Pomoc wciąż nie dociera do tysięcy poszkodowanych w trzęsieniu ziemi w Haiti. Przedstawiciele organizacji humanitarnych krytykują Stany Zjednoczone, że wysyłają do tego kraju żołnierzy zamiast wody i żywności. Specjalny wysłannik Polskiego Radia Marek Wałkuski donosi ze stolicy Haiti, Port-au-Prince, że rozlokowano tam już 1700 żołnierzy. Na miejscowym lotnisku co chwila lądują wojskowe C-17 i Herkulesy, bowiem na wyspę ma przybyć jeszcze 8 tysięcy Amerykanów. Nie podoba się to organizacjom międzynarodowym, które twierdzą, że Amerykanie mają niewłaściwe priorytety. Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Moon powiedział, że na Haiti nie jest potrzebna pomoc wojskowa, a woda, żywność i namioty. Amerykanie bronią się, że bez ochrony i zabezpieczenia logistycznego akcja niesienia pomocy Haitańczykom byłaby nieskuteczna i chaotyczna. Dowódca wojsk amerykańskich Ken Keen przyznał, że w mieście dochodzi do bijatyk, rabunków, a nawet strzelanin. Zwrócił przy tym uwagę, że skala przemocy w stolicy Haiti jest obecnie mniejsza niż przed trzęsieniem ziemi. Amerykanie poinformowali również, że 60 procent samolotów lądujących w Port-au-Prince to maszyny z wodą i żywnością. Pozostałe 40 procent to samoloty wojskowe z żołnierzami i sprzętem.