Ikonowicz w czasie procesu przyznał, że jednego policjanta zadrapał, co zresztą widać na filmie zarejestrowanym przez telewizję TVN. Zaprzecza jednak, by drugiego policjanta uderzył i przekonuje, że zeznania policjantów w tej części oraz film kręcony przez funkcjonariuszy podczas interwencji są kłamstwem. "Myśmy stosowali zawsze tak zwaną metodę +non violence+, to znaczy siedzieliśmy na ziemi na progu wejścia do mieszkania, gdzie miało dojść do eksmisji i trzymaliśmy się za ręce. Trudno więc, abyśmy to my napadali na interweniujących policjantów, tak dużych jak byki" - wyjaśnił po wyroku Ikonowicz. Dodał, że podczas tamtej interewencji na ulicy Freta policjanci zakuli go w kajdanki, więc nie było możliwości, aby on uderzył policjanta. Zresztą - co stwierdził też sąd - na żadnym filmie, w tym również policyjnym, nie zarejestrowano momentu jakiegokolwiek uderzenia policjanta przez lidera PPS.
Były lider PPS zapowiada więc apelację od wyroku, ale jednocześnie twierdzi, że jest dumny ze skazania, bo jak mówi "taki wyrok to jak order, który mogę sobie przypiąć, bo świadczy, że rodzice dobrze mnie wychowali, że ważne jest by być solidarnym i bronić słabszych".
Były poseł PPS został skazany za naruszenie prawa podczas blokowania eksmisji komorniczej, wykonywanej na mocy wyroku sądowego w 2000 roku. Razem z grupą działaczy Ikonowicz starał się nie dopuścić do eksmisji rodziny - jak wielokrotnie podkreślał - z dwójką nieletnich dzieci. Jego proces zaczął się jednak dopiero jesienią 2006 roku, bo Ikonowicz nie stawiał się wcześniej na wezwania sądu. Doprowadziło to w końcu do wystawienia za nim listu gończego i aresztowania na 10 dni w lecie 2006 roku. Sąd, który skazał go dziś także na grzywnę, pobyt w areszcie zaliczył na poczet kary finansowej. Dlatego zamiast 2000 złotych kary grzywny, Ikonowicz musi zapłacić 1600 złotych, ale też pokryć koszty procesu.
Środowisko Ikonowicza wielokrotnie sprzeciwiało się tak zwanym "eksmisjom na bruk". Zresztą przepisy tego dotyczące kilka miesięcy później uchylił Trybunał Konstytucyjny. Jak mówił Ikonowicz "eksmisji na bruk" odbyło się około 9 tysięcy, on ze swoimi sympatykami miał interweniować w 900 przypadkach.
Źródło:IAR






























































