O cross-sellingu prowadzonym przez samych pracowników banków pisała niedawno Hanna Hylińska. Rzecz w tym, że część banków nie zadowala się już samym otwarciem konta.
Dla przykładu, w Credit Agricole pracownik premię dostanie wówczas, gdy konto będzie istniało kwartał, średni miesięczny wpływ wyniesie co najmniej 500 złotych lub w każdym miesiącu przez konto przejdą trzy transakcje zmieniające jego saldo. Puste rachunki bankowe zakładane przez przypadkowe osoby stają się dla banku jedynie kosztem i nie dają dużych szans na to, że dzięki nim przyciągnie się klienta do innych produktów.
Banki lubią jednak rozdawać (swoje produkty) i robią to cały czas – zmienia się tylko przedmiot. 2 lata temu podczas wrocławskich Juwenaliów ING Bank Śląski przeprowadził ciekawą promocję – za założenie konta otrzymywało się bilet na koncert o wartości 20 złotych. Pomysł ciekawy, choć był to typowy powrót do bankowości „okienkowej” - samo „stoisko” mieściło się w blaszanym baraku. Klient mógł w najlepszym wypadku przejrzeć umowę na stojąco, w tłumie radosnych studentów.
Podczas tegorocznego przystanku Woodstock mieliśmy powtórkę z rozrywki – tyle, że tym razem rozdający był Pekao SA, a produktem dedykowanym woodstockowe karty prepaid (całkiem gustowne, nawiasem mówiąc). Czym bank próbował przyciągnąć klientów? Po pierwsze – poczuciem przynależności. Po drugie – seksualnością.Po trzecie (i chyba najważniejsze) – alkoholem i jedzeniem.

Czy prepaidy podbiją rynek? Po co bankom mikroprodukt? Czytaj na PRNews.pl
Mateusz Szymański / PR News



























































