- Ceny rosną, bo rynek zdrowej żywności jest wciąż płytki i chwiejny, a plantacje gruntowe bardzo ucierpiały z powodu letniej suszy - tłumaczy Elżbieta Borowska ze sklepu przy Piotrkowskiej z wydzieloną półką na produkty, "nieskażone" nawozami. Coraz mniej rolników decyduje się na sprowadzanie wyselekcjonowanych nasion i na uprawy z dala od ruchliwych dróg. Marchew sprowadzamy z Podlasia. Kilogram musi kosztować 8 złotych, bo pośrednik musi zarobić na transporcie, a my - na czynsz.
Pani Zofia robi zakupy w sklepie przy ul. Nawrot. Kupiła kilka razy małą porcję chleba razowego za 3,50 zł i makaron razowy za 9 zł. Jednak wysokie ceny masła, serów białych i ciast wyprowadziły ją z równowagi.
W popularnym barze wegetariańskim, ulubionym miejscu stołowania się studentów, zdania na temat obiadów są podzielone. - Reklamują obiady za dychę, ale żeby się najeść, trzeba coraz więcej płacić - stwierdza Marcin.
Z artykułów ekologicznych, najbardziej zdrożał opał. To następstwo wyższych cen drewna. - Brykiety z wierzby energetycznej podrożały tak bardzo, że musiałem zrezygnować z ich sprzedaży - mówi Sławomir Kosyl, sprzedawca z ul. Gdańskiej. - Plantacja wierzby nadaje się do cięcia dopiero po trzech latach, więc rolnicy podwyższają ceny, bo konkurencja jest znikoma. Największym wzięciem cieszą się brykiety z prasowanych odpadów tartacznych. 35-kilogramowy worek kosztuje obecnie 20 zł.
Łodzianie chętnie nabywają brykiety z makulatury, nadające się na podpałkę, i prasowany torf. Zawartość jednego opakowania - 10 kg torfu - wystarcza do podtrzymania ognia przez całą noc. W torfie żar zachowuje się tak długo, że nazajutrz nie trzeba rozpalać od nowa. Klienci nie żałują pieniędzy na ekologiczne brykiety, bo mieszkanie nie brudzi się od pyłu węglowego, a popiół wystarczy wybrać raz w tygodniu.
Dziennik Łódzki
(kup)




























































