów umowy na kupno 53,7% akcji Możejek od upadającego koncernu Jukos oraz 30,66% akcji od litewskiego rządu. Teraz polska firma czeka na zgodę Komisji Europejskiej na te transakcję.
„Pożar, który wybuchł w kolumnie do destylacji kompleksu operacyjnego KT w AB Mažeiki Nafta o godz. 14:34, został ugaszony o godz. 20:07” – podała rafineria w komunikacie. Przypuszcza się, że doszło w nich do wycieku i zapalenia się ropy. Według agencji BNS tuż przed pojawieniem się ognia słychać było wybuch.
„Według zarządu, pożar wpłynie przede wszystkim na produkcję LPG. Jednakże mogą też wystąpić utrudnienia w produkcji benzyny i oleju napędowego. Firma ocenia, ze naprawa szkód może potrwać do dwóch lat” – poinformował serwis Baltic Business News.
Serwis podał też, że premier Litwy Gediminas Kirkilas otrzymał potwierdzenie z PKN Orlen co do chęci sfinalizowania akwizycji Możejek, pomimo szkód wywołanych pożarem. Według premiera, rafineria będzie mogła pracować wykorzystując połowę zdolności produkcyjnych.
M.D.
Na podstawie: PAP, ISB




























































