Kalifornia jako pierwsza na świecie może wprowadzić obowiązek instalacji paneli słonecznych na nowo wybudowanych domach i niskokondygnacyjnych budynkach mieszkalnych.
Propozycja ta była przygotowywana od dziesięciu lat, a dziś oddana zostanie pod głosowanie.
Według szacunków Kalifornijskiej Komisji Energii oznacza to średnio ok. 10 500 dolarów więcej w kosztach budowy domu jednorodzinnego, ale też ok. 16 000 dolarów oszczędności w rachunkach za energii. Obowiązek ten nie dotyczy budynków już istniejących, ale dla nich istnieje możliwość skorzystania z wsparcia finansowego w ramach Kalifornijskiej Inicjatywy Solarnej. Prawo uchyla ten obowiązek w przypadku domów budowanych w terenach zacienionych lub też gdy analiza wykaże, że rozwiązanie to nie jest w danym przypadku kosztowo efektywne.
Przeciwnicy tej propozycji uważają jednak, że podniesie ona i tak już "ekstremalnie" wysokie koszty życia. Wskazują również, że uzależnienie się od OZE oznacza, że odcina się w ten sposób inne, potencjalne rozwiązania dla dekarbonizacji.
Według prognoz Komisji w 2020 roku powstanie około 117 000 domów jednorodzinnych i 48 000 jednostek wielorodzinnych.

Przeczytaj także
Jest to kolejny krok na drodze do obniżania emisji gazów cieplarnianych. W 2016 roku 25,5 proc. miksu energetycznego stanu pochodziło z OZE (głównym źródłem pozostaje gaz – 36,5 proc.), w tym 8,1 proc. stanowiła energetyka słoneczna i jest coraz powszechniejsza. W 2009 roku stanowiła tylko 0,3 proc. miksu, w 2012 dopiero zbliżała się do 1 proc., a od tego roku widzimy duży wzrost w wykorzystaniu energii słonecznej. Jest to niezbędne dla osiągnięcia celów założonych przez Kalifornię, która do 2020 r. chce, by z OZE pochodziło co najmniej 33 proc. energii, od 2030 roku ma to być co najmniej 50 proc., wyłączając z tego elektrownie wodne. Do 2045 roku z kolei miks energetyczny ma w całości składać się z odnawialnych źródeł energii.
Kalifornia zdaje się przewodzić ruchowi zwolenników czystej energii, równie popularne są tam samochody elektryczne. W październiku 2017 roku zarejestrowanych było 337 482 sztuk pojazdów zero emisyjnych i choć stanowiło to tylko 4,5 proc. wszystkich pojazdów na drogach, dynamika wzrostu rejestracji tego typu pojazdów między 2013 a 2017 roku wynosiła aż 53 proc. W 2025 roku w stanie ma być ich zarejestrowanych ponad 1,5 miliona. Do tego samego roku, według zapowiedzi rządu Polski, po ulicach ma ich jeździć milion.
Jakub Krześnicki

























































