Przedświąteczny szał kupowania prezentów dla bliskich trwa już w najlepsze. Mogą się o tym przekonać między innymi ci, którzy, kupując podarki przez internet, pokusili się na dostawę do paczkomatów InPost.


W związku z przepełnionymi w grudniu skrzynkami na przesyłki, kolejny rok z rzędu firma InPost postanowiła wysłać w okolice paczkomatów... „Mikołajów”, którzy wspomogą firmę w dostarczaniu przesyłek. Jej klienci mogą otrzymywać wiadomości, że w wyniku braku miejsc w szafkach, ich paczka będzie obsługiwana przez mobilny paczkomat – pracownika w mikołajowej czapce.

Firma skutecznie walczy o to, by jej klienci zostali prawidłowo obsłużeni pomimo braku miejsc w paczkomatach. Problem polega jednak na tym, że w przeciwieństwie do urządzenia, człowiek odpowiedzialny za wydawanie przesyłek pracuje do godziny 21.00. Jeśli klient nie będzie miał możliwości odbioru zamówionego towaru do tego czasu, przesyłka może wylądować w zupełnie innym miejscu w jego mieście. Może się więc okazać, że po odbiór paczki trzeba będzie zgłosić się w pobliskim punkcie odbioru albo paczkomacie na drugim końcu miasta.
Mikołaje muszą oczekiwać na odbiorców paczek do 21:00 (będą mogli schronić się przed zimnem w samochodzie), ale, jak wynika z lektury ogłoszeń, przewidywane wynagrodzenie wynosi 180 netto/dzień pracy.
/mg































































