Jednocześnie dodaje, że prezes Urzędu Regulacji Energetyki bardzo sceptycznie odnosi się do argumentacji PGNiG uzasadniającej konieczność ponownego podniesienia cen. - Procedura trwa, ale jak się zakończy, jeszcze nie jest przesądzone - mówi Izabela Kochaniak. - Na razie zażądaliśmy dodatkowych dokumentów od PGNiG.
Urząd chce między innymi sprawdzić, czy nasz gazowy monopolista rzeczywiście znów musi płacić więcej za importowany gaz. Takie były argumenty przy poprzednich podwyżkach i takie powtarzają się teraz.
Złowieszcze prognozy
Przypomnijmy, że w styczniu tego roku gaz podrożał o ok. 6 proc., a od 1 kwietnia br. w granicach od 10-15 proc. - w zależności od tego, do jakich celów jest używany. Największe rachunki za gaz płacą ci, którzy używaj go do ogrzewania mieszkań.
Koszty ogrzewania, energii elektrycznej i gazu stanowią nawet jedną czwartą naszych stałych wydatków. I niestety, nie zapowiada się, żeby te wydatki malały. Na początku tego roku podrożała energia elektryczna. Taryfy dla energii elektrycznej zostały zatwierdzone na rok, w związku z czym następna podwyżka cen prądu czeka nas nie wcześniej niż na początku przyszłego roku. Zupełnie inaczej jest z gazem ziemnym. Cena gazu może się zmieniać nawet kilkakrotnie w ciągu roku. Licząc od początku ubiegłego roku mieliśmy do tej pory już pięć podwyżek.
Niestety, zapowiada się, że na tym nie koniec. Jak wynika z raportu skandynawskiej firmy konsultingowej Econ Analyse, państwa europejskie chcą w ciągu 20 lat podwoić zużycie gazu. Tymczasem światowe zasoby ropy szacowane są na raptem ok. 40-45 lat, a gazu ziemnego na 60 lat. Trudno się więc dziwić, że państwa które mają gaz i ropę - w tym Rosja, nasz największy dostawca - z roku na rok podwyższają ceny. W ubiegłym roku ceny gazu poszły w górę o prawie 50 proc., ropa podrożała jeszcze bardziej. To musiało się odbić na cenach dla odbiorców przemysłowych i indywidualnych.
Niewielki wybór
W minionych latach modernizacja wielu kotłowni ukierunkowana była na technologie spalania gazu ziemnego i oleju opałowego, jako bardziej ekologiczne. Niestety, w konsekwencji doprowadziło to dziś użytkowników do trudnej sytuacji finansowej z powodu wysokich kosztów eksploatacyjnych a tym samym kosztów ogrzewania tych obiektów. Gaz jest bardzo drogi, a cena oleju opałowego wkrótce ma się zrównać z ceną oleju napędowego. - Dlatego też wiele osób powróciło do ogrzewania węglowego - twierdzi dr inż. Leon Kurczabiński z Katowickiego Holdingu Węglowego. - Inwestorzy indywidualni i instytucjonalni zrobili tak nie tylko ze względu na niższe koszty ale i fakt, że nowoczesne kotły węglowe są ekologiczne, a ich obsługa nie zabiera dużo czasu.
Na szczęście w Polsce nie pozamykano jeszcze wszystkich kopalń, dlatego dziś mogą na tym korzystać nie tylko właściciele domów, ale i nasza energetyka - która w większości oparta jest na węglu. - Tej zimy energia cieplna z koncernu nie podrożała - podkreśla Paweł Gniadek z Południowego Koncernu Energetycznego.
Zakłady energetyczne, które musiały od początku roku podnieść ceny ze względu na rosnącą akcyzę, pohamowały swoje apetyty i wprowadziły tylko niewielkie podwyżki. Czy tak będzie nadal - trudno powiedzieć. Popyt na węgiel, szczególnie służący do ogrzewania domów systematycznie rośnie. Za tym mogą przyjść wyższe ceny. W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak nauczyć się oszczędzać energię.
Dziennik Zachodni
Mariusz Urbanke































































