Notowania ropy Brent runęły o blisko 6%, lądując na najniższym poziomie od marca. Sprzedający naftowe kontrakty rzucili się do wyjścia po tym, jak na rynek trafiły dane o rosnącej nadprodukcji "czarnego złota".


"To jest jak run na bank. Dochodzimy do momentu, w którym fundamenty przestają się liczyć, a wszyscy patrzą tylko na załamanie cen" - skomentował wtorkowe wydarzenia na rynku ropy naftowej Phil Flynn, analityk Price Futures Group.
Notowania kontraktów na amerykańską ropę WTI zakończyły wtorek spadkiem o 7,1%. Była to 12. z rzędu spadkowa sesja z rzędu! Kurs ropy WTI osunął się do 55 USD za baryłkę, schodząc do najniższego poziomu od roku.
O 21:54 europejska ropa Brent taniała o 5,8%, do niespełna 65 USD za baryłkę. Po raz ostatni takie ceny oglądaliśmy w marcu. A jeszcze na początku października ropa Brent kosztowała ponad 86 USD za baryłkę. Mamy więc przecenę o przeszło 20 USD na baryłce w ciągu niespełna półtora miesiąca!
Panika na rynku terminowym nie wzięła się znikąd. Po pierwsze, październik przyniósł wzrost wydobycia w Arabii Saudyjskiej do 10,63 mln baryłek dziennie - a więc o 128 tys. bpd więcej niż we wrześniu, przekraczając limit narzucony w ramach naftowego kartelu. Po drugie, wydobycie w Stanach Zjednoczonych wzrosło do rekordowych 11,6 mln bpd i w ten sposób USA najprawdopodobniej prześcignęły Rosję - dotychczasowego lidera w wydobyciu ropy naftowej.
Oliwy do ognia dolała publikacja miesięcznego raporty OPEC, w którym przyszłoroczna prognoza zapotrzebowania na ropę naftową została obniżona o 70 tys. bpd. Oznacza to, że przyszłoroczne prognozowane zużycie surowca będzie o 1,4 mln bpd mniejsze od bieżącej produkcji. A to oznacza przejście rynku ze stanu minimalnego niedoboru do stanu wyraźnej nadprodukcji.
KK





























































